Forum ..................NPR - Naturalne Planowanie Rodziny................ Strona Główna ..................NPR - Naturalne Planowanie Rodziny................
...........czyli seks bez antykoncepcji. Pytania, wątpliwości, stosowanie..........
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

o.Knotz - wyrocznia
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 7, 8, 9 ... 40, 41, 42  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ..................NPR - Naturalne Planowanie Rodziny................ Strona Główna -> Inne problemy z npr
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Karafka
za stara na te numery



Dołączył: 16 Cze 2006
Posty: 18152
Przeczytał: 8 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 22:24, 06 Kwi 2013    Temat postu:

Stosujac orto npr mona byc bardziej antykoncepcyjnie nastawionym niz przy fam, takze tym z gumkami.

Metoda odkladania poczecie nie ma tu wplywu na podejscie antykoncepcyjne. Zreszta to podejscie samo w sobie nie jest zle, gdy sa ku temu powody. Zlem jest chec pozbycia sie ciazy.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kruszynka
początkujący NPR-owicz



Dołączył: 14 Lip 2011
Posty: 83
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 22:39, 06 Kwi 2013    Temat postu:

Pewno, że można mieć antykoncepcyjne myślenie nawet przy orto NPR, nawet przy celibacie można je mieć . Ale to nie zmienia faktu, że wg. Kościoła nie masz prawa mysleć antykoncepcyjnie w ogóle. Masz prawo "odłożyć poczęcie z ważnych przyczyn" (różnica bardzo subtelna - jak dla mnie przynajmniej). Ale jednocześnie zakazuje FAM - w jakiejkolwiek formie, aby to poczęcie z ważnych przyczyn odłożyć nie musząc znosić wstrzemięźliwości ponad siły.
Czaaaad
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Arcia
z NPR za pan brat :P



Dołączył: 19 Gru 2007
Posty: 331
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Sob 23:08, 06 Kwi 2013    Temat postu:

Czy takie nastawienie na "odkładanie" z ważnych przyczyn, co zakłada zdecydowanie się na dziecko gdy tylko przyczyny znikną, nie wydaje się mocno biologiczne, a nie chrześcijańskie?

Gdyby para nie mająca trudności w poczęciu zdecydowała się nie na biologiczne dzieci, ale na adopcję dziecka chorego, czy upośledzonego, czy nie byłoby to chrześcijańskie?

Albo para z jednym dzieckiem, która poczuła raczej powołanie do pracy misyjnej zamiast życia rodzinnego?

Jezus nie nawoływał raczej do życia rodzinnego, bezpiecznego, wręcz przeciwnie, niekórzy opuszczali swoje rodziny.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
mamma
za stara na te numery



Dołączył: 24 Sty 2010
Posty: 7586
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Polska
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 7:24, 07 Kwi 2013    Temat postu:

jak to zwięźle Kasik ujęłaś Wesoly
Powrót do góry
Zobacz profil autora
glr
za stara na te numery



Dołączył: 26 Wrz 2012
Posty: 2492
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 11:33, 07 Kwi 2013    Temat postu:

A propos tematu....

[link widoczny dla zalogowanych]

- jaka w końcu jest odpowiedź na pytanie? Bo ja jej nie dostrzegam...

[link widoczny dla zalogowanych]

A tu proszę - odpowiedzią jest...Najlepiej żeby mąż nie wyjeżdżał to nie będziecie mieli problemów....Czasami inaczej się nie da, takie życie...


Ja teraz czekałam 27 dni na 3 fazę, pech chciał, że złapałam infekcję (mimo, że brałam osłonę do antybiotyków) I co? Odpowiedzią pewnie byłoby żebym bardziej zaczęła dbać o swoje zdrowie - wtedy na pewno moje cykle będą 28 dniowe a na skok nie będę czekać miesiąca, tylko tydzień jak to się wmawia ludziom na naukach

Sory, ale ja już bym wolała prosto z mostu - przykro mi, taka jest nauka Kościoła, nie macie wyboru, chcecie sakramentów, musicie pocierpieć. A nie korzystając z elastyczności języka polskiego robić ludziom nadzieje na nie wiadomo co....
Po prostu nie każdy ma to szczęście posiadać dobre, czytelne cykle i sprzyjająca npr sytuację życiową. I albo się z tym trzeba pogodzić, albo odejść z Kościoła. I to jest bardzo niesprawiedliwe, bo wygląda na to, że gdybym miała książkowe cykle i brak sytuacji problematycznych, bardziej bym się Bogu podobała, bo bym miała dużo mniejsze szanse na grzeszenie.


Ostatnio zmieniony przez glr dnia Nie 14:00, 07 Kwi 2013, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Dona
za stara na te numery



Dołączył: 19 Cze 2006
Posty: 11803
Przeczytał: 9 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Nie 12:04, 07 Kwi 2013    Temat postu:

glr napisał:

Sory, ale ja już bym wolała prosto z mostu - przykro mi, taka jest nauka Kościoła, nie macie wyboru, chcecie sakramentów, musicie pocierpieć.



hmm.. bo moze wcale tak nie jest i dlatego tak nikt nie napisze...


glr napisał:

A nie korzystając z elastyczności języka polskiego robić ludziom nadzieje na nie wiadomo co....
Po prostu nie każdy ma to szczęście posiadać dobre, czytelne cykle i sprzyjająca npr sytuację życiową. I albo się z tym trzeba pogodzić, albo odejść z Kościoła.


naprawde to jest powód do odchodzenia z Koscioła?
kiedy to nie jest jedna z kluczowych zasad wiary....

glr... skad jestes? moze macie w okolicy jakichs swiatłych kaplanów, zeby jakos potrafili Ci przekazac co jest tak naprawde istotne w relacji z Bogiem.. i bynajmniej nie jest to ten sluz i skok temperatury...

ja wiem ze teraz to wydaje ci sie najwazniejszym kryterium byc/nie byc w kosciele.. ja kiedys mialam dokładnie taki sam poglad....
zwodzenie złego zeby tylko wyrzec sie Boga i miec ten "swiety spokój"..

troche mi zajelo czasu zeby sobie to uzmysłowic...

ps. mi sie skraca cykl....chyba doczekam sie lada dzien pierwszej potwierdzonej skokiem 3 fazy (w 25 dc) ... jestem 20 mcy po porodzie...
ktos sie policytuje jeszcze na bardziej przerąbaną cyklową sytuacje..Sad
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Olenkita
za stara na te numery



Dołączył: 21 Kwi 2008
Posty: 4904
Przeczytał: 8 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 12:13, 07 Kwi 2013    Temat postu:

Arcia napisał:
Czy takie nastawienie na "odkładanie" z ważnych przyczyn, co zakłada zdecydowanie się na dziecko gdy tylko przyczyny znikną, nie wydaje się mocno biologiczne, a nie chrześcijańskie?

Gdyby para nie mająca trudności w poczęciu zdecydowała się nie na biologiczne dzieci, ale na adopcję dziecka chorego, czy upośledzonego, czy nie byłoby to chrześcijańskie?

Albo para z jednym dzieckiem, która poczuła raczej powołanie do pracy misyjnej zamiast życia rodzinnego?

Jezus nie nawoływał raczej do życia rodzinnego, bezpiecznego, wręcz przeciwnie, niekórzy opuszczali swoje rodziny.


Arcia, pytania zmuszajace do refleksji... Ciekawa jestem, jaka by byla na nie odpowiedz "z gory". Sama nie wiem co o tym myslec...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Niania
Site Admin



Dołączył: 10 Cze 2006
Posty: 7935
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 12:16, 07 Kwi 2013    Temat postu:

grl
Jaki jest Bóg dla Ciebie? Kim on jest?
Każdy ma w sobie wewnętrznego masochistę który gnębi; mam wrażenie, że sama siebie gnębisz, a w tej relacji nie ma Boga, jest tylko Ty i anty-Ty
Powrót do góry
Zobacz profil autora
glr
za stara na te numery



Dołączył: 26 Wrz 2012
Posty: 2492
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 12:26, 07 Kwi 2013    Temat postu:

Masz rację Dona, mnie tam jak dotąd daleko od odejścia z Kościoła, ale niestety sferę seksualności w świetle nauki KK widzę coraz bardziej w tylko czarno-białych barwach....

Ja nie czuję się jakoś mocno uduchowioną osobą, raczej po prostu takim prostaczkiem w kwestiach wiary. Nie jestem osobą, która jeździ na rekolekcje, należy do jakiejś wspólnoty czy coś. To zupełnie nie dla mnie i nie w moim stylu. Nie potrafię sobie tego wszystkiego tak wytłumaczyć jak niektóre z Was...Może trzeba czasu, a może to nigdy nie nastąpi i już zawsze będę miała takie myślenie nakazowo-zakazowe....Zmierzam do tego, że w wielu wypadkach życie w zgodzie z npr-em i sumieniem wymaga od człowieka jakiegoś nadludzkiego głębszego myślenia, zatopienia się w jakiejś mistyce, mądrości w wierze - a czy każdy jest w stanie to osiągnąć? Przecież nie każdy Katolik to od razu myśliciel i teolog ciała. Ja tego nie umiem pojąć, nie umiem się oderwać od realiów życia - nie umiem zapomnieć, że mam prawie białe małżeństwo i oddać się przemyśleniom na temat wiary. Mam zbyt realistyczne spojrzenie. A czy to oznacza, ze jestem złym katolikiem? Próbuję na swój własny sposób, ale wiedza tajemna o zbawczym wpływie npru jest mi obca...

Dona, a Twoje cykle czasem dają mi pocieszenie ( w sensie, że jeszcze nie mam się tak najgorzej..). Ale mocno trzymam kciuki żeby Ci się to w końcu wszystko unormowało, bo uważam, że to niesprawiedliwe....Może to bardzo dziecinne myślenie, ale zawsze jak mam kryzys to sobie myślę - dlaczego npr nie może być dla wszystkich taki sam? Bo nie wmówi mi nikt, że ktoś, kto ma skok po ok tygodniu wie co to są trudy npru...Sory, ja teraz nawet bym spokojnie 2 tygodnie wytrzymała i byłaby to dla mnie bajka...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
glr
za stara na te numery



Dołączył: 26 Wrz 2012
Posty: 2492
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 12:28, 07 Kwi 2013    Temat postu:

Nianiu, a dlaczego nie ma Boga? Przecież ja dla niego to robię, nie dla siebie. Sama dla siebie nie odebrałam sobie przyjemności z seksu....Może to robię jakoś nieumiejętnie, może się niejasno wypowiadam.... ale nie mów mi proszę, że w tej relacji nie ma Boga, bo to mnie rani.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Olenkita
za stara na te numery



Dołączył: 21 Kwi 2008
Posty: 4904
Przeczytał: 8 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 12:45, 07 Kwi 2013    Temat postu:

Dona napisał:
glr napisał:

Sory, ale ja już bym wolała prosto z mostu - przykro mi, taka jest nauka Kościoła, nie macie wyboru, chcecie sakramentów, musicie pocierpieć.



hmm.. bo moze wcale tak nie jest i dlatego tak nikt nie napisze...


glr napisał:

A nie korzystając z elastyczności języka polskiego robić ludziom nadzieje na nie wiadomo co....
Po prostu nie każdy ma to szczęście posiadać dobre, czytelne cykle i sprzyjająca npr sytuację życiową. I albo się z tym trzeba pogodzić, albo odejść z Kościoła.


naprawde to jest powód do odchodzenia z Koscioła?
kiedy to nie jest jedna z kluczowych zasad wiary....

glr... skad jestes? moze macie w okolicy jakichs swiatłych kaplanów, zeby jakos potrafili Ci przekazac co jest tak naprawde istotne w relacji z Bogiem.. i bynajmniej nie jest to ten sluz i skok temperatury...

ja wiem ze teraz to wydaje ci sie najwazniejszym kryterium byc/nie byc w kosciele.. ja kiedys mialam dokładnie taki sam poglad....
zwodzenie złego zeby tylko wyrzec sie Boga i miec ten "swiety spokój"..

troche mi zajelo czasu zeby sobie to uzmysłowic...


Trudno tak sobie to wszystko zrelatywizowac jesli KK mowi jasno, ze wszelkie odstepstwo od ustalonej etyki seksualnej jest grzechem ciezkim...Nie mowie, ze to rozumiem (tzn. nauczanie KK w tej sferze) ale ze staram sie jakos to zrozumiec.

Zawsze bylam bardzo na nie, mimo ze staralam sie wypelniac nakazy. Ale ostatnio mi sie jakos po glowie tlucze-a co, jesli tak ma wlasnie byc?

Moze zamieszam troche, ale tak latwo sie wymawia dobrem malzenstwa, ze wstrzemiezliwosc zle wplywa na nie, ze lepiej nagiac jakies zasady, dla dobra rodziny, zeby przetrwala w dobie rozwodow itd. To tyle z ziemskiego punktu widzenia. A z drugiej strony-Chrystus nie obiecywal nam szczescia na tej ziemi. Jedynie sily do walki. Zycie to walka, nieustanne wybory, opowiadanie sie po stronie dobra i zla. I tu nie mozna byc letnim.Zaslaniac sie dobrem malzenstwa np. bo to co po ludzku dobre, moze wcale nie jest dobre z niebieskiej perspektywy. Tego dowiemy sie kiedys. Moze wlasnie Bog chce tej walki, nawet za cene rozpadu rodziny, bo on widzi wszystko inaczej niz my...W Biblii mozemy przeczytac , jak czesto wystawial ludzi na niebagatelna probe-np.Abrahama (tez mogl sie zaslonic dobrem rodziny;-)ale byl posluszny, wierny do bolu Bogu i w sumie dobrze z tego wyszedl), Hioba.To zycie jest nieustanna walka jaka musimy stoczyc tu na ziemi.

To taka mala refleksja z mojej strony, coraz czesciej o tym mysle co nie znaczy, ze te przemyslenia zupelnie zaadoptowalam Mruga


Ostatnio zmieniony przez Olenkita dnia Nie 16:38, 07 Kwi 2013, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Itka
nauczyciel NPR



Dołączył: 04 Lut 2012
Posty: 608
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 13:57, 07 Kwi 2013    Temat postu:

Cytat:
To tyle z ziemskiego punktu widzenia. A z drugiej strony-Chrystus nie obiecywal nam szczescia na tej ziemi. Jedynie sily do walki. Zycie to walka, nieustanne wybory, opowiadanie sie po stronie dobra i zla. I tu nie mozna byc letnim.Zaslaniac sie dobrem malzenstwa np. bo to co po ludzku dobre, moze wcale nie jest dobre z niebieskiej perspektywy. Tego dowiemy sie kiedys. Moze wlasnie Bog chce tej walki, nawet za cene rozpadu rodziny, bo on widzi wszystko inaczej niz my...


To prawda że Jezus nie obiecywał szczęścia na ziemi, jednak ja myślę że w małżeństwie i rodzinie i w ogóle w życiu jest już tyle problemów że nie wiem czy dobre jest dawanie małżeństwom kolejnych. Z tym że księża nie widzą tego tak jak my bo sami w małżeństwie nie żyją. Przecież jest mnóstwo innych problemów niż NPR, ludzie mają mało czasu na seks nawet i bez NPRu. A przecież ta sfera też jest ważna. Nie wiem dla mnie to smutne że Bóg wolałby żeby rozpadło się małżeństwo, albo żeby żyli jak brat z siostrą niż żeby czasem zdarzył im się seks niepełny albo z tą prezerwatywą. Dlaczego to jest takie zło wcielone? Rozumiem naturę, że naturalnie mamy dni płodne i niepłodne, ale czy w innych sferach żyjemy tak naturalnie? Moim zdaniem nie zawsze nienaturalnie znaczy od razu źle.

A jakbyśmy zyli w czasach gdzie seks jest traktowany jako zło i usprawiedliwiany tylko poczęciem? A jak się nie planuje dziecka to w ogóle nie można?

Cytat:
http://www.szansaspotkania.pl/index.php/pl/portal-pl/14-historia-z-zycia/366-maz-jest-w-domu-co-dwa-miesiace

A tu proszę - odpowiedzią jest...Najlepiej żeby mąż nie wyjeżdżał to nie będziecie mieli problemów....

Myślę że w wyjazdach męża nie chodzi tylko o problem seksu, bo jak małżeństwo jest rozdzielane na 2 miesiące to to jest problem nie tylko w sferze seksu.Ogólnie jest mało czasu dla siebie i dzieci jeśli są. I myślę że na dłużą mete taka praca wyjazdowa nie jest dobra dla małżeństwa. Ale jeśli to jest na chwilę i inaczej się nie da to rozumiem.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Arcia
z NPR za pan brat :P



Dołączył: 19 Gru 2007
Posty: 331
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Nie 14:47, 07 Kwi 2013    Temat postu:

glr napisał:
Ja nie czuję się jakoś mocno uduchowioną osobą, raczej po prostu takim prostaczkiem w kwestiach wiary.


Wydaje mi się, że czasem zbyt mało ufamy sobie, swojemu sercu, pragnieniom, rozumowi. Bój jednak wierzy w człowieka, jesteśmy do Niego podobni!
Z dzisiejszej Ewangelii uderzyło mnie zdanie "Jak Ojciec mnie posłał tak i ja was posyłam" Jesteśmy następcami Jezusa i nie mówił tego tylko do Dwunastu, w tekście czytamy, że do uczniów - tych, którzy podążali za nim, także kobiet, które towarzyszyły podczas śmierci i także były uczniami. Paweł pisze w liście do Rzymian

14 Albowiem wszyscy ci, których prowadzi Duch Boży, są synami Bożymi. 15 Nie otrzymaliście przecież ducha niewoli, by się znowu pogrążyć w bojaźni, ale otrzymaliście ducha przybrania za synów, w którym możemy wołać: «Abba, Ojcze!» 16 Sam Duch wspiera swym świadectwem naszego ducha, że jesteśmy dziećmi Bożymi5. 17 Jeżeli zaś jesteśmy dziećmi, to i dziedzicami: dziedzicami Boga, a współdziedzicami Chrystusa, skoro wspólnie z Nim cierpimy po to, by też wspólnie mieć udział w chwale.

Wśród uczniów Jezusa była przewaga prostych ludzi, faryzeusze zarzucali im , że grzeszą, nie znają prawa. Jezus jednak ufał ich sumieniom, sercu, rozumowi, działaniu. Człowiek jest dzieckiem Boga - nie małym dzieckiem, które potrzebuje opieki, ciągłych zakazów, rad, ale dorosłym, dojrzałym dziedzicem. Jesteśmy z rodu bożego, mamy w sobie zdolności, aby kontynuować misję Jezusa.

Niektórzy muzułmanie podążają także w tym kierunku, w Koranie są wersety, które nazywają ludzi kalifami czyli dziedzicami Boga - nie tylko wykonawcami rozkazów ale współpracownikami.

Często ta wielkość człowieka - dziedzica Boga jest przesłoniona w nas przez zranienia, grzech, brak ufności we własne siły, brak poczucia własnej wartości i siły. Podążanie za swoim najgłębszym, bożym "ja" nie jest łatwe, wymaga wielkiej odwagi, poświęceń, ale do tego jesteśmy stworzeni.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Dona
za stara na te numery



Dołączył: 19 Cze 2006
Posty: 11803
Przeczytał: 9 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Nie 15:04, 07 Kwi 2013    Temat postu:

Olenkita napisał:
Dona napisał:
glr napisał:

Sory, ale ja już bym wolała prosto z mostu - przykro mi, taka jest nauka Kościoła, nie macie wyboru, chcecie sakramentów, musicie pocierpieć.



hmm.. bo moze wcale tak nie jest i dlatego tak nikt nie napisze...


glr napisał:

A nie korzystając z elastyczności języka polskiego robić ludziom nadzieje na nie wiadomo co....
Po prostu nie każdy ma to szczęście posiadać dobre, czytelne cykle i sprzyjająca npr sytuację życiową. I albo się z tym trzeba pogodzić, albo odejść z Kościoła.


naprawde to jest powód do odchodzenia z Koscioła?
kiedy to nie jest jedna z kluczowych zasad wiary....

glr... skad jestes? moze macie w okolicy jakichs swiatłych kaplanów, zeby jakos potrafili Ci przekazac co jest tak naprawde istotne w relacji z Bogiem.. i bynajmniej nie jest to ten sluz i skok temperatury...

ja wiem ze teraz to wydaje ci sie najwazniejszym kryterium byc/nie byc w kosciele.. ja kiedys mialam dokładnie taki sam poglad....
zwodzenie złego zeby tylko wyrzec sie Boga i miec ten "swiety spokój"..

troche mi zajelo czasu zeby sobie to uzmysłowic...


Trudno tak sobie to wszystko zrelatywizowac jesli KK mowi jasno, ze wszelkie odstepstwo od ustalonej etyki seksualnej jest grzechem ciezkim...Nie mowie, ze to rozumie (tzn. nauczanie KK w tej sferze) ale ze staram sie jakos to zrozumiec.

Zawsze bylam bardzo na nie, mimo ze staralam sie wypelniac nakazy. Ale ostatnio mi sie jakos po glowie tlucze-a co, jesli tak ma wlasnie byc?

Moze zamieszam troche, ale tak latwo sie wymawia dobrem malzenstwa, ze wstrzemiezliwosc zle wplywa na nie, ze lepiej nagiac jakies zasady, dla dobra rodziny, zeby przetrwala w dobie rozwodow itd. To tyle z ziemskiego punktu widzenia. A z drugiej strony-Chrystus nie obiecywal nam szczescia na tej ziemi. Jedynie sily do walki. Zycie to walka, nieustanne wybory, opowiadanie sie po stronie dobra i zla. I tu nie mozna byc letnim.Zaslaniac sie dobrem malzenstwa np. bo to co po ludzku dobre, moze wcale nie jest dobre z niebieskiej perspektywy. Tego dowiemy sie kiedys. Moze wlasnie Bog chce tej walki, nawet za cene rozpadu rodziny, bo on widzi wszystko inaczej niz my...W Biblii mozemy przeczytac , jak czesto wystawial ludzi na niebagatelna probe-np.Abrahama (tez mogl sie zaslonic dobrem rodziny;-)ale byl posluszny, wierny do bolu Bogu i w sumie dobrze z tego wyszedl), Hioba.To zycie jest nieustanna walka jaka musimy stoczyc tu na ziemi.

To taka mala refleksja z mojej strony, coraz czesciej o tym mysle co nie znaczy, ze te przemyslenia zupelnie zaadoptowalam Mruga


bo jesli postawic naprzeciw siebie 2 opcje, npr i antykoncepcje hormonalną/spirale itd... to jak najbardziej bym sie z Toba zgodziła...

chodzi caly czas o to Olenkita, ze o niuansach dyskutujemy a nie o kluczowych sprawach typu dotrzymanie wiernosci małzenskiej czy aborcji(!)

"wstrzemięźliwosc jest zła"... to jest obiektywne... mi ponad roczna wstrzezemiziwosc nie rozwalila małzenstwa (choc nie powiem ze obyła sie bez echa) co nie znaczy ze dla innej pary byłby to zalazek kryzysu trudnego do pokonania...

przeciez Pan Bóg nie mówi: każdy ma urodzic 3 czy 4 dzieci... tutaj Kosciól jest bardzo za tym aby oddac decyzje człowiekowi...


tylko jakos metoda planowania rodziny ma byc taka sama dla wszyskich i jakos bez szemrania wszyscy sie maja nia na równi uszczesliwic... Confused Confused

nie wszystkich uszczęsliwi...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
micelka
za stara na te numery



Dołączył: 16 Cze 2006
Posty: 10003
Przeczytał: 9 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Nie 15:41, 07 Kwi 2013    Temat postu:

glr napisał:


Nie jestem osobą, która jeździ na rekolekcje, należy do jakiejś wspólnoty czy coś. To zupełnie nie dla mnie i nie w moim stylu.

Ale we wspólnocie jest siła! Moim zdaniem spotkania z ludźmi, którzy zmagają się z podobnymi problemami bardzo umacniają. Nawet jeśli są to prywatne spotkania, a nie w jakiejś konkretnej wspólnocie.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ..................NPR - Naturalne Planowanie Rodziny................ Strona Główna -> Inne problemy z npr
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 7, 8, 9 ... 40, 41, 42  Następny
Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 7, 8, 9 ... 40, 41, 42  Następny
Strona 8 z 42

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001 - 2005 phpBB Group
Theme ACID v. 2.0.20 par HEDONISM
Regulamin