Forum ..................NPR - Naturalne Planowanie Rodziny................ Strona Główna ..................NPR - Naturalne Planowanie Rodziny................
...........czyli seks bez antykoncepcji. Pytania, wątpliwości, stosowanie..........
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

pass na starania
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ..................NPR - Naturalne Planowanie Rodziny................ Strona Główna -> Starania o dziecko
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gitka
mistrz NPR-u



Dołączył: 31 Paź 2013
Posty: 743
Przeczytał: 1 temat

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 11:48, 18 Lip 2015    Temat postu:

Jak ja Was kobietki dobrze rozumiem...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Aglaia
za stara na te numery



Dołączył: 01 Mar 2009
Posty: 1563
Przeczytał: 2 tematy

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Nie 18:59, 19 Lip 2015    Temat postu:

Dla mnie pass na starania o ciążę (co niekoniecznie musi się równać stop staraniom o dziecko) jest nie wtedy kiedy się na ciążę czeka ze spokojem na zasadzie co ma być to będzie tylko wtedy kiedy się zaakceptuje, że w ciąży się nigdy nie będzie. Kiedy miesiączka spóźniająca się o dwa dni to powód do mega schizy ciążowej jak u nastolatki a negatywny test to szał radości.

Kiedy czytając o czyjejś ciąży życzymy wszystkiego najlepszego ale w duchu cieszymy się, że to nie ja. A przeczytanie wątku porodowego na forum wywołuje uczucie w stylu "O matko, jak dobrze, że nigdy mnie to nie spotka".

Mi dojście do takiego stanu zajęło jakieś 5 lat. Nie było łatwo ale ulga niesamowita.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
elemka
za stara na te numery



Dołączył: 31 Sie 2011
Posty: 2180
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Zachodniopomorskie
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 21:36, 20 Lip 2015    Temat postu:

Mi zajęło to ok 6 lat. Nie do końca jest tak ,że pogodziłam się z brakiem ciąży/ dziecka. Boli to nadal, ale nie żyje już tylko ''zajściem''. Co przyniosło ulgę? Banalna sprawa. Zrozumiałam, że ja nie mogę niczego żądać, nie mogę mieć do nikogo/niczego pretensji. Mam kochającego męża, dom, pracę, w miarę zdrowie. Nic za darmo, ale nie cierpię na jakiś niedostatek. To dlaczego mam rzuca oskarżenia? Wymagania? Może gdzieś popełniłam błąd. Może to nie jest ten czas. A może zwyczajnie muszę poukładać wszystko, przygotować się na ten cud żeby móc to docenić. Nie wiem. Może nigdy nie będzie mi to dane. Ale czy mam prawo mieć żal czy pretensje?
Nie zaprzestaliśmy starań, leczenia itd. Przemykają mi też myśli o małym człowieku, który zapewne nadałby naszemu życiu innego, lepszego wymiaru. Ale już nie w kategorii: JA chcę, muszę, żądam! Nie tędy droga. Zamęczałam tym siebie i męża. A teraz wiem, że dziecko to cud i to nie ja, nie my mamy decydować kiedy do nas przyjdzie, to nie nasze prawo.
W moim przypadku zobaczyłam też, że wcale nie jesteśmy gotowi na dziecko. Za chwilę będziemy się znów przeprowadzać, ja nadal nie uporządkowałam swojego zdrowia, mamy problem z organizacją czasu i masę innych mniejszych problemów. i jak chcemy przyjąć małą istotę, która w tak ogromnym stopniu będzie zależna od nas? Jak mam nosić zdrowego człowieka pod sercem skoro sama niedomagam ?
Reasumując. Pewnie odpiszecie, że macie poukładane życie, zdrowe jesteście itd. Ale to nie o to chodzi. To są moje problemy. Wy możecie mieć inne. I nie wiem czy trzeba przetrawić to wszystko przez 2,3,4, czy 6 lat czy wystarczy usiąść samą ze sobą i przemyśleć czy naprawdę wszystko jest ok i czy możecie żądać czegoś więcej niż macie. A może wystarczy prosić o dziecko ze skruchą, bez pretensji i przyjąć każdą decyzję z radością. Bez żalu i wyrzutów. Zrobić wszystko żeby czas starań nie był tylko ciągłym bólem i rozterkami. Ale radością i przygotowaniami aby jak najlepiej przyjąć dar, którym jest dziecko albo wręcz przeciwnie aby nauczyć się żyć bez niego i taką decyzję rozpatrzyć pozytywnie.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
krówka
za stara na te numery



Dołączył: 18 Maj 2015
Posty: 5594
Przeczytał: 1 temat

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 8:12, 21 Lip 2015    Temat postu:

My raczej tez nie zaczniemy spac osobno i robić na drutach. Jednak coś musi sie zmienić, bo ciagle starania i obliczania tego mam dość.

Kazdy ma swoją historię i jeszcze do tego bagaz doświadczeń małżeńskich. Nie wszystko u kazdej pary sie sprawdza.

Dziecko jest darem i cudem ale darmo danym nie jestesmy wstanie na to zapracować swoim zachowaniem czy stylem zycia. Co byśmy musiały robić zeby dostać taki dar przeciez to człowiek z dusza niesmiertelną od poczęcia jest połaczony z nami i z Bogiem. Wiem ze może brzmi to zbyt wznosle i nikt na to nie zwraca uwagi ale tak jest.
To czy bedziemy spac 8 h, uprawiac sporty zdrowe, odzywiac sie eko, mieszkac na wsi w srodku lasu, codziennie modlic sie w kaplicy u papieza i miec prace jak marzenie to tylko wtedy otrzymamać taki dar.
Nie wiem ale ja myśłe ze tak jak z łaską wiary tak samo z łaską macierzystwa otrzymujemy cud do naszej opieki i jak przypowiesc o talentach o pomnażania darów. Nikt nie jest doskonałym ojcem ani matką z urodzenia, to nasza wytrwałość w dązeniu do jakiegos idealu trudnego do osiągniecia. To nawet nie to się liczy ale to ze chcemy walczyć i sie uczuc mimo bledów i naszych słabosci.

Czekać na idealna sytuacje zyciową przy planowaniu dziecka to utopia. Mam mlodszych w swoim otoczeniu i oni ciagle maja te same argumenty jeszcze nie czas, jeszcze nie sa gotowi, jeszcze tyle maja osiągnąć ale owszem kiedys napewno...

Macierzystwo i ojcowstwo potrafi zmieniac człowieka i otwierac na drugiego ale na takie zmiany w zyciu trzeba być gotowym to fakt.

Nic nie zmieni tego ze na siłe i za wszelką cenę dziecka sie nie dostanie. Takie wypatrywanie moze doprowadzić do wielu frustracji. J
a widzę u siebie znaki wypalenia i musze skonczyć z tym rozmyslaniem, nastawianiem sie itp. Zycie toczy sie wokol nas i trzeba korzystac z tego co nam dano i za to dziekować a to co bedzie pozniej niech czas przyniesie. Tylko jak zachować spokoj tego nie wiem...
Jestem cała w dziwnych sprzecznościach i to mnie męczy...

Takie jest moje rozmyslanie o staraniach mam nadzieję ze nikogo nie uraziłam, bo pisze tylko o swoich uczuciach i przemysleniach... moze komus sa bliskie a moze zbyt dalekie.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Busola
za stara na te numery



Dołączył: 08 Lis 2013
Posty: 4047
Przeczytał: 3 tematy

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Lublin
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 8:51, 21 Lip 2015    Temat postu:

a ja ewidentnie estem na etapie buntu i wkur.... Wsciekly
mimo tego, że mam bardzo dobre życie i mam już jedno dziecko - super dziecko. Ale się zastanawiam jak to jest, że ci co nie chcą, nie lubią mają dużo dzieci, niektózy nie dbają o nie. W ogóle nie rozpatrują macierzyństwa w kwestii łaski. Że ludzie, co planują dokładnie dzieci, nie zastnawiając się NIGDY nad tym, że to może jednak Bóg daje dzieci, mają je od razu jak zechcą. A inni, co byliby dobrymi rodzicami nie mają ich wcale.
Jedyny powód jaki widzę, żeby się uspokoić - i działa to na mnie - to właśnie to zamęczanie samej siebie i męża. tym akurat jeszcze nie zdąrzyłam nas zamęczyć, ale miałam już w życiu inne takie pragnienia - no i o dziwo raczej się spełniały, kiedyś, w jakiś sposób. I to bardzo dobry (np. męża poznałam po wielu latach bycia samą, jest zupełnie inaczej niż to sobie wyobrażałam ale jest super, ale żeby był też musiałam wcześniej z jednego pragnienia zrezygnować do tej pory to czasem wraca, a ja świadomie i rozumowo odrzucam - i nie przeszkadza mi to szczęśliwie sobie żyć). I to jest jedyna rzecz w tej chwili co mnie naprowadza na myśl o Bogu w tym wszystkim. Bo generalnie co by mu szkodziło po prostu dać komuś dziecko - jeśli jest wszchmocny - lub jeśli jest.
Chociaż generalnie bardzo, bardzo doceniam to co mam i jestem bardzo, bardzo za to wdzięczna to i tak są chwile, kiedy jestem zła bo chciałabym więcej.
A myślenie, że to nie czas itp. itd .... jakoś mnie nigdy nie przekonywało w tym momencie w którym po prostu cierpiałam z jakiegoś powodu.

Edit: mam też przemyślenia odnośnie antykoncpcji, że nam przez większość czasu nie była potrzebna. Nie było o co się bać i martwić. Nie znaczy to, że coś by to zmieniło. Bo o dziecko się postaraliśmy pół roku po ślubie. Znaczy - i tak szybko. Ale po porodzie uniknęłabym problemów - była to strata czasu. I wiecie co? Odnośnie naszej wspólnej modlitwy o zmianę nauczania KK - NIC MNIE TO NIE OBCHODZI. Bo nie potrzebuję w tej chwili antykoncpcji, a jeśli będę mieć trudną sytuację i będę naprwdę potrzebowała - to i tak w ramach tego co jest będę robiła to co będę chciała -> czyli to czego będzie ode mnie wymagała nasza sytuacja życiowa. Nie zadowala mnie to, ale nie wierzę że mogą na soborze powiedzieć cokolwiek nowego i odkrywczego pod tym względem. Muszą całe lata minąć - żeby kościół jako instytucja zauważył, że gdzieś w swoim sposobie postępowania i sposobie nauczania pod tym względem popełnił błąd. A na naprawę tego błędu i tak już w tej chwili jest za późno. Za mojego życia w praktyce nic się nie zmieni - więc szkoda mojego czasu i energii. Może jeszcze poświęcę czas i energię na szukanie tego czego ode mnie oczekuje pod tym względem Bóg, ale nie na pytanie księży i kościoła o zdanie - bo to nie ma sensu.


Ostatnio zmieniony przez Busola dnia Wto 8:58, 21 Lip 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
krówka
za stara na te numery



Dołączył: 18 Maj 2015
Posty: 5594
Przeczytał: 1 temat

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 12:04, 21 Lip 2015    Temat postu:

Ja nie moge zrozumiec tez tego ze dzieci mają osoby nieodpowiedzialne, niedojrzałe i skrajnie agresywne. Boli mnie do szpiku kości jak czytam i oglądam o molestwaniu dzieci lub znęcaniu, nie mówię już o innych formach patologicznych form władzy nad dziecmi. Jak widziałam o zabójstwach dzieci przez rodziców czy innych to nie mogłam spac ani zrozumiec tego co sie dzieje.
Nie rozumiem ekonomii Bożej w obdarowaniu potomstwem. Nie wiem czy kiedykolwiek zrozumiem...
Znam pary które pragną dzieci i nie mają choć zrobili i robią co mogą zeby miec. Znam takie co nie chcą już wiecej a mają jakby ponad ich chcenie i działanie... wchodzą niejako same Wesoly no wiadomo ze w ich zachowaniu jest jakiś bład logiczny ale nie ma w nich otwarcia a rozdarcie nad kolejnym...

Plusem mojej sytuacji obecnej jest uświadomienie sobie ze dziecko to dar... Obserwuje kobiety z dziećmi i w ciązy to mnie ściska w środku taka radośc z bólem. Nie wiem jak to nazwać żal ze nie u mnie a u kogoś choć bardzo sie ciesze z cudzego szczescia, uwazam ze wszystkie dzieci nasze są...
Zawsze propaguje dzietność, namawiam do posiadania dziecka jak tylko jest mozliwość to dla kolejnego.

Wiem, ze ciezko piszę sie o takich sprawach, bo to wielowatkowe i wielopoziomowe sparwy w naszych domach. Nie ma jednej recepty na to raczej nie bedzie.

Nie umiem sie z tym pogodzić poki co ale staram sie i doceniam, ze dane mi było miec i byc mama choc ten raz...

Kolejny raz zalezy tylko od Boga... co ja moge - nic...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Itka
nauczyciel NPR



Dołączył: 04 Lut 2012
Posty: 608
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 14:04, 21 Lip 2015    Temat postu:

Dziewczyny ten temat mnie nie dotyczy i mam nadzieje że nie będzie. Jak czytam te rozterki związane z trudnościami z zajściem w ciążę to utwierdzam się w przekonaniu że nie warto zbyt długo zwlekać z macierzyństwem. Choć niepłodność może się zdarzyć zawsze, niezależnie od wieku.
Może niepotrzebnie pisze (skoro temat mnie nie dotyczy) ale mam pewne refleksje związane z tym co napisałaś Krówko.

Cytat:
Ja nie moge zrozumiec tez tego ze dzieci mają osoby nieodpowiedzialne, niedojrzałe i skrajnie agresywne.


Mogę się tylko domyślać jakie to dla ciebie przykre. Zresztą dla każdego wydaje sie to niesprawiedliwe. Jednak życie chyba byłoby zbyt proste jakby Bóg dawał dzieci tylko odpowiedzialnym, dojrzałym osobom, poza tym nie ma idealnych ludzi. Myślę że dziecko z jednej strony jest pewnym darem, ale z drugiej po prostu konsekwencją naszych czynów związanych z biologią. Gdyby Bóg chciał SAM obdarzać nas dziećmi to chyba nie robił by tego za pomocą seksu gdzie tutaj MY też decydujemy. Oczywiście inna sytuacja jest gdy u niepłodnej pary Bóg stwarza cud, którego nie da się wytłumaczyć medycznie. Ja wiem że nie wszystko zależy od nas samych, jednak nie można całej odpowiedzialności za powstanie nowego życia zwalić na Boga. A co jak dziecko poczyna się w wyniku gwałtu albo nieodpowiedzialnego seksu z nieznajomym na dyskotece? tu na pewno Bóg nie decyduje, tylko pozwala na to aby ludzie zobaczyli konsekwencje swoich czynów. Nie powie : A ci to są nieodpowiedzialni to im dziecka nie dam.
Raczej powie: Muszą zobaczyć konsekwencje swoich czynów.

Oczywiście to jest tylko moje zdanie. dla mnie też jest zagadką dlaczego tyle dobrych małżeństw nie może mieć dziecka. Ta biologia wydaje się okrutna. Jednak myślę że o cud Boży można się modlić. Może msza z modlitwą o uzdrowienie? O dziecko albo o spokój wewnętrzny.

Cytat:
Nie rozumiem ekonomii Bożej w obdarowaniu potomstwem. Nie wiem czy kiedykolwiek zrozumiem...
Może właśnie dlatego że to nie tylko Bóg obdarowuje potomstwem ale też zwykła biologia i ludzkie decyzje.

Przepraszam że się tak wtrąciłam to tego wątku ale daje mi troche do myslenia mimo że mnie nie dotyczy.


Ostatnio zmieniony przez Itka dnia Wto 14:07, 21 Lip 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
krówka
za stara na te numery



Dołączył: 18 Maj 2015
Posty: 5594
Przeczytał: 1 temat

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 20:31, 21 Lip 2015    Temat postu:

Itka ciesze sie ze ten temat ciebie nie dotyczy, to problem nielicznych a jednak dotkliwy i boli tych co ich dotyczy ich bliskich...

Z boku trudno pojąc o co nam babom chodzi, o co my sie tak buntujemy i biadolimy.
Wiele par chciałoby legal seks bez konsekwencji non stop, bo pewnie tak to wyglada z boku...
Niestety w samym centrum tego wszystkiego juz tak fajnie nie jest Smutny
Biegasz od lekarza do lekarza, bo jeden odsyła cię do następnego. Potem przepytuje i opowiadasz ciagle to samo i płacisz a nic nie zyskujesz i tak się krecisz po gabinetach
Na nfz niewiele ci pomogą, bo "my sie nie znamy" lub "limity się skonczyły" wiec pozostaje leczenie prywatne. W trakcie tego jest kilka przystanków, bo trudno czasem przystąpić do kolejnego etapu...

Na zyczenia imienionow-urodzeniowe itp musisz miec grubą skóre, bo ciągle te same listy zyczeń.

Najgorsze w tym wszystkim są te rozterki wewnętrzne i często konflikty wartości. Kryzys odmieniany przez wszystkie przypadki. Brak nadziei i znów nadzieja... Pytania i brak odpowiedzi...


Ostatnio zmieniony przez krówka dnia Wto 20:51, 21 Lip 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Busola
za stara na te numery



Dołączył: 08 Lis 2013
Posty: 4047
Przeczytał: 3 tematy

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Lublin
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 23:17, 21 Lip 2015    Temat postu:

Itko, ja tylko, że ta "konsekwencja" to żywa osoba. Więc Bóg albo jest okrutny dla tych dzieci, albo nie wiem
Powrót do góry
Zobacz profil autora
ika
junior admin



Dołączył: 01 Lip 2010
Posty: 15329
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 7:11, 22 Lip 2015    Temat postu:

Tylko, że Bog "mysli" innymi kategoriami. Zycie na tym swiecie to tylko przystanek w drodze do Niego, a nie przyslismy tutaj zyc jak w raju, tylko czesto trzeba cierpiec, nawet dzieciom. Bog wie, ze po tym wszystkim zabierze je do siebie.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
kukułka
za stara na te numery



Dołączył: 19 Gru 2006
Posty: 25841
Przeczytał: 7 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 7:58, 22 Lip 2015    Temat postu:

krówka napisał:
gir jak ja ciebie rozumiem :)

Mi jednak chodziły o osoby co takie myśłenie mają już za sobą i żyją już innym zyciem.

My mamy tak jak u ciebie 10 cykl za nami tylko w tym świadomie unikaliśmy zbliżeń blisko owu, dlatego ze mam zakaz na 3 mce. Niby dla regeneracji i dalszych badań, polepszenia kondycji psychicznej... no takie bajery medyczne.


Dlatego mam czyste konto i mogę zyc lekko do kónca cyklu. Byłam u gina na kontroli to co usłyszłam mnie powaliło na glebę i po ludzku nie mam szans na dziecko. Cieszę się ze Bóg pozwolił nam mieć syna, dzięuję za ten dar tym bardziej teraz. Gdybym postąpiła inaczej wtedy a nie wbrew wszystkim to nie miałambym dziecka.

Moe badać to i tamto i jeszcze coś tam. Teraz mąż ma badać swoj potencjał ale procedura w naszym przypadku jest mało komfortowa o czym pisałam już w staraniach. Ile tych upokożeń i koszmarów, nadziei itp.

Ja tez nie umiem zyc tak na luzie bez mierzenia, badania itp., mam paski LH i nie użyłam ani jednego. Nie wciskałam się ze staraniami w szczyt śłuzu i skok i nawet ból owu nic świadomie z tego musiałam zrezygnować. Nie poczułam bólu klęski tylko ulgę ze nie muszę na nic czekać...

Teraz jestem w III f. i mogę brać ciepłe kąpiele, pić piwko i winko, sauna itp ale nie chce mi sie teraz takich luxów.

Nie pomogę ci nic. Sama czekam co tu napiszą ci co sie świadomie wypisali ze starań po latach beznadziei...

Moje dzieci sa planowane, ale nie poczely sie ze starań.
raczej z "pozyjemy, zobaczymy".
Mam za soba bezowocne starania przez rok, w końcu zakończone ciążą, która poroniłam w 8 tygodniu.
Myslałam, że juz potem w ciąże nie zajdę. Zaszłam, mam dziecko (tu gdzies była opisana moja historia).
Z mojego doświadczenia: u nas dzieci nie poczynają ze ze starań, celowania w określone dni itd. Przy decyzji o dwu pierwszych ciążach wrzuciłam na luz od razu. Przed trzecią za Chiny nie umiałam.
Przełom nastapił, kiedy.. wbrew sobie zaczęłam Bogu dziekowac za wszystko, takż eza moją w tamtym czasie niepłodność. Choć jej nei rozumiałam, nei wiedziałam po co, a puste miejsce w naszym domu i życiu, miejsce dla dziecka (nie przygotowane łóżeczko itp, ale jednak puste miejsce) doskwierało bardzo.
Chyba w 2 miesiące po tym dziękowaniu zaszłam w ciążę (po roku starań). Którą poroniłam potem. o dziwo, nie miałam pretensji do Boga, raczej wiedziałam, ze cierpi ze mną.
Po moim poronieniu jedna z dziewczyn z tego forum uparła się chodzić cały pażdziernik za mnie na różaniec, ja nie mogłam, ze względu na małe dzieci w domu, więc modliłam sie w domu.
Dziś moje dziecko, urodzone z zagrożonej ciązy, po porodzie z przebojami, ma 2 lata.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
krówka
za stara na te numery



Dołączył: 18 Maj 2015
Posty: 5594
Przeczytał: 1 temat

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 8:29, 22 Lip 2015    Temat postu:

Dzięki kukułko za takie swiadectwo Wesoly

Dla mnie starania róznie znaczą, bo miałam rózne podejście do tego. Czasem starania to celowanie w dni płodne, bo zwykły luz nic u nas nie czynił. Czasem to tylko otwartość na dziecko, bo spinania się i latania z testami owu itp.

Pierwsza ciąza była dla mnie zaskoczeniem, bo nie zrobiłam w tamtym cyklu nic innego niż zwykle, nie byliśmy na wczasach, luzackiej imprezie z winem Wesoly, nawet nie sadziłam ze jestem w ciąży. Nie dawali mi szans na zajscie w ciaze w tamtym czasie, długa histroia ...
Ciąze przeszłam z wieloma komplikacjami, to była ciąza zagrożóna i wiele się nacierpiałam.
Wiele osób się za nas modliło, całe mnóstwo nawet o szczesliwe zakończenie.

Przy drugiej pocieszano nas, ze bedzie łatwiej Wesoly Teraz uwazam, ze ta pierwsza była prosta i lajtowa. Choć to nieprawda, ale w porówaniu do drugiej.
W drugą zaszłam w podobnym okresie co w pierwszą tylko dwa lata poźńiej. Strata była dla mnie bardzo bolesna, choć mogę powiedzieć ze był w niej plan Boży. Zgadzam się z wolą Boża w tym co się wydarzyło, ból pozostaje ale nie ma we mnie buntu czy walki...
Druga ciąza była planowana ale odpuszczaliśmy sobie sporo, żadnego monitoringu, cudownych leków na wszystko tylko standardowe. W zasadzie postawiliśmy na naturę i pomoc Boża.

Teraz dziękuje Bogu za dwoje dzieci mam jedno z nami drugie w niebie. Jednak nie chciałabym przechodzić straty po raz kolejny, nie potrafię tak poprostu przejść do porzadku dziennego po takich wydarzeniach rodzi się mnóstwo pytań.

Teraz mam luzik na ten cykl i oddycham z ulgą, bo nic się nie wydarzy. Nie wiem czy i kiedy bede sie starać o dziecko... Zobaczymy może samo bedzie chciało do nas przyjść nie wiem jak bedzie.

Dziś dzwoniłam do Domu Dziecka zeby urlopować dziecko z placówki. Potrzebna jest zgoda sądu, kuratora itp. Na to się znów długo się czeka. Mam jeszcze dzwonić, poki co nic nie wiem, Panie co odebrały telefon raczej niewiele mogą mi pomóc. Muszę rozmawiac z dyrektorem...
Chcemy zostać rodzina zaprzyjaźnioną z DD...

Wiem ze starania o dziecko dla kazdego ozn. coś innego.
Z perspektyw czasu tez sprawa wygląda zupłenie inaczej niz w samym centrum tych wydarzeń. Z czasem więcej widać i znamy wiecej faktów, potrafimy na wiele sobie odpowiedzieć i wiele tez się wyjaśnia, emocję juz opadają i pozostaje tylko spojrzenie wstecz. Takie wydarzenia dają nam inny punkt patrzenia na sprawy w życiu.


Ostatnio zmieniony przez krówka dnia Śro 9:13, 22 Lip 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
kukułka
za stara na te numery



Dołączył: 19 Gru 2006
Posty: 25841
Przeczytał: 7 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 8:38, 22 Lip 2015    Temat postu:

krówka napisał:

Pierwsza ciąza była dla mnie zaskoczeniem, bo nie zrobiłam w tamtym cyklu nic innego niż zwykle, nie byliśmy na wczasach, luzackiej imprezie z winem :), nawet nie sadziłam ze jestem w ciąży.

Tak było w każdej mojej ciąży, nawet w tej, która potem straciłam.
Z poronieniem pogodziłam się tak naprawdę tylko dzięki wierze.


Ostatnio zmieniony przez kukułka dnia Śro 8:39, 22 Lip 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Busola
za stara na te numery



Dołączył: 08 Lis 2013
Posty: 4047
Przeczytał: 3 tematy

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Lublin
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 8:43, 22 Lip 2015    Temat postu:

kukułko - kiedyś już pisałam o Faustynie i dzienniczku - a teraz jeszcze powtórze
nie przemawia do mnie przyciaganie ludzi do Boga przez cierpienie - bo ponieważ (celowo piszę) - to jest jak tresowanie zwierzątka. Na zasadzie "jestem dobry dla ciebie, wtedy kiedy robisz to co ja chcę". Po ok 20 stronach porzuciłam dzienniczek, bo miałam wrażenie, że Faustyna ma syndrom Sztokcholmski (już nie wiem czy właściwej nazwy miasta używam, chodzi mi o sytuację kiedy zakładnicy przywiązują się do osób, które je porwały i uwięziły). Ja w takim postępowaniu nie widzę miłości. Skoro Bóg jest miłością to nie może się tak po prostu zgadzać na cierpienie niewinnych. Rozumiem, że ja mogę cierpieć- bo dorosła, nieniwinna, ale skoro dzieci są skarbem i darem to i przez Boga powinny być tak właśnie traktowane - czyli "nie rzucane przed wieprze". A ewidentnie nie są. Skoro dzieciom na tym świecie ma być od razu źle to po co się w ogóle rodzą? Jakie niby grzechy mają odkupywać - skoro nie zdąrzyły jeszcze ich popełnić? A jeśli mają być niby narzędziem zbawienia dla rodziców - to jest to instrumentalne traktowanie tych dzieci.
Ja po prostu tego nie rozumiem. I co więcej wcale nie chcę rozumieć.
Przyjmuję w jakiś spoób do wiadomości, że nie rozumiem Bożego sposobu myślenia, czy tam Bożej logiki. I na tym koniec. Bo tworzenie takiej logiki którą wy przedstawiacie tylko mi jeszcze bardziej pogarsza obraz Boga, albo zasiewa dodatkowe wątpliwości. Wolę o tym nie myśleć po prostu i tego nie tłumaczyć w żaden sposób. Bo mi przychodzi do głowy tylko jedno - że w takich sytuacjach po prostu Boga nie ma.
Czytałam kiedyś na deonie artykuł o tym, że teologowie cały czas mają problem z niezwinionym cierpieniem. Wynikało z niego, że w sumie nie znaleźli w nim sensu. Rozumiem, że ja może nie muszę tego rozumieć, itd. itp. I z resztą wolę nie wypróbowywać na sobie. Teoretycznie nawet jestem w stanie pojąć, że może mój brak dziecka też ma do czegoś pozytywnego w przyszłości doprowdzić. Ale głębiej wolę w to wszystko nie wnikać - na wszelki wypadek. Jak raz próbowałam głębiej w coś wniknąć to wdepnęłam w g... A efekt jest ten sam co by był bez tego wnikania.
Jestem bardzo wdzięczna za to co mam i nawet bez drugiego dziecka jestem szczęśliwa - więc nie ma co wnikać, tylko się starać, modlić i za dużo nie myśleć - bo to czasem szkodzi. To się póki co u mnie sprawdza.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
kukułka
za stara na te numery



Dołączył: 19 Gru 2006
Posty: 25841
Przeczytał: 7 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 8:53, 22 Lip 2015    Temat postu:

Nie bede teoretyzować, wkleje to, co pisałam 3 lata temu jak poroniłam:
1.11.2012 (to był dla mnei przełomowy dzień, to święto)Dziś swoje święto ma też nasze dziecko, które straciliśmy w ciąży, bo przecież jest u z Pana,a więc jest święte i widzi Go twarzą w twarz.
Wiecie, że nie jest mi smutno? Wcale. Byłam na Mszy i wiem, że razem że wszystkimi świętymi było też tam nasze dziecko. Czy to nie jest cud? I jaka dla mnie jako matki to ulga wiedzieć, że chociaż jedno moje dziecko ma Boga. I to ma Go na zawsze...
mam dziecko, mam dziecko w niebie. Dostałam więcej niż prosiłam
On zawsze daje "więcej niż prosimy czy rozumiemy"....

PS po latach, w ciążę zaszłam tuz przed Wszystkich Świętych i przed tą refleksją, tylko o tym nie wiedziałam.
31.10 to halloween, święto satanistów, smierci i dzien, w którym jest składanych najwięcej ofiar z dzieci.
A wtedy zaistniało życie mojej córki
.
Jak sobie to uświadomiłam w poiłowie ciązy z nią, to znów mi kopara opadła, jaka Pan Bóg ma fantazję.
Ponadto to był ostatni dzień miesiąca ró,żańcowego.
W zyciu wtedy nei myślałam, ze będę w ciązy, kilka dni póxniej wyjeżdzałam za granicę sama, bez męża, i byłam przekonana, ze najbardziej płodny czas przepadł, bo wypadnie w trakcie wyjazdu.
Na wyjeździe zaczął mnie boleć brzuch w miejscu łyżeczkowania, a potem, jak wróciłam, były 2 kreski.
Potem była strasznie trudna ciąża (ja mam do takich szczęście) i walma o to, by urodzić jak najpóźniej, leżenie 5 miesiecy plackiem (z 2 małych dzieci na głowie). Dziennie mogłam chodzić tylko 200 m, szew na szyjce i inne cuda, potem rozwalone łożysko i poród, urodziłam wczesniaczke, po której wcale nie widać, ze jest wcześniaczką,
Co ciekawe, po urodzeniou w sumie 2 wczesniaków, po 2 zagrozonych leżących ciązach i urodzeniu chorego (pierwszego_) dziecka (dzis jest juz zdrowe, ale co przeszlismy z operacjami to nasze), po poronieniu wcale nie mam awersji do ciąż, starań itd.
Albo dziwna jestem, albo Pan Bóg jest niesamowity.
Raczej to drugie Mruga

W ciązy i w czasie starań pisałam tu mało. Bo tez i mało zrozumienia jest w otoczeniu: masz dwójkę chociaż, ciesz się, o co Ci chodzi, wrrr.
A tu nie chodzi o liczbę dzieci, ale o brak tego jednego konkretnego...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ..................NPR - Naturalne Planowanie Rodziny................ Strona Główna -> Starania o dziecko
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5  Następny
Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5  Następny
Strona 2 z 5

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001 - 2005 phpBB Group
Theme ACID v. 2.0.20 par HEDONISM
Regulamin