Forum ..................NPR - Naturalne Planowanie Rodziny................ Strona Główna ..................NPR - Naturalne Planowanie Rodziny................
...........czyli seks bez antykoncepcji. Pytania, wątpliwości, stosowanie..........
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

pass na starania
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ..................NPR - Naturalne Planowanie Rodziny................ Strona Główna -> Starania o dziecko
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Aglaia
za stara na te numery



Dołączył: 01 Mar 2009
Posty: 1563
Przeczytał: 2 tematy

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Śro 21:27, 22 Lip 2015    Temat postu:

Dokładnie tak - dlatego placówki niezbyt chętnie przystają na urlopowanie dzieci na święta, wakacje itp. Wolontariat na miejscu owszem ale urlopowanie nie za bardzo - właśnie z tych przyczyn, o których pisały Trulek i Kariga.

Dzieci z nieuregulowaną sytuacją prawną powinny trafiać do rodzin zastępczych albo rodzinnych domów dziecka. Tylko że tych niestety jest za mało Smutny .
Powrót do góry
Zobacz profil autora
krówka
za stara na te numery



Dołączył: 18 Maj 2015
Posty: 5594
Przeczytał: 1 temat

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 7:43, 23 Lip 2015    Temat postu:

tylko urlopowanie dotyczy nastolatków a małych dzieci nie urolpują.
Urlopowanie dotyczy jak mówiłam takie osoby co nie mają szans na adopcję. Rodziną zastępczą i adpocyjną możemy zostać nie widzę problemu ale w naszych realiach w Polsce czeka się i 5 lat.

Przeciez ja na siłe nie pojade do DD po dziecko na wakację. Zadzwoniłam, bo zapraszali do współpracy chetne osoby i tyle. Nie mamy szans ok przechodze do porządku dziennego.
Mam i znam osoby z DD co chcieły spedzać choć swieta w rodzinie ale nikt nawet na pare dni nie chciał ich zabrać. Teraz nie znają nikogo poza ludzmi z ośrodka i tez ciezko. Nie wiem co lepsze...
Wiem ze kazda sytuacja dla dziecka co chce mamę i tatę jest trudna. Nic na siłe, swiata nie uzdrowię.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
krówka
za stara na te numery



Dołączył: 18 Maj 2015
Posty: 5594
Przeczytał: 1 temat

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 21:35, 26 Lip 2015    Temat postu:

czytam teraz naszbocian czytam już 2 tydzień Wesoly polecam

przeczytałam taką historię
[link widoczny dla zalogowanych] i jestem pod wrazeniem ile my kobiety mamy w sobie ufności ile musimy przejśc zeby miec małe serduszko na kolanach i móc je przytulać. Jak wiele przechodzimy w życiu choć z boku wyglada to na coś zupełnie innego...

Polecam dla weterenak staraczek ten artykuł:
[link widoczny dla zalogowanych]
niech bedzie inspiracją Wesoly i da owoce


Ostatnio zmieniony przez krówka dnia Nie 21:40, 26 Lip 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
cma
początkujący NPR-owicz



Dołączył: 12 Lip 2007
Posty: 56
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 13:37, 04 Sie 2015    Temat postu:

To ja napiszę kilka zdań z praktyki:)

Jesteśmy 6 lat małżeństwem, nie doczekaliśmy się biologicznych dzieci. Akceptujemy ten stan z pewną pokorą, że tak to ujmę. Jesteśmy otwarci na poczęcie i pełni nadziei, ale raczej pogodzeni z faktem, że szanse na efekt są nikłe.
3,5 roku temu podjęliśmy decyzję o kwalifikacji na rodzinę zastępczą (nie czuliśmy wewnętrznie wtedy gotowości na adopcję), z czasem i szkoleniami przyszło doprecyzowanie, że będzie to rodzina o charakterze Pogotowia Rodzinnego. Kwalifikacja ze szkoleniami (i oczekiwaniem na utworzenie grupy) trwała około roku. Dziś od ponad 2,5 roku Prowadzimy Pogotowie Rodzinne. Przyjęliśmy do rodziny 25-te Maleństwo w tym miesiącu. Dodam, że specyfika Pogotowi polega na tym, że przyjmują dzieci (noworodki pozostawione w szpitalu lub z interwencji jeśli w rodzinie źle się dzieje) na czas ich uregulowania sytuacji prawnej, więc bywa to różnie, najczęściej dzieci trafiają od nas do rodzin adopcyjnych ale też wracają do rodzin biologicznych jeśli taką decyzję podejmie sąd, albo są przenoszone do długoterminowych rodzin zastępczych czy DPSów jeśli z jakiś przyczyn nie można ich adoptować.
Od 1,5 roku jest z nami córeczka, którą postanowiliśmy adoptować. Małą przyjęliśmy do Pogotowia po urodzeniu a decyzja przyszła z czasem. Jesteśmy bardzo szczęśliwymi rodzicami adopcyjnymi i zastępczymi.

Chciałam trochę zdementować jako, że formalności dla RZ i RA trwają 5 lat. To nie prawda. Mieszkamy w dużym mieście wojewódzkim. Na pw mogę napisać jakim jeśli komuś na tej wiedzy zależy.

Ważne sprawy:

1) Rodziny zastępcze są bardzo potrzebne, dla wszystkich tych Maluchów, które nie mają i przez długi czas nie rokują aby mogły mieć uregulowaną sytuację prawną.
2) To są wychowawczo trudne dzieci, kwalifikacja i szkolenia mają sens aby sobie pewne problemy uświadomić i upewnić się wewnętrznie czy jest się na nie gotowym. Potrzeba też trochę czasu, żeby spojrzeć na te sprawy z odpowiedniej perspektywy.
3) Rodzicielstwo zastępcze nieodzownie wiąże się z zaakceptowaniem niepewności w temacie sytuacji prawnej dziecka. Możliwością zmiany tej sytuacji. Także kontaktami z rodziną biologiczną do których często dzieci i rodzice mają w tej sytuacji prawo. Nie zawsze są to łatwe kontakty...

4) Adopcja jest w pierwszej kolejności dla dziecka i to jego potrzeby powinny być priorytetem w dobieraniu i poszukiwaniu rodziców adopcyjnych. I oby tak było, szanowanie tego priorytetu jest moim zdaniem podstawą sukcesu w budowaniu więzi.
5) Na czas kwalifikacji rodziców adopcyjnych składają się dwie sprawy: czas badań, szkoleń i kwalifikacji oraz czas oczekiwania na dziecko. Ta pierwsza część często nie jest od kandydatów zależna i trzeba cierpliwie ją przejść. Jeśli chodzi o czas oczekiwania to jest od zależny najczęściej od oczekiwań. Jeżeli małżeństwo jest otwarte na dzieci z problemami wtedy czeka znacznie krócej. Jeżeli oczekuje maleńkiego i zdrowego dziecka to nie oszukujmy się, takich dzieci kwalifikowanych do adopcji jest bardzo mało...
6) Dzieciaki potrzebujące rodzin zarówno zastępczych jak i adopcyjnych mają za sobą wiele trudnych doświadczeń. Najczęściej wymagają wiele pracy i cierpliwości. Mają przeróżne problemy zdrowotne, nie wszystkie da się na etapie kwalifikacji zdiagnozować, wiele może jeszcze nas zaskoczyć. Podejmując decyzję trzeba być na to gotowym. Tym bardziej mając już starsze dziecko, trzeba wziąć pod uwagę jego potrzeby i ograniczenia. Przemyśleć plan "B", co jeśli problemy okażą się większe niż tego się spodziewaliśmy.

I jeżeli mogę coś poradzić wszystkim, którzy się wahają. Nie koloryzujcie... Nie myślcie, że jakoś to będzie, albo że te obciążenia dziecka, o których się Wam mówi to tylko takie "straszenie". Pomyślcie raczej jak zmierzycie się z problemami jeśli wystąpią i sprawdźcie czy na pewno wiecie gdzie szukać potrzebnej pomocy.

Nie do końca na temat, ale może ktoś skorzysta z tego co my już przepracowaliśmy:)

I życzę pogodzenia się w tym co daje Pan Bóg i życie ...i pokory w szukaniu swojego miejsca i powołania:)


Ostatnio zmieniony przez cma dnia Wto 14:31, 04 Sie 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Busola
za stara na te numery



Dołączył: 08 Lis 2013
Posty: 4047
Przeczytał: 3 tematy

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Lublin
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 21:36, 04 Sie 2015    Temat postu:

bardzo się cieszę, że napisałaś Wesoly

znam osobę co adoptowała 2 dziewczynki, zgodziła się na nieco starsze dzieci, które w chwili adopcji miały 5 lat i 1,5 roku i mimo że siostry nie znały się praktycznie do momentu podjęcia decyzji o adopcji, bo mieszkały w innych miejscach. I tam jest problemem brak więzi między nimi i zazdrość, oraz po jakimś czasie okazało się, że młodsza ma FAS. Nie wiedzieli o tym rodzice adoptując ją, bo była wtedy niezdiagnozowana. Rodzicie radzą sobie i nie żałują swojej decyzji - ale właśnie tak jest z tymi dziećmi, że jest prawie niemożliwe żeby do adopcji trafiło różowe, w pełni zdrowe niemowlę. Z jakichś powodów rodzice biologiczni stracili/oddali dziecko i nie można oczekiwać, że ich problemy nie będą na dziecko wpływały.
Przestałam się dziwić/oburzać że ludzie chcą adoptować "różowe niemowlęta", kiedy znajoma, pracownica ośrodka adopcyjnego powiedziała, że się nie dziwi rodzicom adopcyjnym że nie chcą adoptować starszych dzieci. Spytałam co znaczy starszych - a ona odpowiedziała: "trzy cztero letnich" To mnie zdziwiło. Kobieta sama ma problem z zajściem w ciąże i nie szykuje się do adoptowania. Powiedziała, że z dziećmi jest wiele problemów, a o byciu rodziną zastępczą powiedziała, że mają "przerąbane".
Edit: w sumie nie chcę nikogo straszyć, ale tak mi jakoś czarno wyszedł wpis. Po prostu chciałam przekazać moje przekonanie, że bycie rodzicem "cudzego" dziecka jest trudne. Ciężko jest naprawić i "wynagrodzić" coś czego to dziecko wcześniej nie dostało, możliwe że w ogóle nie da się tego zrobić. A dodatkowo trzeba jakoś umiejętnie nieść z dzieckiem bagaż który już na niego wcześniej inni włożyli.


Ostatnio zmieniony przez Busola dnia Wto 21:41, 04 Sie 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Aglaia
za stara na te numery



Dołączył: 01 Mar 2009
Posty: 1563
Przeczytał: 2 tematy

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Śro 7:42, 05 Sie 2015    Temat postu:

Jeśli podchodzi się do adopcji z założeniem, że wychowuje się "cudze" (nawet w cudzysłowiu) dziecko to rzeczywiście proces ten jest raczej skazany na niepowodzenie.

Mój syn jest moim dzieckiem i nie zmienia tego fakt, że urodziła go inna kobieta.

Poza tym zawsze bardzo mnie dziwi przeświadczenie rodziców wychowujących swoje biologiczne dzieci, że z tymi to na pewno problemów nie będzie. Będzie zdrowe, różowe, a w okresie dojrzewania to co najwyżej zapisze się do kółka różańcowego.

Tak wiem, że jest RAD, FAS i jeszcze parę innych trzy/czteroliterowych kodów, którymi łatwo opisać dziecko, które nie wychowuje się w biologicznej rodzinie. Tylko nikt się nie zastanawia czy takich samych łatek nie można by przypiąć dzieciom wychowywanym przez biologicznych rodziców. Kiedyś, chyba na forum o FAS, przeczytałam ciekawą opinię - u dzieci adoptowanych czy w RZ diagnozuje się FAS albo inne zaburzenia związane z ekspozycją płodu na alkohol, u dzieci w rodzinach biologicznych ADHD. Chociaż podobno spektrum zaburzeń w mózgu jest bardzo zbliżone. Po prostu żadna matka biologiczna nie przyzna się do tego, że w ciąży zdarzyło jej się wypić alkohol (nie mówią o upijaniu ale o przysłowiowej lampce wina czy piwku jak się jeszcze nie wiedziało, że jest się w ciąży). A niestety nie wiemy jaka ilość alkoholu i od jakiego momentu ciąży szkodzi dziecku bo żadna zdrowo myśląca kobieta w ciąży nie podda się takim badaniom. Kiedyś próbowałam o tym dyskutować na wątku ciążowym ale kazano mi cicho siedzieć i nie straszyć. To przestałam.

Dziwią mnie też takie opinie pracowników OA jak ta zaprezentowana przez Twoją znajomą. Moim zdaniem to trochę świadczy o niekompetencji ludzi tam pracujących a co najmniej o braku wrażliwości, która w tej pracy jest akurat bardzo potrzebna.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
kukułka
za stara na te numery



Dołączył: 19 Gru 2006
Posty: 25841
Przeczytał: 7 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 8:27, 05 Sie 2015    Temat postu:

Aglaia napisał:


Poza tym zawsze bardzo mnie dziwi przeświadczenie rodziców wychowujących swoje biologiczne dzieci, że z tymi to na pewno problemów nie będzie. Będzie zdrowe, różowe, a w okresie dojrzewania to co najwyżej zapisze się do kółka różańcowego.


Nie znam rodziców wychowujących biologiczne dzieci, którzy by tak myśleli. Serio.

Znam za to sporo matek, co przyznają się, ze piły, paliły w ciąży, łącznie z tymi, co to wypiły w ciąży lampkę wina nim się o ciąży dowiedziały (podejrzewam, że na samym tym forum jest kilka matek z tej ostatniej grupy (mnie samej zdarzyło się to (lampka wina) w 2 ciążach przed testem).

Uważam adopcję za rzecz bardzo piękną, także w rodzinach majacych juz dzieic biologiczne. I rodziców adopcyjnych powdziwiam.
ja bym nie umiała. Nie wychowywac dziecka, które urodził ktos inny, ale przejśc ze spokojem tych wszystkich szkoleń, procedur itp itd, słowem - cąłej machiny urzedniczej, tego ciągłego patrzenia na ręce, wypełniania papierów itp itd.
Po prostu to jakiś wyraz awersji mojej do wtrącania sie państwa w wychowanie dzieci (uważam, ze jest go za dużo (vide indoktrynacja w placówkach oświatowych np, przymus szczpeień kompletnie od czapy (casus HPV itp itd).
Ale dobrze, ze są ludzie, którzy maja do tego wszystkiego siłę. ja bym nie potrafiła.


Ostatnio zmieniony przez kukułka dnia Śro 8:36, 05 Sie 2015, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Aglaia
za stara na te numery



Dołączył: 01 Mar 2009
Posty: 1563
Przeczytał: 2 tematy

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Śro 8:45, 05 Sie 2015    Temat postu:

kukułka napisał:
Aglaia napisał:


Poza tym zawsze bardzo mnie dziwi przeświadczenie rodziców wychowujących swoje biologiczne dzieci, że z tymi to na pewno problemów nie będzie. Będzie zdrowe, różowe, a w okresie dojrzewania to co najwyżej zapisze się do kółka różańcowego.


Nie znam rodziców wychowujących biologiczne dzieci, którzy by tak myśleli. Serio.


Nie znam takich, którzy by się przyznali wprost, że tak myślą. Ale jak słyszę, że "Boże jak fajnie, że adoptowaliście. Ja to bym nie mogła bo geny, bo to, bo śmo, bo nie wiadomo co z tego wyrośnie". To moim zdaniem w tym stwierdzeniu jest właśnie ukryte to podświadome myślenie, że moje będzie super, skończy medycynę, będzie miało same 6 itp. itd. bo to w końcu moje geny, które są najcudowniejsze i najwspanialsze. Zawsze się wtedy pytam "A skąd wiesz co z Zuzi czy Krzysia wyrośnie i wtedy jest lekka konstenracja.


kukułka napisał:
Znam za to sporo matek, co przyznają się, ze piły, paliły w ciąży, łącznie z tymi, co to wypiły w ciąży lampkę wina nim się o ciąży dowiedziały (podejrzewam, że na samym tym forum jest kilka matek z tej ostatniej grupy (mnie samej zdarzyło się to (lampka wina) w 2 ciążach przed testem).



Przyznają się na anonimowym forum albo w rozmowie przy kawie z koleżanką. Ciekawe czy przyznałyby się u lekarza, który by się zapytał "Piła Pani w ciąży, bo podejrzewam u Pani dziecka FAS"?

Kiedyś w szkołach (chyba w małopolsce) chciano zorganizować jakieś badania nad FAS. Opór rodziców był tak duży, że zrezygnowano.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
kukułka
za stara na te numery



Dołączył: 19 Gru 2006
Posty: 25841
Przeczytał: 7 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 9:45, 05 Sie 2015    Temat postu:

Myśle, zę tu nie chodzi o "lepszość" genów własnych, tylko o to, ze ktoś sie czuje bezpieczniej, bo ma punkt odniesienia jakby (przeciez w kazdej rodzinei jest ktoś, kto w zyciu nawywijał, nie?)
Ale naprawdę rodzice biologiczni, ktorych znam ( z e mna włacznie), wychowujac dzieci, myslą w zasadzie tak naprawdę o jednym: co tu zrobić, żeby dziekco na ludzi wyszło.

Myślę, ze trochęniesprawiedliwe wnioski wyciagnęłaś.
naprawdę, mnie (i podejrzewam ze wielu matkom tez) do głowy by nie przysżło myslec: to moje geny, wiec wyjdzie na ludzi (tym bardziej,z e w kazdej rodzinie w któryms tam pokoleniu ktos nawywijał).
przeciez nie mozesz wiedzieć, co jest w podświadomości ludzi, nie? Więc skąd wiesz, co mysli ktoś, co powiedział coś tam?

Do głowy mi nie przyszło, ze wyniki w nauce moich dzieci to kwestia genów (mimo ze sama mialam w szkole wyniki bdb, by nie powiedzieć, ze lepsze Mruga
jakby dzieci nie cyztaly, nei mialy w domu ksiazek, nie byloby w domu poznawania ich ze swiatem itp itd, to by pewnie tak kreatywne nie byly.
bez przesady z tymi genami.
osobiscie jestem behawiorystką. Mój maz też ma takie poglądy. sama mam geny chyba takie sobie też, bo w mojej rodzinie studia skończy lam tylko ja (a potem moja siostra), a moi rodzice oboje sa niesłyszacy Mruga a do snu czytała mi tylko prababcia, która nawet podstawówki nie skończyła, bo wojna wybuchła.U meża środowisko dosc podobne, a maz jest najbardziej kreatywnym człowiekiem, jakeigo znam chyba. Studiów nei ma, a umie więcej niz ludzie z dr po 2 kierunkach (wiem, bo przychodza po rady do niego).
Ja ze względów behawioralnych np nie czułabym sie na siłach tez adoptowac teraz dziecka (nie czarujmy sie, nikt rodzinie z trójką biologicznych nei da niemowlaka, tylko dziekco starsze. Obawiam sie, ze nie mialabym siły i cierpliwości, żeby nadgodnic w tym dziekcu brak milosci odczuwany przez nie przez lata, i to jeszcze zrobiuc to tak, by moje biologiczne dzieci nie poczuly, ze ktos im nagle kradnie rodziców.teraz np czasem jak sie dzieic mi chcą wsciec, jest mi o tyle łatwiej,z ewiem, z eje w niemowlectwie wytulilam, wynosilam i nawet jak sa na mnei wsciekle bo cos tam (bo chwilowo np nei mam czasu czy cos), to od urodzenia sie czuly kochane, a to jednak w czlowieku siedzi. ja najbardziej bym sie bala nieumiejetnosci zrekompensowania dziecku starszemu braku milosci we wczesnym dziecinstwie.
A z tą różowością i zdrowiem tez nie przesadzajmy.
ja nawet w ciazy sie bałam, zeby dziecko zdrowe było.
No i nie bylo...Kolejne tez nie bardzo. Kolejne tak nei bardzo, że zanim sie urodziło to umarło bardzo młodo...
Wiele matek ma takie doswiadczenia, nie kazda o tym mówi głośno.
Warto to tez mieć na uwadze. Matki biologiczne to nie jest monolit.


Ostatnio zmieniony przez kukułka dnia Śro 10:15, 05 Sie 2015, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
agu
za stara na te numery



Dołączył: 30 Paź 2007
Posty: 3302
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 10:18, 05 Sie 2015    Temat postu:

Ludzie zwykle są zakochani swoich w genach. I w sumie to naturalne, inaczej chyba nie chciałoby się im ich przekazywać?
Jeden chłopak z mojej bliskiej rodziny ostro podsumował ludzi na siłę starających się o dziecko. Biologia chroni się przed tym, żeby się rozmnażali i przekazali dalej felerne geny a oni ją chcą na wszystkie sposoby przeskoczyć. Ta opinia pewnie jest nieźle wstrętna dla ludzi, którzy na wszystkie sposoby starają się o dziecko biologiczne.
Dla mnie adopcja jest równie wartościowym "sposobem na dziecko". Tylko dla mnie też adopcja starszego dziecka to adopcja np. 7, 12 czy 15 latka. I uważam, że jest najbezpieczniejsza pod względem tego, "co z niego wyrośnie" - ani biologiczne, ani adoptowane jako niemowlę nie daje takiej gwarancji. Jakbym miała decydować się na trzecie dziecko, to najwcześniej koło 40 i na pewno nie na maluszka (0-4 latka). Dla mnie to jest chore, że ktoś chce dziecko, deklaruje że do 2 lat, a jak mu proponują śliczne, zdrowe, 2 lata i 4 miesiące, to go nie chce.
No ale lepiej tak, niż żeby później dzieci wracały do dd od "rodziców" adopcyjnych. Takie historie też znam i to w przypadku naprawdę fajnych, moim zdaniem bezproblemowych, dzieci. Smutny


Ostatnio zmieniony przez agu dnia Śro 10:20, 05 Sie 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
kukułka
za stara na te numery



Dołączył: 19 Gru 2006
Posty: 25841
Przeczytał: 7 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 10:33, 05 Sie 2015    Temat postu:

W mojej rodzinie jest takl fatalna historia adopcyjna, ze az zal pisac. nei wiem, co sie z tym dzieckiem teraz dzieje, ale watpie, żeby sie pozbieral. Wpadł z deszczu pod rynnę. A tego ojca adopcyjnego to mialam ochotę skrzyczec od samego poczatku, tak sie do dziecka odnosil, i to przy nas.
A ja matka zmarla to sie dopiero zaczelo. Chlopak mial 16 lat w chwili smierci matki, nie mam pojecia, czy go odebrano gosciowi (oten ojciec sie stoczyl zupelnie), . Nie chcę myslec, jak ono jest poharatane, to dziecko (dzis juz dorosly czlowiek).
co do bezpieczenstwa co z kogo wyrosnie mysle ze nie ma wieku najbaezpieczneijszego, kazdy niesie takie samo ryzyko, tylko w innym miejscu jakby sie ono znajduje.


Ostatnio zmieniony przez kukułka dnia Śro 10:38, 05 Sie 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
agu
za stara na te numery



Dołączył: 30 Paź 2007
Posty: 3302
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 11:08, 05 Sie 2015    Temat postu:

Wiadomo, że nie można tego traktować dosłownie, przecież nie ma czegoś takiego, jak gwarancja na człowieka i każdy może się zmienić w każdym momencie życia. Chodziło mi o to, że w wieku kilku, kilkunastu lat lepiej wiadomo, jaki ktoś ma stan zdrowia, cechy osobowości, czy zdolności. I pewnie, że to nie jest najważniejszy, a na pewno nie jedyny, argument za adoptowaniem dziecka w takim czy innym wieku.
No i chyba lepiej, żeby pozwolić rodzicom wybierać, bo łatwiej im będzie dziecko zaakceptować, to najważniejsze dla dziecka.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
krówka
za stara na te numery



Dołączył: 18 Maj 2015
Posty: 5594
Przeczytał: 1 temat

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 19:43, 05 Sie 2015    Temat postu:

adopcja jako przysposobienie dziecka trwa długo moze 5 lat to nie jest ale sporo. Procedury, szoklenia, wywiad a potem czekania na tel. Jak ktos chce tylko zdrowe i rózowe to musi czekac a jak jeszcze niemowle to jeszcze dłuzej i to trwa od pierwszej wizyty w OA do ostatniej rozprawy sądowej i formalności urzedowowej... nawet pare lat. Jak ma małe oczekiwania to szybciej.
Odpada poki co ale jak ma byc to bedzie i tyle. Z OA wszystko zalezy od miejsca sa takie co długo sie czeka a sa takie co mniej.

Adopcje porównuje do IVF te procedury, bieganie po urzedach, wywiady, diagnozy, zaswiadczenia to nie jest poczecie z miłosci i serduszka w sypialni tylko urzednicze machiny.
Jak człowiek jest zdeterminowany to przezycje wszystko i jeszcze bedzie sie cieszył, ze tak szybko i bezproblemowo bo inni mieli gorzej...
Ogromna miłość jaka jest w czlowieku i pragnienie dziecka jest wielka siła dla człowieka i potrafi wiele. podziwiam z całego serca rodziny adopcyje.Oczywiście takie rodziny co robia wszystko z miłosci dla dziecka i sa kochający, bo róznie wyglada nasze zycie... jak wiemy...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Aglaia
za stara na te numery



Dołączył: 01 Mar 2009
Posty: 1563
Przeczytał: 2 tematy

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Czw 8:27, 06 Sie 2015    Temat postu:

Czekaliśmy na niemowlę (zdrowe - ale dla każdego to znaczy co innego...). Od momentu zgłoszenia się do OA do uprawomocnienia się postanowienia cała procedura zajęła nam 2 lata i 5 miesięcy. Syna (wtedy dwumiesięcznego) poznaliśmy po 2 latach, tydzień później był w domu. Czy to długo? Nie wiem. Ale jak patrzę na to z perspektywy 4 lat czekania na ciążę to wydaje mi się, że tempo było ekspresowe .

Nie znam nikogo kto by na adopcję czekał 5 lat, najdłuższe czekanie jakie kojarzę to trochę ponad 3. Ale wiadomo, nie znam wszystkich, więc może komuś tyle się zeszło.

Do procedur podeszliśmy neutralnie. Nie były gorsze niż samo leczenie a przynajmniej miałam pewność, że po nich prędzej czy później będę mamą. Leczenie tej pewności mi nie dawało. Nie traktowałam tego jako jakiejś opresyjnej machiny. Trzeba było to zrobiliśmy. Nikt nam specjalnie nie dokuczał, nie mieliśmy poczucia że ktoś wchodzi z butami w nasze życie itp.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
cma
początkujący NPR-owicz



Dołączył: 12 Lip 2007
Posty: 56
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 14:00, 06 Sie 2015    Temat postu:

Wśród rodzin adopcyjnych z którymi współpracowaliśmy, czas oczekiwania też najczęściej oscylował w okolicach dwóch lat, od chwili rozpoczęcia starań w ADO. Ale zdarzały się też takie, które czekały tylko 4 miesiące od zakończenia szkolenia. Chyba nigdy nie było to dłużej niż 2,5 roku (ale liczę do czasu powierzenia pieczy, czyli zabrania Maluszka od nas do nowej rodziny bo same formalności w sądzie to bardzo różnie bywa do 6 miesięcy, ale wtedy dziecko jest już z rodzicami - to chyba najważniejsze).

My też mieliśmy barierę prze "wtrącaniem się" wielu obcych osób w nasze życie, ale jako rodzina zastępcza musieliśmy w tym zafunkcjonować i jakoś sobie radzimy. Mamy świadomość, że te kontakty/ kontrole są potrzebne chociaż de facto niewiele wnoszą...
W przypadku adopcji jest łatwiej bo wiadomo, że to się kiedyś skończy (to ingerowanie) z chwilą prawomocnego przysposobienia już nikt nie ma prawa nachodzić/ sprawdzać rodziny, tzn ma prawo w takich samych sytuacjach jak w każdej biologicznej rodzinie.

Co do wieku dzieci kwalifikowanych do adopcji to mam podobne zdanie jak już pisałyście: malutkie dziecko jest bardziej plastyczne i łatwiej z nim przepracować traumę, którą wcześniej przeżyło, w przyszłości mniej pamięta. Ale będzie też zdiagnozowane w pewnym ograniczonym stopniu, np. profesjonalną diagnozę FAS przeprowadza się na 2 latka bo wtedy objawy są najczytelniejsze i wyniki najbardziej wiarygodne. W starszaków będzie większa świadomość co do stanu zdrowia, ale o wiele trudniejsza praca z emocjami dotyczącymi przeżyć i zaburzeniami więzi, które są u kilkulatków trudne do uniknięcia.

Każdy musi sam sobie odpowiedzieć czy jest gotów pokochać Malucha z tyloma "niewiadomymi" i chyba nie można tutaj porównywać ryzyka z tym w przypadku choroby rodzonego dziecka. Adopcja to świadomy wybór i możliwość zmierzenia sił na zamiary względem konkretnego dziecka, tak aby ryzyko niepowodzenia było jak najmniejsze.
Ten mój punkt widzenia trochę z dwóch stron systemu jest na pewno bardzo nietypowy:)

Edit:
I w temacie pesymizmu i trudności z dziećmi jeszcze napiszę...
Znam dziewczynkę, która pracuje w ADO i zdecydowała się adoptować bardzo obciążone zdrowotnie dziecko. Pokochali się od pierwszego wejrzenia.

Więc nie jest regułą, iż wiedza będzie skutkowała kompletnym zniechęceniem do adopcji.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ..................NPR - Naturalne Planowanie Rodziny................ Strona Główna -> Starania o dziecko
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5  Następny
Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5  Następny
Strona 4 z 5

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001 - 2005 phpBB Group
Theme ACID v. 2.0.20 par HEDONISM
Regulamin