Forum ..................NPR - Naturalne Planowanie Rodziny................ Strona Główna ..................NPR - Naturalne Planowanie Rodziny................
...........czyli seks bez antykoncepcji. Pytania, wątpliwości, stosowanie..........
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

doić czy nie, czyli o pomocy rodziny
Idź do strony 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ..................NPR - Naturalne Planowanie Rodziny................ Strona Główna -> Pogaduszki
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
abeba
Gość






PostWysłany: Nie 15:09, 08 Paź 2006    Temat postu: doić czy nie, czyli o pomocy rodziny

Ostatnio mam ogromnego doła, bo w czasie, gdy mój mąż nei ma pracy i przez to szanse na kredyt mieszkaniowy mamy zerowe (no, ew. rozdizelność majątkowa i kawalerka na mnie tylko), moi rodzice wzięli kredyt i kupili mieszkanie mojej młodszej siostrze.
Biorąc slub zakładałam niezależnośc finansową, szukałam sobie pracy itp. Z założenia nic nie chciałam, nawet wesele finansowałam ja, potem rodzice część oddali, ale nie oczeiwałam tego.
A teraz wychodzi, że jestem jakaś nienormalna. Moja kuzynka dostała tu mieszkanie 2 lata temu, niedawno jej brat kolejne. Moja siostra kolejna. Rozmawiałam o tym na grupie, na psychoterapii i zostałam straszliwie skrytykowana. Wychodzi na to, że plan kupienia mieszkania i zycia po slubie na własny rachunek to jakieś zboczenie! Dla moich znajomych z grupy dostanie połowy (!) wartości mieszkania od rodziców, dziadków itp. to norma.
Broniłam się przed braniem kasy jak przed ogniem (tym bardziej, że w mojej rodzinie pieniądze "smierdzą wódką" a ja nie chcę dac sie nimi zakneblować), ale może rzeczywiście bylam glupia i należy bez skrupułów prosić? (Grupa orzekła, że jest mi źle, bo o nic nei umiem poprosić i gram niezależną i powinnam sie przełamać)
Co o tym sądzicie? czy naprawdę nie ma już szans na dorobienie się czegoś własną pracą? czy stawiając tylko na nas dwoje z góry skazuję nas na porazkę i tułanie się po wynajętych klitkach?
Dodam, że ze względu na moją pracę i studia męża wyprowadzka z Wawy w najbliższych 2 latach (minimum) nie chodzi w grę. A biorąc pod uwagę to że po prostu lubimy tu mieszkać i mamy tu znajomych to wolimy nie wyprowadzać sie w ogóle.
Powrót do góry
mateola
z NPR za pan brat :P



Dołączył: 16 Cze 2006
Posty: 160
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Nie 15:18, 08 Paź 2006    Temat postu: Re: doić czy nie, czyli o pomocy rodziny

abeba napisał:
Grupa orzekła, że jest mi źle, bo o nic nei umiem poprosić i gram niezależną i powinnam sie przełamać)
Co o tym sądzicie? czy naprawdę nie ma już szans na dorobienie się czegoś własną pracą?

Dla mnie to dwa oddzielne problemy. Pierwszy był i moim udziałem.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Niania
Site Admin



Dołączył: 10 Cze 2006
Posty: 7935
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 15:29, 08 Paź 2006    Temat postu:

Wiesz... ja też nic nie mam z domu prócz sztućców i 1.000zł na start.... od M również jeszcze większe nic.... Wiem że nie dadzą. Jeszcze jęczeli gdy coś chcieliśmy - drobnej pomocy.
Za to siostra M będzie brać wielgachny ślub z weselichem jak sto pięćdziesiąt.
Znajomi mieszkają w kupionych przez rodzinę mieszkaniach... w te wakacje ślub brała 19 latka której kupili cały dom....

cóż, staram się o tym nie myśleć
są równi i równiejsi... to boli gdy jest się tylko równym... ale cóż, nie zmieni się sytuacji, trzeba nie myśleć o tym że inni mają wszystko, bo to niczemu nie służy...

trzymaj się!!
Powrót do góry
Zobacz profil autora
espree
za stara na te numery



Dołączył: 17 Cze 2006
Posty: 9718
Przeczytał: 11 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Nie 17:36, 08 Paź 2006    Temat postu: Re: doić czy nie, czyli o pomocy rodziny

abeba napisał:
Grupa orzekła, że jest mi źle, bo o nic nei umiem poprosić i gram niezależną i powinnam sie przełamać


abeba,
myślę, że trochę mają rację. ale nie rozumiem dlaczego rodzcie kupili Twojej siostrze mieszkanie, a Ty nawet Wasze wesele chciałaś sama finansować? To oni oczekują próśb czy raczej Ty wolisz wszystko zrobić sama? wolisz nie prosić, bo wiesz, że Ci będą wypominać i oczekiwać czegoś w zamian czy chcesz pokazać wszystkim, że sobie potrafisz radzić bez niczyjej pomocy?

my kupujemy mieszkanie na kredyt, ale na wykończenie większość kasy dostaniemy od rodziców (sami też oszczędzamy, ale nie jesteśmy w stanie w rok uzbierać tej bajecznej kwoty, którą pochłonie urządzenie). wiem, że oni chcą nam pomóc, bo po prostu nas kochają. ale ja już myślę, kiedy wyślemy ich na jakieś zagraniczne wakacje, na które sami pewnie nigdy by się nie zdecydowali Yellow_Light_Colorz_PDT_03
Powrót do góry
Zobacz profil autora
kajanna
za stara na te numery



Dołączył: 22 Cze 2006
Posty: 4040
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Nie 21:37, 08 Paź 2006    Temat postu:

Wydaje mi się, że bardzo wiele zależy od relacji w rodzinie i jej stanu majątkowego. Nie widzę nic złego w proszeniu w pomóc, gorzej jeśli się tej pomocy oczekuje, wychodząc z założenia, że się należy jak psu buda.
Albo oczekuje, chociaż rodziców wcale na to nie stać (no ale skoro siostrze mieszkanko zafundowali, to chyba nie jest ten przypadek).

Czy dobrze rozumiem, że nie chcesz od rodziny pieniędzy, żeby potem taka pomoc nie stała się elementem szantażu: "my ci to i ty, a ty nawet coś tam nie chcesz zrobić"? Jeśli masz powody, żeby podejrzewać taki obrót spraw, to chyba lepiej zrezygnować z takiej pomocy, żeby potem nie czuć niesmaku do siebie i innych...

Nie wiem też, jak wygląda sytacja twoja a twojej siostry. Ja jestem jedynaczką, ale mój mąż ma dwie siostry.
Mąż zarabia na tyle dobrze, że mogliśmy zaciągnąć kredyt na mieszkanie i spokojnie te raty spłacać. Siostry męża są zaraz po studiach, cienko przędą. Teściowie przeprowadzili się do wybudowanego domu, a swoje dawne mieszkanie podzieli tylko miedzy siostry. I wszyscy uważamy, że tak jest sprawiedliwie, choć nierówno. Nikt nie ma do nikogo pretensji, bo prostu im to było bardziej potrzebne, a my już mieliśmy gdzie mieszkać.
Ale gdybyśmy wszyscy byli w takiej samej sytuacji, to pewnie pojawiłby się jakiś tam żal...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
juka
za stara na te numery



Dołączył: 16 Cze 2006
Posty: 4586
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Pon 8:23, 09 Paź 2006    Temat postu:

zgadzam się z kajanną - wszystko zależy od sytuacji. nie sądzę że tu sie da ustalić jakąś ogólną zasadę. natomiast rodzice mają prawo (moralne również moim zdaniem) dysponować swoimi pieniędzmi jak im się podoba. ja nie brałam nic od rodziców, chociaż mam z nimi dobry układ (może za dobry, i dlatego Yellow_Light_Colorz_PDT_06 ...). na początku mieliśmy mieszkanie służbowe, a własne kupiliśmy sobie po paru latach za oszczędności - rezygnując z horrendalnie drogiej warszawy, bo uznaliśmy że nie będziemy się maltretować kredytem do emerytury.
a mój młodszy brat dostanie ich pewnie ich dom, i bardzo dobrze, niech mu się wiedzie jak najlepiej.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
abeba
Gość






PostWysłany: Pon 9:02, 09 Paź 2006    Temat postu:

wiecie, ja mam silnie wpojone poczucie - chyba tak zostałam wychowana- że należy radzic sobie samemu. Moi rodzice nie dostali kupy pieniedzy od swoich, na budowę domu brali kredyt (póxne lata 80te, się działo!). Na krewnych, gdzie małżeńśtwo mieszkało z rodzicami patrzyło się dziwnie (no, wiadomo, taka sytuacja, ale to nie uchodziło za normalne). Po prostu przyjęłąm taką wizję swiata, że dorosłość oznacza radzenie sobie samemu.
Jak ogłosiłam zaręczyny, to było najpierw "w tym roku nie ma peiniędzy" a jak powiedziałm żę zapłacę sama to "no, ale myśmy chcieli zrobić sobie rocznicę 25. w tym roku".
Jesli chodzi o proszenie: rodzice powiedizeli że kupią nowy samochód. "A co ze starym?", spytałam z nadzieją, "Pójdzie do użytku w firmie, do jazdy po wioskach" "aha, słusznie, skoro tak zdecydowaliście" - no i co- czy w takiej sytuacji powinnam była poprosić? Z meiszkaniem - hmm - nawet jakby pożyczyli nam 50tys pln (tyle i tak nie mają) to nam to sytuacji nie zmeinia, bo my nie mamy zdolnośći kredytowej, w tym sęk. drugiego kredytu nie dostaną.
A, i jeszcze, po doświadczeniach z tym szalonym kredytem z lat 80tych, rodzice całe życie mi mówili, że nie wezmą żadnego kredytu. I co?
W każdym razie TERAZ odczuwam ogromny dysonans, nie wiem jak naprawdę powinno sie postępować, skoro to co uznałam za normę i przestrzegałam , nie popłaca. Natomiast to, co dotąd uważałam za "dojenie" okazuje się strategią mile widzianą i opłacalną (za meiszkaniem idą różne rzeczy do mieszkania: na lodówkę, na pralkę...)
I co robić? być wierną sobie czy skończyć z tym frajerstwem i dla dobra, powiedzmy swoich dzieci, zacząć też doić, bo sami im nic nei zapewnimy?
Powrót do góry
espree
za stara na te numery



Dołączył: 17 Cze 2006
Posty: 9718
Przeczytał: 11 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Wto 11:54, 10 Paź 2006    Temat postu:

abeba,

to ciągle nie wiem dlaczego kupili Twojej siostrze mieszkanie skoro po wcześniejszych doświadczeniach woleli tego nie brać kredytu i skoro nauczyli Cię, że trzeba sobie radzić samej.

abeba napisał:
Jesli chodzi o proszenie: rodzice powiedizeli że kupią nowy samochód. "A co ze starym?", spytałam z nadzieją, "Pójdzie do użytku w firmie, do jazdy po wioskach" "aha, słusznie, skoro tak zdecydowaliście" - no i co- czy w takiej sytuacji powinnam była poprosić?

Ja bym powiedziała otwarcie - a może nam oddacie? albo sprzedacie taniej? Ale ja z natury wypalam zazwyczaj prosto z mostu....
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Gagusia
za stara na te numery



Dołączył: 04 Lip 2006
Posty: 5046
Przeczytał: 10 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Wto 16:50, 10 Paź 2006    Temat postu:

ja mam takie przekonenie, że daje ten kto ma temu kto potrzebuje. jeśli rodzice mogą i chcą pomóc to dlaczego nie? a jeśli to dzieciom lepiej się wiedzie to w razie potrzeby pomagają. jasne że wolałabym całkiem się "odpępnić", ale skoro to chwilowo mało realne... jak już kiedyś będę duża i bogata, to będę pomagać własnym dzieciom tudzież rodzicom.
a o samochód pewnie też bym zapytała wprost, ale to chyba kwestia rodzinnych relacji
Powrót do góry
Zobacz profil autora
abeba
Gość






PostWysłany: Wto 19:51, 10 Paź 2006    Temat postu:

siostrze dali, bo poprosiła.........
sama ją namawiałam i kibicowałam, tyle że siostra przekonala mnie, ze zarabia tyle, ze będzie spłacać sama (tzn rodzice będą jej troche dawać na utrzymanie, jak wczesniej, natomiast spłata miała byc jej sprawą), bo zarabia ok, tylko nieregularnie i na zlecenie, więc rodzice mieli zapewnić formalną zdolnośc kredytową. A u się okazuje, że starzy spłacają ratę, że dają jej po tysiąc zlotych na to, na tamto....
rodzice tak sie rozkręcili, ze teraz biorą kredyt na samochód.
Inna sprawa, że moje rozważania średno mają sens - teraz już nie mają co dać.
Naprawdę byście poprosiły wprost i to PO tym jak powiedzieli że mają pomysł na wykorzystanie tego starego wozu?
generalnie czuję się "wycyckana", mieszkania jakie nas interesują zdrożały z 250tys. do 400tys. i już są na zawsze poza naszym zasięgiem.
Po sprawie, będziemy meiszkać w najlepszym wypadku w Wołominie, albo w ogóle żegnaj moja praco! Kiedyś dziecko mojej siostry będzie sie uczyć w najlepszych szkołach wwy, a moje chodzić do starszliwego gimanzjum z małomiasteczkowymi oprychami.
Powrót do góry
kajanna
za stara na te numery



Dołączył: 22 Cze 2006
Posty: 4040
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Wto 20:08, 10 Paź 2006    Temat postu:

Jeśli faktycznie sprawy tak się mają, jak opisałaś, to też byłabym rozżalona na Twoim miejscu.
Skoro uczyli Was, że należy liczyć na siebie, a potem w taki sposób pomagają tylko jedenj z Was, to coś jest nie w porządku.
Ale jak sama napisałaś - teraz o już po ptokach.
Gdyby rodzice powiedzieli mi, że mają już plany co do samochodu, to też bym nie prosiła.
Ale na pewno porozmawiałabym na temat ewentualnego kredytowania mieszkania, gdybym wiedziała, że coś takiego leży w ich możliwościach, a mi samej byłoby bardzo trudno, albo byłoby to wręcz niemożliwe. Ale tak jak już pisałam - to zależy od konkretnej rodziny i stosunków w niej panujacych. Gdyby potem mieli mi to wypominać do końca życia, to raczej bym sobie odpuściła.
Rozumiem, że nigdy nie rozmawialiście o Twoich i męża planach mieszkaniowych? Nie interesowali się tym nigdy? Bo jeśli dałaś im do zrozumienia, że na pomoc nie reflektujesz, to trudno się też dziwić, że wyszło tak a nie inaczej.
Trzeba pamiętać, że rodzice nie mają obowiązku pomagać dorosłym dzieciom - to jest tylko ich dobra wola.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
abeba
Gość






PostWysłany: Wto 20:41, 10 Paź 2006    Temat postu:

wiesz, zabawne, ale na grupie terapeutycznej większośc osób była zdania że mają obowiązek (nie liczac dwch osób będących same na utrzymaniu rodziców). I dlatego zaczęłam mysleć że moje dążenie do niezależności jest jakieś nienormalne. Ciekawe jak na forum, jak na razie jedno mieszkanie kupione samodzielnie.
O planach trochę rozmawialiśmy, np. miałam ogromny kryzys w styczniu, gdy poszłam sie dowiedziec o kredyty, a pani w expanderze uświadomiła mi że póki mąż ma nieuregulowane wojsko to nic z tego. Był dramat telefoniczny na 2 tygodnie. Teraz już nie ma o czym mówić. Jakoś nie hcodzę i nie wrzeszczę dokoła, że nic nie chcę. po prostu nie proszę.
Jedyne o co zdołałam poprosić to o przepisanie mi w razie potrzeby działki rekreacyjnej (bez domku, kawał piacnu na Kaszubach bez widoku na jezioro), z której rodzice nei korzystają, za to komuś za darmo(!!!!) odnajmują (za Chiny nie wiem czemu nei sprzedają, kaprys taty ża ziemi się nie sprzedaje). Jeden z banków pozwalał zabezpieczyć inną neiruchomość w ramach wkładu własnego, dlatego o to poprosiłam. Tylko co mi po dzialce z ktorej ktoś grzecznościowo korzysta i pewnie (jesli jest jakaś umowa tej dzierżawy) ma prawo pierwokupu chocby dawał tylko 5zł? tylko podatek gruntowy będę musiała płacićSmutny
Powrót do góry
kajanna
za stara na te numery



Dołączył: 22 Cze 2006
Posty: 4040
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Wto 21:21, 10 Paź 2006    Temat postu:

Dziwna ta grupa…
Moim zdaniem to jest postawa roszczeniowa. Przecież rodzice po to wychowują dzieci, żeby te się w końcu usamodzielniły. No i rodzicom też się przecież coś od życia należy – trudno, żeby do końca swoich dni łożyli na pociechy. A jak mają kilkoro dzieci, to co, mają z torbami pójść?
Co innego, gdy mają chęć pomagać, gdy wypływa to z ich inicjatywy. Wtedy taką pomoc człowiek przyjmuje z jeszcze większą wdzięcznością. Ale tu też trzeba chyba uważać, żeby nie przekroczyć pewnej granicy. Ja mam kłopot z moją mamą, która przy każdej okazji kupowałaby mi w prezencie coś do ubrania – naprawdę muszę ją stopować, choć wcale nie jest to proste, bo pokusa duża i czasem się nie udaje Embarassed . Wesele też sfinansowaliśmy sobie sami, chociaż ciężko było rodziców przekonać – w końcu dostałam od nich w prezencie suknię. Z większych rzeczy dostaliśmy ich stary samochód – ale o nic nie prosiłam, sami mieli taką chęć.
Ale zakładanie, że rodzice mają taki obowiązek, to jest moim zdaniem grube nieporozumienie.
Jasne, gdyby moi rodzice mieli willę z basenem, apartament w mieście i trzy wypasione bryki, a ja bym wynajmowała z mężem jakąś klitkę i jeździła rowerem, to byłoby mi przykro. Bo taka chęć pomocy własnemu dziecku powinna być chyba naturalna i byłoby mi właśnie dlatego przykro - że rodzice takiej chęci nie wyrażają.
Skoro rozmawialiście o Twojej sytuacji z kredytem, to dla mnie jest to równoznaczne ze zwrócniem się niejako o pomoc, nawet jeśli się tego głośno nie mówi. Skoro rodzice inicjatywy nie wykazali, to chyba mówi się trudno. :sad:
Powrót do góry
Zobacz profil autora
channel
za stara na te numery



Dołączył: 04 Lip 2006
Posty: 4779
Przeczytał: 10 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Wto 21:52, 10 Paź 2006    Temat postu:

Kochana Abebo! Nie wiem co Ci poradzić. Znasz moją historię z lmm. Wcześnie urodziłam dziecko i wyszłam za mąż, pracę magisterską broniłam w 8 miesiącu ciązy z 2 dzieckiem. Mieszkanie kupiłam z mężem SAMA. Ani moi rodzice ani rodzice męża nie mogli nam pomóc. Bóg dał nam możliwość i z niej skorzystaliśmy. Rok temu kupiliśmy 2 mieszkanie- też SAMI większe-62 m. Spłacamy ogromny - jak dla nas - kredyt wzięty na 30 lat. Ale jest mi przykro. Bo w równocześnie z nami mieszkanie kupił brat męża. Jemu teściowie pomagają finansowo "bo sobie nie radzą", a my zaradni nie potrzebujemy - ich zdaniem - pomocy. Nie patrzą że mam bardzo chore dziecko - posty w innych częściach forum- koszt zabiegu syna jak na razie ok. 3000 zł. NIKT nie zapytał czy mamy potrzebne pieniądze, czy nam jakoś pomóc. Ale wiesz co...może głupio to zabrzmi ale, Pan Bóg dając nam problemy, podsuwa rozwiąznie...może w zakładzie męża wypłacą premię świąteczną- chodzą takie wieści i wtedy budżet rodzinny wyrówna się Mieszkania w innych częściach Polski są tańsze, czy naprawdę trzeba mieszkać w stolicy? Szkoły też są świetne, a często nawet kameralne - w klasie Oli jest tylko 20 uczniów- tyle ilu w klasach w szkole społecznej-płatnej. Pracę też można znaleźć-nie za tyle pieniędzy co w Wawie, ale...niańki do dzieci sa tańsze ok 4 zł godzina lu ok500 zł miesiąc, żyje się wolniej i taniej...
A może powinnaś powiedzieć rodzicom po prostu że czujesz się skrzywdzona tym że postepują inaczej niż Cię uczyli, że pomagają siostrze a Tobie też jest ciężko...., moze mogliby pomóc Wam wziąć kredyt i odłożyliby sprawe kupna nowego samochodu?
Bardzo Cie lubie i mcono trzymam kciuki o szczęście w Twoim zyciu. Pozdrawiam gorąco - HonoratA
Powrót do góry
Zobacz profil autora
AnnaMaria
za stara na te numery



Dołączył: 01 Lip 2006
Posty: 2692
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Śro 8:51, 11 Paź 2006    Temat postu:

Słowo dojenie źle mi sie kojarzy...dla mnie jest to po prostu pomoc rodziców dla dzieci. Z mojej strony rodzine przeznaczyli na wesele taką samą kwotę mi i siostrze oraz dali trochę pieniędzy na nowy etap życia. Ze strony mojego męża on sam pokrywał wesele. Mój ojciec powiedział, że oni mają te pieniądzę dla nas...oczywiście nie chce brać ich od rodziców ale mam komfort, ze w razie jakis problemów finansowych mogę na nich liczyc. Równocześnie wiem, że pozostając w Polsce bylibysmy skazani na ich pomoc, a w tej chwili jestesmy samodzielni. Oczywiscie z mężem planujemy się rodzicom odwdzieczyć jakś wycieczką albo czymś innym w przyszłości. oczywiscie bedziemy też chcieli im pomagać...bo wiadomo, że z emerytury nie za wiele można "życia pouzywać"
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ..................NPR - Naturalne Planowanie Rodziny................ Strona Główna -> Pogaduszki
Idź do strony 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Następny
Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Następny
Strona 1 z 7

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001 - 2005 phpBB Group
Theme ACID v. 2.0.20 par HEDONISM
Regulamin