Forum ..................NPR - Naturalne Planowanie Rodziny................ Strona Główna ..................NPR - Naturalne Planowanie Rodziny................
...........czyli seks bez antykoncepcji. Pytania, wątpliwości, stosowanie..........
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Strasznie boję się śmierci ....
Idź do strony 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ..................NPR - Naturalne Planowanie Rodziny................ Strona Główna -> Strefa gadania o wszystkim i niczym
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
susa
posiadacz wiedzy tajemnej NPR



Dołączył: 16 Gru 2009
Posty: 1135
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 6:07, 09 Kwi 2011    Temat postu: Strasznie boję się śmierci ....

Jeszcze parę lat temu głęboko wierzyłam (byłam pewna?) że śmierć otwiera drogę do Nieba, jest przejściem, że po śmierci spotkam się z Jezusem moją największą Miłością. Wzorem duchowości i umierania była dla mnie s. Faustyna i mała Tereska. Teraz to wszystko się zepsuło i strasznie boje się smierci a to za sprawą różnych czynników
- śmierć Papieża - On był świadomy że wypełnił swą misję na ziemi i poszedł do domu Ojca. Ale pamietam co wtedy się działo tą całą zbiorową histerię w Polsce. Na górze probowano uspokojać tłum mówiąc "Możemy być pewni że nasz ukochany Papież stoi teraz w oknie Domu Ojca, patrzy na nas i nam błogosławi", ale pamiętam ten płacz, lament i co działo się na forum onetu.
- ludzkie reakcje związane ze śmiercią- każda smierć jest ogromną tragedią i tak jest odbierana przez ludzi. Ludzie nie myślą o tym, że została otwarta droga do Nieba ale że życie nagle zgasło. I widzimy ogromny szok, ból, łzy, cierpienie po odejściu najbliższych, a śmierć w wyniku tragedii jest wyjątkowo straszna. Cała Polska została postawiona w szoku i żałobie po tragedii smoleńskiej. A na pogrzebach księża próbują pocieszać rozhisteryzowany tłum mówiąc o życiu wiecznym a ludzie mimo wszystko płaczą
- obrońcy życia poczetego tylko pogłębiają ten lęk. Ich argumentacja jest nielogiczna. Dla mnie śmierć dorosłego człowieka w wyniku tragedii jest bardziej straszna i przerażajaca niż zabicie plodu. Oni pokazują że każda śmierć jest straszna. A gdzie w tym ufność Bogu?
- w konsekwencji tego strasznie boję się własnej smierci. Boję się że już się nie obudzę tylko pochłonę się wielkiej nicości. Ze to w co wierzyłam i na czym opierałam swe życie okaże się iluzją.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Olenkita
za stara na te numery



Dołączył: 21 Kwi 2008
Posty: 4904
Przeczytał: 12 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 7:23, 09 Kwi 2011    Temat postu:

Dla mnie jedno z drugim nie ma nic wspolnego-to, ze placzemy po smierci kochanych osob nie jest dowodem na to, ze nie ma zycia wiecznego po smierci. Ja rowniez lekam sie smierci bliskich osob, bo mimo ze wiem, ze po smierci czeka ich zycie wieczne (taka mam nadzieje), to chcialabym miec ich przy sobie. Taki ludzki egoizm. Wiem, ze bede tesknic i swiadomosc, ze beda mieli lepiej w niebie nie jest dla mnie pociecha, bo ja ich potrzebuje tu , na ziemi.

Naet Jezus zaplakal przy grobie swego przyjaciela Lazarza, mimo ze wiedzial, ze zaraz go wskrzesi. Myslisz, ze w tym momencie watpil wzycie wieczne? Dla mnie to jest wzruszajacy fragment w Biblii bo pokazuje te ludzkie cechy Jezusa-Boga, tesknil jak my, kierowal sie podobnymi emocjami.

A mogl przeciez dac mu swiety spokoj, po co go na nowo przywolywal na ten padol lez skoro mialby nieporownywalnie lepiej w domu Ojca?


Ostatnio zmieniony przez Olenkita dnia Sob 7:26, 09 Kwi 2011, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
susa
posiadacz wiedzy tajemnej NPR



Dołączył: 16 Gru 2009
Posty: 1135
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 8:53, 09 Kwi 2011    Temat postu:

Olenkita napisał:
Ja rowniez lekam sie smierci bliskich osob, bo mimo ze wiem, ze po smierci czeka ich zycie wieczne (taka mam nadzieje), to chcialabym miec ich przy sobie. Taki ludzki egoizm. Wiem, ze bede tesknic i swiadomosc, ze beda mieli lepiej w niebie nie jest dla mnie pociecha, bo ja ich potrzebuje tu , na ziemi.

A własnej śmierci się nie boisz? Bo ja własnej śmierci boję się najbardziej. Boję się, że okaże się że pokładając życie w wierze w Boga pokłądałam je w iluzji i nawet nie będę tego wiedziała.
A śmierci rodziców też się boję, ale głównie nie dlatego że bolesne jest rozstanie z nimi. Bo przecież mam i tak wylecieć z gniazda rodziców. Boję się że nie poradzę sobie sama w życiu bez rodziców, że nie dam sobie rady materialnie. Dlatego szukam mężczyzny na którym mogłabym mieć oparcie gdy rodziców zabraknie.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Karafka
za stara na te numery



Dołączył: 16 Cze 2006
Posty: 18166
Przeczytał: 13 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 9:05, 09 Kwi 2011    Temat postu:

I sie od nowa zaczyna lajera z facetem i kasa...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
susa
posiadacz wiedzy tajemnej NPR



Dołączył: 16 Gru 2009
Posty: 1135
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 9:32, 09 Kwi 2011    Temat postu:

Kasik, ja chciałabym by temat nie był "lajerą o facecie i kasie" (i nie chcę by forumowicze w ten sposób odeszli od tematu) ale by temat był o źródłach lęku przed śmiercią. Lęku który w moim odczuciu pogłebiają obroncy życia poczetego. Bo kiedyś głęboko wierzyłam, że umierając idzie się na spotkanie z Tym który jest Miłością. Obecnie mam poczucie że pokładam ufność w iluzji.

A co do zabezpieczenia materialnego, to jest to ważne. Istnieją ubezpieczenia na życie w których uposażeni po śmierci ubezpieczyciela otrzymają duże pieniądze. To pozwala przynajmniej na jakiś czas poradzić sobie tym osobom, gdy zabrakło tego kto był głównym żywicielem. Ale tych pieniędzy po jakimś czasie zabraknie.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
strzyga
Moderator



Dołączył: 11 Maj 2007
Posty: 18878
Przeczytał: 16 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Wawa
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 9:51, 09 Kwi 2011    Temat postu:

Kasik napisał:
I sie od nowa zaczyna lajera z facetem i kasa...


Laughing Laughing Laughing

nie musiałam nawet wchodzić, żeby być tego pewna.
to już było omawiane,
a obecny temat też był w wątku dot. aborcji.

Po co zakłądać kolejny o tym samym?

ja się zdystansowałam wreszcie, czego życzę reszcie
Powrót do góry
Zobacz profil autora
susa
posiadacz wiedzy tajemnej NPR



Dołączył: 16 Gru 2009
Posty: 1135
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 9:54, 09 Kwi 2011    Temat postu:

a więc twierdzicie że po śmierci nie ma życia? To po co ja chodzę do Kościoła? Czy nie marnuję życia pokłądając go w iluzji?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Niania
Site Admin



Dołączył: 10 Cze 2006
Posty: 7935
Przeczytał: 3 tematy

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 10:01, 09 Kwi 2011    Temat postu:

jak byłam dzieckiem to jak przychodziły wakacje przyjeżdżała do mnie cioteczna siostra.. strasznie ten czas kochałam!
była u mnie ok 2 tygodni..
i przez te 2 tygodnie myślalam o tym że już niedługo wyjedzie... strasznie mi było przykro. Potem żałowałam że myślałam o jej wyjeździe zamiast cieszyć się w pelni tym, że jest teraz ze mną.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Niania
Site Admin



Dołączył: 10 Cze 2006
Posty: 7935
Przeczytał: 3 tematy

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 10:10, 09 Kwi 2011    Temat postu:

a.. i jeszcze jedno...
jak miałam 14 lat leżałam w szpitalu bardzo chora i mogłam umrzeć.
kiedyś pewnego wieczora lezałam w łóżku szpitalnym a w drzwiach stala moja mama i wujek... spojrzałam na nich i dostrzegłam przeraźliwy lęk w ich oczach. zrozumiałam że musi być ze mną w tej chwili bardzo źle, wyglądałam jak śmierć. pamiętam że ten ich wzrok powiedział mi wszytko. zrozumiałam.
i zamknełam oczy i było mi żal... że nei przezyłam jeszcze zycia, że tego i tamtego nie zrobiłam, nie zdązyłam doświadczyć różnych rzeczy... nie balam się smierci, było mi smutno że muszę już opuścić to zycie....

i wiesz... myślę że papiez odchodził spokojnie, bo on wiedział, że już przeżył zycie. nie miał czego żałować jak wówczas ja....

myślę że w takich chwilach nie boisz się śmierci.
bo nie chodzi o to by myśleć o przejściu, chodzi o to by przezyć to co ma się do przezycia.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Smużka
za stara na te numery



Dołączył: 24 Wrz 2009
Posty: 2973
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: W-wa
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 10:58, 09 Kwi 2011    Temat postu:

Ja się boję końca.
Gdy byłam młodsza, to się nie bałam. Jeszcze 3-4 lata temu się nie bałam.
Gdy byłam dzieckiem marzyłam o śmierci!
Marzyłam o tym, żeby się spotkać z wieloma osobami, zobaczyć Jezusa i swojego Anioła Stróża, który obiecał, że w dniu mojej smierci zdradzi mi swoje prawdziwe imię. Nie mogłam się tego doczekać! Cieszyłam się na nią.
Potem była mi obojętna.
A teraz się zaczęłam starzeć chyba. Moi rodzice też się starzeją. Widać to bardzo.
Zaczęłam się bać, że ich stracę. Nie potrzebuję ich oparcia finansowego, ale najzwyczajniej w świecie kocham ich tak bardzo, że az mi słabo na myśl, że ich życie sie powoli kończy.
Zaczęłam też myśleć o własnym. Czas zaczął mi bardzo szybko lecieć.
Tylu rzeczy już nie zdążę zrobić, a myślałam, że mam na to czas, że jestem młoda.
Zaczynam się też bać, że może po śmierci nie jest wcale tak fajnie. Może jest strasznie, a nasze opowiadania o kochającym Bogu to tylko bajeczki dla naiwnych...
Przeraża mnie to.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
buba
za stara na te numery



Dołączył: 18 Lip 2010
Posty: 14231
Przeczytał: 11 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: śląskie i dolnośląskie
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 11:30, 09 Kwi 2011    Temat postu:

susa napisał:
by temat był o źródłach lęku przed śmiercią. Lęku który w moim odczuciu pogłebiają obroncy życia poczetego.


...ale to już było...

Co do lęku przed śmiercią, to oczywiście, też się boję, kto z nas się nie boi, Susa?
Jesteśmy tylko ludźmi, nawet gdyby nie wiem jak wierzącymi, to nasza Wiara, nie jest pewnością, stad i lęk.

Może jeszcze jestem za młoda, żeby bać się swojej śmierci, ale tak jak Smużka bardzo boję się o rodziców, mimo że nie są jeszcze tak starzy, to boję się o nowotwory, szczególnie o mamę, bo ma bardzo duże obciążenia genetyczne.
Dziadków już nie mam niestety.

Susa, gdybyśmy mieli tak bardzo przejmować się śmiercią, która wiadomo, że prędzej czy później nastąpi, to nie moglibyśmy się cieszyć tym, co mamy teraz i co jest naszym najcenniejszym darem, czyli życiem.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
miu miu
posiadacz wiedzy tajemnej NPR



Dołączył: 24 Paź 2007
Posty: 1203
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Jawor

PostWysłany: Sob 12:18, 09 Kwi 2011    Temat postu:

Rok temu straciłam ukochanego tatę, do tej pory moja żałoba nie minęła, brak go we wszystkim.
Widzę jak moja mama się starzeje...boję się, że kiedyś odejdzie, w nosie mam kasę ale boję się, ze z nikim już nie będę mogła tak rozmawiać jak z nią.
Boję się, że mąż może zginąć w jakimś wypadku, bardzo go kocham.
Nie wierzę w niebo i inne alternatywne życia. Dla mnie ważne jest to życie które teraz trwa.
To wszystko pokazuje mi, że muszę przeżyć moje życie najlepiej jak mogę, dać moim bliskim wszystko to co mam najlepsze, wtedy sama stanę się częścią ich a oni częścią mnie. Wtedy symbolicznie będę żyła wiecznie, tak jak mój ojciec żyje przez to, że dla mnie ważne są te same wartości które były ważne dla niego i przekazuję je mojemu dziecku.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
susa
posiadacz wiedzy tajemnej NPR



Dołączył: 16 Gru 2009
Posty: 1135
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 13:19, 09 Kwi 2011    Temat postu:

miu miu napisał:
Nie wierzę w niebo i inne alternatywne życia. Dla mnie ważne jest to życie które teraz trwa.

A tak pisałaś mi o obrazie Boga, jaki masz obraz Boga i że mój obraz Boga jest niewłasciwy. Dla mnie Bóg jest Tym, w którym mam życie wieczne, bo On jest Dawcą życia.

A chodzę do kościoła po to by zamienić swoje życie ziemskie na życie wieczne. Gdyby chodziło tylko o kontakty interpersonalne, to by dobrze przeżyć życie należałabym do jakiegoś świeckiego kółka zainteresowań, zrzeszenia czy fundacji (udzielam się w świeckim wolontariacie). Ale mi zależy na najgłębszych tęsknotach egzystancjalnych, na nadziei zycia wiecznego. Dlatego prowadzę życie sakramentalne, chodzę do spowiedzi i Komunii by być jak panny z lampami przytowana na ten dzień, staram się stale żyć w stanie łaski uświecającej (takich pytań egzystencjalnych o sens życia i śmierć, nie uważam za grzech) i być w KK by nie zatracić duszy w piekle. Jeszcze parę lat temu myślałam z tęsknotą o śmierci jako spotkaniu z Bogiem. Obecnie mówię Bogu, "jeszcze nie teraz, nie jestem na to gotowa". I cieszę sie życiem które mam. Ale mam poczucie że w każdej tej chwili życie moje może zostać przerwane. Towarzyszy mi lęk czy nie pokłądam ufności w iluzji. Czy nie okaże się że nie ma żadnego Boga, który daje życie wieczne. To wprawia mnie w straszny lęk.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Olenkita
za stara na te numery



Dołączył: 21 Kwi 2008
Posty: 4904
Przeczytał: 12 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 14:18, 09 Kwi 2011    Temat postu:

susa napisał:
Olenkita napisał:
Ja rowniez lekam sie smierci bliskich osob, bo mimo ze wiem, ze po smierci czeka ich zycie wieczne (taka mam nadzieje), to chcialabym miec ich przy sobie. Taki ludzki egoizm. Wiem, ze bede tesknic i swiadomosc, ze beda mieli lepiej w niebie nie jest dla mnie pociecha, bo ja ich potrzebuje tu , na ziemi.

A własnej śmierci się nie boisz? Bo ja własnej śmierci boję się najbardziej. Boję się, że okaże się że pokładając życie w wierze w Boga pokłądałam je w iluzji i nawet nie będę tego wiedziała.
A śmierci rodziców też się boję, ale głównie nie dlatego że bolesne jest rozstanie z nimi. Bo przecież mam i tak wylecieć z gniazda rodziców. Boję się że nie poradzę sobie sama w życiu bez rodziców, że nie dam sobie rady materialnie. Dlatego szukam mężczyzny na którym mogłabym mieć oparcie gdy rodziców zabraknie.



A ja sie wcale nie boje, ze nie poradze sobie bez rodzicow materialnie choc nie mam stabilnej sytuacji finansowej. Dla mnie oni sa wartoscia jako osoby a nie jako sponsorzy,nie interesuje mnie ich kasa, mam satysfakcje, ze teraz sama moge im sprawiac jakies drobne prezenty. Dla mnie tak jak i dla miu miu, wielka strata bylby brak mozliwosci porozmawiania z nimi, dzielenia radosci i smutkow.

A swojej smierci sie boje i to bardzo. Ale inaczej niz ty, susa. Ja wierze, ze jest zycie po smierci, niebo itp. a nawet jakby nic nie bylo to nie przeraza mnie niebyt, to nawet lepiej niz cierpienie na ziemi. Ja sie boje fizycznego aspektu smierci, agonii, cierpienia, momentu przejscia, duszenia sie... Mialam czasami takie leki w nocy, ze budzilam sie i lapalam z trudem oddech, taki przedsmak duszenia sie, myslalam, ze umieram. Wiec poki co to wlasnie tego sie boje a nie tego co bedzie po smierci, choc moze powinnam myslec inaczej...


Ostatnio zmieniony przez Olenkita dnia Sob 14:19, 09 Kwi 2011, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
susa
posiadacz wiedzy tajemnej NPR



Dołączył: 16 Gru 2009
Posty: 1135
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 19:09, 09 Kwi 2011    Temat postu:

Olenkita napisał:

Dla mnie tak jak i dla miu miu, wielka strata bylby brak mozliwosci porozmawiania z nimi, dzielenia radosci i smutkow.

Dla mnie chwilowe rozstanie (gdy żyją) nie jest bolesne, wręcz czasem lubię rozstania z bliskimi np. gdy idę do pracy, jestem w swoim pokoju, jadę na wakacje. Cały czas nie muszą swoją obecnością towarzyszyc mi non stop. Wytrzymam bez nich. A jeśli miałabym przekonanie że umierając idzie się do Nieba wówczas dałabym radę również przeżyć bez nich to chwilowe rozstanie ufając że spotkamy się kiedyś w Niebie. Rzecz w tym, ze ja tej ufności nie mam. Co do tego co mówisz braku możliwości porozmawiania z nimi, dzielenia radości i smutków, gdy ich zabraknie zawsze mogę znaleźć sobie jaką bliską duszę, czy to mężczyznę, przyjaciółkę, psychoterapeutę, księdza, grupę religijnę. Gdy brat brał wesele przeżyłam straszny ból, że tracę najbliższą osobę. Obecnie nawet lepiej mi bez niego, bo mam swój pokój i więcej miejsca w mieszkaniu. Nie odczuwam jego braku. A w końcu ja też kiedyś mam opuścić rodziców, usamodzielnić się i rozpoczać swoje życie.

Co do śmierci to dla mnie również bólem jest odejście bliskiej osoby. Bólem jest to, że już nigdy się nie zobaczymy i nie porozmawiamy. Serce kraje mi z bólu nad grobem ojca, bo chciałabym aby on żył. Ale co innego jest dla mnie tragedią niz chwilowe rozstanie. Otóż to że niepokoję się o duszę zmarłego, tragedią jest to gdyby - nie daj Boże - ta dusza została potępiona.A dla mojego życia tragedią jest gdy w wyniku smierci obojga rodziców ja pozostanę bez środków do życia, bezdomna w noclegowni. W koncu największą tragedią dla mnie jest utrata tego co mam najcenniejsze wraz ze śmiercią - świadomości własnego istnienia. Bez tego choć życie będzie dokoła, ale będzie wielkie NIC.


Ostatnio zmieniony przez susa dnia Sob 19:10, 09 Kwi 2011, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ..................NPR - Naturalne Planowanie Rodziny................ Strona Główna -> Strefa gadania o wszystkim i niczym
Idź do strony 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Następny
Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Następny
Strona 1 z 8

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001 - 2005 phpBB Group
Theme ACID v. 2.0.20 par HEDONISM
Regulamin