Forum ..................NPR - Naturalne Planowanie Rodziny................ Strona Główna ..................NPR - Naturalne Planowanie Rodziny................
...........czyli seks bez antykoncepcji. Pytania, wątpliwości, stosowanie..........
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Obrona świętości życia - gdzie w tym sens?
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 6, 7, 8 ... 40, 41, 42  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ..................NPR - Naturalne Planowanie Rodziny................ Strona Główna -> Strefa gadania o wszystkim i niczym
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
susa
posiadacz wiedzy tajemnej NPR



Dołączył: 16 Gru 2009
Posty: 1135
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 8:37, 27 Mar 2011    Temat postu:

minnesota napisał:
Ten profesor, jako naukowiec, odnosił się do życia i śmierci jako zjawisk biologicznych. Nie odnosił się tu w żaden sposób do życia po śmierci. Gdyż jest specjalistą od biologii.

A czy biologia i fizyka nie może uzasadnić życia wiecznego? Bo według mojego narzeczonego może to zrobić. Jak dla mnie ten cytat tego profesora zaprzecza istnieniu życia wiecznego.

minnesota napisał:
Owszem, możesz się na wierze bardzo przejechać, na tym polega ryzyko i nikt nic na to Ci nie poradzi. Każdy wątpi, boi się, zastanawia. Chodzi w końcu o decyzję, nie o pewność.

I tutaj w końcu tkwi mój problem który pogłębiają obrońcy życia. Mam lęk że na wierze mogę się przejechać. Dlatego cenię swoje życie jako świętość, a nie mogę z ufnością powiedzieć, że śmierć otwiera bramę do nowego, lepszego życia. I z nadzieją, bez lęku oczekiwać tego dnia. Zwycięża we mnie lęk że wiara może być iluzją, dlatego śmierć mnie przeraża.


minnesota napisał:
Jezus sądzi w tej scenie z tego, na ile człowiek Go w swoim życiu przyjął i pokochał. Potępiony jest ten, kto nie przyjął Jezusa razem z Jego propozycją zbawienia. Uczynki miłości względem innych, jako wyraz miłości do samego Boga, są odbiciem Twojej wewnętrznej postawy.
"Trzepanie" dobrych uczynków i modlitw tylko ze strachu przed piekłem lub wieczną śmiercią nie ma nic wspólnego z wiarą w Chrystusa.

A mnie zawsze się wydawało ze życie na ziemi jest próbą, jest egzaminem czy wybierzemy Chrystusa. I gdy pozytywnie przejdziemy ten egzamin osiągnięmy szczeście nieba, będziemy sądzeni z miłości, z dobrych uczynków,jakie prowadziliśmy życie. Dlatego od życia na ziemi zależy nasza wieczność. I nie może dlatego zostać nam dane niebo od razu, choć tak było by może lepiej.

minnesota napisał:
Nie do końca rozumiem. Dlaczego powinna urodzić dziecko? Bo inaczej dziecko umrze..

Powinna urodzić dziecko za wszelką cenę nawet kosztem swojego zdrowia bo przecież usunięcie ciąży jest przewinieniem moralnym.
minnesota napisał:
Kiedy tylko decyzja kobiety o własnym ciele nie narusza prawa innej osoby do życia, np. tuż po porodzie, kobieta może dziecko opuścić i tutaj nikt jej już nie powinien do niczego zmuszać
.
Ale do kwestia bardzo delikatna bo dotyczy życia tej kobiety. Trzeba przejść bóle porodu, pójść na zwolnienie L4 od pracy, wysłuchiwać komentarze otoczenia. Dla mnie urodzenie niechcianego dziecka to heroizm i nie każdą kobietę na to stać.

minnesota napisał:
Ja uważam, że istotą akurat tutaj nie jest ponoszenie konsekwencji tego, że się współżyło, tylko fakt, że dla swojej wygody/komfortu poświęca się życie innej osoby.

A ja uważam że jest to ponoszenie konsekwencji za to ze się współżyło. Bo życie tej kobiety zmieni się diametralnie na pozostałe dni życia, przynajmniej na 25 lat (a teraz opóźnia się wiek usamodzielnienia się dzieci).
Chyba mam prawo decydować o tym że nie chcę takiej zmiany w swoim życiu.


minnesota napisał:
Bo tutaj pomijasz bardzo ważną kwestię - swojego męża. Czy i dla niego sprawy seksu są tak nieistotne (lub istotne, ale wstrętne), że będzie chciał zaprzestać współżycia?.

To nie dlatego, że sprawy seksu są nieistotne i wstrętne ale ze względu na odpowiedzialne powołanie do życia nowej istoty ludzkiej. A muszę uwzględniać męża a on nie patrzy na to by odpowiedzialnie powołać nowe życie ale ma uciechę że będzie czerpał przyjemność z seksu.

minnesota napisał:
Jeżeli będziecie chcieli oboje np. żyć w ascezie po jakimś czasie, to OK.
Ale jeżeli próbujesz wchodzić w małżeństwo z przeciętnie normalnym mężczyzną, a planujesz przy tym odmawiać mu współżycia po urodzeniu dziecka, to jest to kłamstwo oraz całkiem nienormalny układ, który zaowocuje cierpieniem dwóch stron (albo i trzech, bo trzeba wliczyć dziecko).
Tobie wydaje się logiczne, że ktoś, kto nie chce mieć więcej dzieci, "po prostu" nie współżyje. Natomiast dla znakomitej większości ludzi, w tym pewnie i Twojego przyszłego męża, rezygnacja z seksu w małżeństwie jest czymś trudnym do zaakceptowania, bo dla tej większości seks jest źródłem dobra i przyjemności - cielesnej, emocjonalnej i duchowej.

Skoro nie współżyłam i nie sypiałam z mężczyzną przez 35 lat to boję się tej zmiany diametralnej w moim życiu. Normalnie zachowując się ze sobą dałabym radę, ale tu jestem zmuszona do czegoś nienormalnego, do rozbierania się przed drugą osobą i tarzania się nago. To wydaje mi się nienaturalne
minnesota napisał:
Ludzie wchodząc w małżeństwo zakładają, że będą ze sobą sypiać i czerpać z tego przyjemność, a jeśli jest inaczej, to trzeba uprzedzić, inaczej się drugą stronę skrzywdzi
.
A dla mnie wejście w małżeństwie to podjęcie obowiązków małżeńskich i rodzinnych i trudu wychowania dziecka. Tak na to patrzę a nie jako czerpanie przyjemności ze współżycia. I tak jak śmierć przeraża mnie konieczność współżycia. Bo wiem że jego efektem może być dziecko, którego ja mogę nie być w stanie przyjąć.
minnesota napisał:
Już i tak czysty, katolicki NPR jest sporym wyzwaniem dla ludzi i myślę że nawet dla Ciebie byłby wystarczająco skuteczny Wesoly

Można przy pomocy NPR unikać poczecia, ale trzeba pamiętać ze nie daje on 100% gwarancji i trzeba liczyć się z tym że współżyjąc może począć się dziecko
minnesota napisał:
Czy terapeutka powinna z Tobą pracować za darmo? Dlaczego?Wesoly

Bo zapewniała mnie ze chce mi towarzyszyć i być ze mną zwłaszcza gdy chciałam odejść gdzie indziej. skoro chciała mi towarzyszyć to dlaczego nie chce towarzyszyć w sytuacji kłopotów finansowych i braku pracy?
Podobnie zadaje sobie pytanie czy leczenie farmakologiczne jest potrzebne, czy tylko przez to lekarz nie zbiera kasy.

minnesota napisał:
Wiem, że pobudki finansowe mogą być ważne dla niektórych księży, ale nie róbmy teorii spiskowych, że na tym się opierają podstawy wiary. W każdym razie moja wiara nie ma nic wspólnego z pieniędzmi

Czasem wydaje mi się tak że KK jest instytucją która na wierze naiwnych ludzi zbija kasę. Dlatego tak bardzo zależy im na tym by rodziło się wiele dzieci.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
fiamma75
za stara na te numery



Dołączył: 16 Cze 2006
Posty: 16218
Przeczytał: 13 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 9:09, 27 Mar 2011    Temat postu:

Susa, Ty na 100% potrzebujesz leczenia. Są psychiatrzy i psycholodzy dostępnie na NFZ, trzeba niestety czekać w kolejce, ale myślę, że to lepsze niż nic.

Ciekawa jestem, czy Twój narzeczony wie jak cieżko chora jesteś i że w ogole nie jesteś zdolna do małżeństwa.
Znam przypadek, że małżeństwo zostało uznane na nieważne własnie z powodu ukrycia choroby psychicznej jednej ze stron
Powrót do góry
Zobacz profil autora
bakteria
za stara na te numery



Dołączył: 13 Lis 2007
Posty: 10160
Przeczytał: 6 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Nie 10:41, 27 Mar 2011    Temat postu:

fiamma75 napisał:

Znam przypadek, że małżeństwo zostało uznane na nieważne własnie z powodu ukrycia choroby psychicznej jednej ze stron


Oczywiście, u mnie w bliskiej rodzinie proces kościelny nt. trwa.

minnesota, jesteś bardzo cierpliwa, ale jak walczyć z "argumentami" i podejściem typu:

susa napisał:

A czy biologia i fizyka nie może uzasadnić życia wiecznego? Bo według mojego narzeczonego może to zrobić. Jak dla mnie ten cytat tego profesora zaprzecza istnieniu życia wiecznego.


skoro narzeczony to taki spec, a zdanie profesora jest inne (a kto powiedział, że on ma coś udowodnić?) - Wielke Autorytety niszczą wiarę susy.

suso - terapeutką przecież nie była Twoją przyjaciółką, terapia to jej praca, jak ją może kontynuować za darmo? To naprawdę dziwaczny pomysł. To chyba oczywiste, że to jej praca, nawet jeśli do pewnego stopnia się angażuje osobiście.

popieram fiammę - poszukaj na NFZ.

A - no i nie wychodź za mąż.

Tyle w temacie, mam inne rzeczy do robienia w życiu.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
susa
posiadacz wiedzy tajemnej NPR



Dołączył: 16 Gru 2009
Posty: 1135
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 10:54, 27 Mar 2011    Temat postu:

fiamma75 napisał:
Susa, Ty na 100% potrzebujesz leczenia.

Ja uważam że mój stan się polepszył tzn uspokoiłam się wewnętrznie. I nie chcę by coś zmieniać w moim podejściu do seksualności, takie jest moje zdanie którego nie chcę zliberalizować tj. gdy nie chce mieć dziecka odpowiedzialnie jest unikać współżycia by zapobiegać niechcianej ciąży i aborcji.
fiamma75 napisał:
Są psychiatrzy i psycholodzy dostępnie na NFZ, trzeba niestety czekać w kolejce, ale myślę, że to lepsze niż nic.

Umówiłam się z psychologiem z NFZ.Ale szczegółów nie będę pisać bo to za dużo pisania

fiamma75 napisał:
Ciekawa jestem, czy Twój narzeczony wie jak cieżko chora jesteś i że w ogole nie jesteś zdolna do małżeństwa.
Znam przypadek, że małżeństwo zostało uznane na nieważne własnie z powodu ukrycia choroby psychicznej jednej ze stron

Ale ja nie zatajam przed nim choroby psychicznej. Był raz ze mną na terapii u psychologa i powiedziałam mu że chodzę do psychiatry. A gdy wysłałam mu mailem link do moich dyskusji nie przeczytał tego, z mojej strony była dobra wola by o tym wiedział.
Ksiądz i terapeutka powiedzieli że to wystarczy, ze nie muszę wprowadzać go w szczegóły terapii.
Jola napisał:
minnesota, jesteś bardzo cierpliwa, ale jak walczyć z "argumentami" i podejściem typu:

susa napisał:

A czy biologia i fizyka nie może uzasadnić życia wiecznego? Bo według mojego narzeczonego może to zrobić. Jak dla mnie ten cytat tego profesora zaprzecza istnieniu życia wiecznego.

A ja jestem wdzięczna że minenesota w sposób rzeczowy odpowiedziała na moje wątpliwości i odniosła się do tego co napisałam. Przynajmniej jedna na forum próbowała mnie zrozumieć.
Minnesota - DZIĘKUJĘ Wesoly
Jola napisał:
skoro narzeczony to taki spec, a zdanie profesora jest inne (a kto powiedział, że on ma coś udowodnić?) - Wielke Autorytety niszczą wiarę susy.

Jola przyznajesz że ten profesor stwierdził że nie ma życia wiecznego ?
A co do mojego narzeczonego z zapałem opowiada mi że fizyka już dawno udowodniła życie wieczne, ale jego argumenty mnie nie przekonują.
Wątpliwosci pozostają, które pogłebiają obroncy życia poczętego doprowadzając mnie do utraty wiary w życie wieczne.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
bakteria
za stara na te numery



Dołączył: 13 Lis 2007
Posty: 10160
Przeczytał: 6 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Nie 11:04, 27 Mar 2011    Temat postu:

suso, profesor pisze:

"człowiek jest […] niepodzielnym bytem duchowo-psycho-emocjonalno-biologicznym o niepowtarzalnej tożsamości"

w zdaniu tym, jak mi się wydaje, pisze o człowieku bilogicznym, nie o jego duszy, w którą my wierzymy, uważając za integralną część człowieka. Może on też w nią wierzy, ale wypowiadając się jako autorytet medyczny, określił człowieka jak istotę biologiczną właśnie. A może w duszę (i w życie po śmierci) nie wierzy i dla niego "człowiek" to tyle i tylko tyle, co napisał. Jeżeli tak jest, to ptofesor twierdzi, że nie ma życia wiecznego.
No ale słuchaj - co z tego, że on tak twierdzi? Czy on jest Jezusem, papieżem czy nawet księdzem lub osobą wierzącą, która np. też jest profesorem medycyny światowej sławy? Bo przecież ten facet nie jest dla wszystkich ludzi na świecie autorytetem w każdej dziedzinie, nie? Czy próbujesz mu przypisać, że ma rację we wszystkim, skoro jest takim autorytetem?

A gdybyś próbowała spojrzeć subiektywnie na tych biednych obrońców życia poczętego - może oni walczą o prawo do narodzin każdego człowieka, bo np. nie mają pewności, że zabite dziecko w łonie idzie na pewno do nieba? No i chcą wszystkim dać szansę na życie w świętości - tak by "zapracować" na niebo (a tak naprawdę by ci ludzie mieli szansę uwierzyć - żyjąc- że Jezus niebo już dał każdemu, kto w Niego wierzy)? I co z moim argumentem, że uratowany zarodek może być w życiu świętym i przyczynić się do zbawienia wielu innych dusz, hm?

Wiesz, mnie argumenty mojego męża z fizyki też nie przekonują, bo ich nie rozumiem. Choć też wiele rzeczy mi wytłumaczył, np. możliwość podróży w czasie. Niby rozumiem, ale jakoś mi się w głowie nie mieści. Co nie zmienia faktu, że to fakty.

Kurcze, i co mnie wywułujesz, miałam już nie pisać Mruga
Powrót do góry
Zobacz profil autora
susa
posiadacz wiedzy tajemnej NPR



Dołączył: 16 Gru 2009
Posty: 1135
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 11:23, 27 Mar 2011    Temat postu:

Jola napisał:
A może w duszę (i w życie po śmierci) nie wierzy i dla niego "człowiek" to tyle i tylko tyle, co napisał. Jeżeli tak jest, to ptofesor twierdzi, że nie ma życia wiecznego.

Możliwe że ten profesor jest ateistą. Po co jednak jego zdanie było na stronie poświęconej obronie życia poczętego
Jola napisał:
No ale słuchaj - co z tego, że on tak twierdzi? Czy on jest Jezusem, papieżem czy nawet księdzem lub osobą wierzącą, która np. też jest profesorem medycyny światowej sławy? Bo przecież ten facet nie jest dla wszystkich ludzi na świecie autorytetem w każdej dziedzinie, nie? Czy próbujesz mu przypisać, że ma rację we wszystkim, skoro jest takim autorytetem?

Bo ten cytat znalazłam na jakieś stronie poświęconej obronie życia poczetego. Rozumiem więc że tak argumentują to obrońcy życia poczetego.

Jola napisał:
A gdybyś próbowała spojrzeć subiektywnie na tych biednych obrońców życia poczętego - może oni walczą o prawo do narodzin każdego człowieka, bo np. nie mają pewności, że zabite dziecko w łonie idzie na pewno do nieba? No i chcą wszystkim dać szansę na życie w świętości - tak by "zapracować" na niebo (a tak naprawdę by ci ludzie mieli szansę uwierzyć - żyjąc- że Jezus niebo już dał każdemu, kto w Niego wierzy)? I co z moim argumentem, że uratowany zarodek może być w życiu świętym i przyczynić się do zbawienia wielu innych dusz, hm?

A co w wypadku samoistnego poronienia? Albo gdy umrze smiercią naturalną niemowlę którego jeszcze nieochrzono? Albo gdy ktoś umiera nie zdążąc się wyspowiadać? Albo gdy umiera ktoś kto słyszał o Jezusie ale przez całe zycie był niewierzący i niepraktykujący? Albo gdy umiera ktoś kto był nieochrzczony bo tak został wychowany, urodził się w innej religii?
To trudne sprawy co dzieje się z duszą człowieka w takim wypadku. Ale pokładam ufność w Miłosierdziu Bozym, że On może to wyprowadzić. Tak samo jak umiera dorosły człowiek który nie zdążył pojednać się z Bogiem ufam że potrzebuje moich modlitw tak samo wierzę że Bóg posyła dzieci nienarodzone prosto do nieba. Obrońcy życia zachwiewają moją ufnością w Miłosierdzie Boże.

Jola napisał:
Wiesz, mnie argumenty mojego męża z fizyki też nie przekonują, bo ich nie rozumiem. Choć też wiele rzeczy mi wytłumaczył, np. możliwość podróży w czasie. Niby rozumiem, ale jakoś mi się w głowie nie mieści. Co nie zmienia faktu, że to fakty.

Mój narzeczony dał mi książkę do poczytania "Boski Wszechświat" i przedstawia mi argumenty fizyki na życie wieczne ale ja tego nie rozumiem i nie przekonują mnie te argumenty.

Jola napisał:
Kurcze, i co mnie wywułujesz, miałam już nie pisać Mruga

Dziękuję za odniesienie się do tego co napisałam.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Olenkita
za stara na te numery



Dołączył: 21 Kwi 2008
Posty: 4904
Przeczytał: 12 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 12:15, 27 Mar 2011    Temat postu:

susa napisał:
fiamma75 napisał:
Susa, Ty na 100% potrzebujesz leczenia.

Ja uważam że mój stan się polepszył tzn uspokoiłam się wewnętrznie. I nie chcę by coś zmieniać w moim podejściu do seksualności, takie jest moje zdanie którego nie chcę zliberalizować tj. gdy nie chce mieć dziecka odpowiedzialnie jest unikać współżycia by zapobiegać niechcianej ciąży i aborcji.


Suso, jakiegokolwiek tematu bys nie zalozyla, z jakiejkolwiek strony bys nie zaczela i tak wszystko zmierza do jednego-abstynencji seksualnej i Twojego strachu. Wiadomo dokad dyskusje beda zmierzac i jaka bedzie konkluzja. Dalsze leczenie jest konieczne.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kryśka
posiadacz wiedzy tajemnej NPR



Dołączył: 18 Lip 2006
Posty: 1032
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Nie 13:32, 27 Mar 2011    Temat postu:

Ja już nie wiem, o czym jest ten wątek Shocked

Suso, a Ty oczekujesz, żeby przedstawić Ci naukowe dowody na istnienie jakiegoś przedmiotu wiary (piszesz akurat o życiu wiecznym, ale równie dobrze możesz zażadać dowodu na istnienie Boga, na Zmartwychstanie itp). Bo jak nie, to nie uwierzysz/stracisz wiarę. A przecież to z góry skazane na niepowodzenie - po pierwsze uważam, ze Bóg jest niepoznawalny metodami naukowymi, a po drugie: wówczas wiara zamieniłaby się w wiedzę.

Wiara opiera się na zaufaniu, że to co głosi Kościół to prawda. "Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli".
Powrót do góry
Zobacz profil autora
bakteria
za stara na te numery



Dołączył: 13 Lis 2007
Posty: 10160
Przeczytał: 6 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Nie 14:47, 27 Mar 2011    Temat postu:

Ta wypowiedź jest np. na stronie:

[link widoczny dla zalogowanych]

Zauważ, że dotyczy faktu, że od zespolenia się komórek, od samego począteczku - jest już życie, które trzeba chronić. Nie wiem, po co do tego mieszać kwestię życia wiecznego. To naukowe stwierdzenia, że połączone komórki rozrodcze to alternatywa śmierci-niebytu. To jeden z argumentów obrońców życia poczętego - że od samego początku jest życie. Co za różnica, czy profesor jest wierzący, to cytat nie o tym.


Ostatnio zmieniony przez bakteria dnia Nie 14:50, 27 Mar 2011, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
bakteria
za stara na te numery



Dołączył: 13 Lis 2007
Posty: 10160
Przeczytał: 6 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Nie 14:53, 27 Mar 2011    Temat postu:

susa napisał:
Obrońcy życia zachwiewają moją ufnością w Miłosierdzie Boże.


No widzisz, a moją nie. Widocznie niekoniecznie masz rację.

PS - przepraszam za 2 posty pod sobą
Powrót do góry
Zobacz profil autora
minnesota
posiadacz wiedzy tajemnej NPR



Dołączył: 11 Cze 2010
Posty: 1179
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Dolny Śląsk
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 16:09, 27 Mar 2011    Temat postu:

susa napisał:

A czy biologia i fizyka nie może uzasadnić życia wiecznego? Bo według mojego narzeczonego może to zrobić.


Nie może. Wydaje mi się, że to dość powszechne przekonanie. Metody naukowe nie są w ogóle przeznaczone do tego, zajmują się pewnym wycinkiem rzeczywistości, trochę mniejszym niż ludzkie doświadczenie, nieskończenie mniejszym niż rzeczywistość obiektywna czy Bóg. Udowadnianie Boga fizyką to jak podejmowana przez bakterię próba wyczucia swoimi receptorami, kto wygrywa mecz piłkarski.
Swoją drogą, to ciekawa jestem tych argumentów, jeśli mogłabyś je streścić czy zalinkować.

susa napisał:

Jak dla mnie ten cytat tego profesora zaprzecza istnieniu życia wiecznego.


Jak dla mnie to jest to wypowiedź biologa, koncentrująca się na życiu w znaczeniu ściśle biologicznym, jak to w zwyczaju nauki - nie odnosząca się do kwestii przez naukę niepoznawalnych.[/quote]

susa napisał:

minnesota napisał:
Owszem, możesz się na wierze bardzo przejechać, na tym polega ryzyko i nikt nic na to Ci nie poradzi. Każdy wątpi, boi się, zastanawia. Chodzi w końcu o decyzję, nie o pewność.

I tutaj w końcu tkwi mój problem który pogłębiają obrońcy życia. Mam lęk że na wierze mogę się przejechać. Dlatego cenię swoje życie jako świętość, a nie mogę z ufnością powiedzieć, że śmierć otwiera bramę do nowego, lepszego życia. I z nadzieją, bez lęku oczekiwać tego dnia. Zwycięża we mnie lęk że wiara może być iluzją, dlatego śmierć mnie przeraża.


To jest bardzo naturalny lęk. Martwi mnie jedynie jego natężenie i powszechność takich doświadczeń lęku w Twoim życiu - przed śmiercią, brakiem wiedzy, kontroli - jakbyś w ogóle miała olbrzymi problem z zaufaniem czemukolwiek i komukolwiek. Wiara w Boga oznacza zaufanie. Wierzę, że na gruncie właśnie wiary Bóg może Ci pomóc znaleźć to zaufanie, ale to też wymaga otwarcia się z Twojej strony. Ale ryzyko jest i nie da się go uniknąć. Pdejrzewam tylko, że ryzyko jest mniejsze, niż się go obawiasz Wesoly

susa napisał:

minnesota napisał:
Jezus sądzi w tej scenie z tego, na ile człowiek Go w swoim życiu przyjął i pokochał. Potępiony jest ten, kto nie przyjął Jezusa razem z Jego propozycją zbawienia. Uczynki miłości względem innych, jako wyraz miłości do samego Boga, są odbiciem Twojej wewnętrznej postawy.
"Trzepanie" dobrych uczynków i modlitw tylko ze strachu przed piekłem lub wieczną śmiercią nie ma nic wspólnego z wiarą w Chrystusa.

A mnie zawsze się wydawało ze życie na ziemi jest próbą, jest egzaminem czy wybierzemy Chrystusa. I gdy pozytywnie przejdziemy ten egzamin osiągnięmy szczeście nieba, będziemy sądzeni z miłości, z dobrych uczynków,jakie prowadziliśmy życie. Dlatego od życia na ziemi zależy nasza wieczność. I nie może dlatego zostać nam dane niebo od razu, choć tak było by może lepiej.


Bóg raczej nie zajmuje się egzaminowaniem... Nie jest złośliwym sędzią. Masz teraz po prostu czas, żeby się dowiedzieć, czego chcesz. Boga, czy nie Boga? I postępować zgodnie z tą decyzją, jeżeli chcesz Boga, to do niego iść.

susa napisał:
Obrońcy życia zachwiewają moją ufnością w Miłosierdzie Boże.


Oni nie mówią, że tym dzieciom/zygotom będzie źle i że Bóg ich nie przyjmie. Tylko mówią, że nie należy ich zabijać. Wyciągasz totalnie nielogiczny wniosek. Jak morderca jest skazany, to za co? Czy jego zasądzona kara zależy od tego, czy zabił świętego, czy innego kryminalistę? Nie, zabił człowieka i to jest przedmiotem najważniejszej oceny moralnej (przynajmniej na gruncie chrześcijaństwa), a nie to, co się będzie z tymi ludźmi działo po śmierci.

susa napisał:

minnesota napisał:
Nie do końca rozumiem. Dlaczego powinna urodzić dziecko? Bo inaczej dziecko umrze..

Powinna urodzić dziecko za wszelką cenę nawet kosztem swojego zdrowia bo przecież usunięcie ciąży jest przewinieniem moralnym.


Według mnie tak wyglądałoby zalecenie etyczne, że powinna się poświęcić. (Inna sprawa, czy to poświęcenie nie zostanie jej później w osobie dziecka wynagrodzone.) Wiem, że to zalecenie, nakaz moralny, w wielu przypadkach ociera się o heroizm i niektórzy nie będą w stanie tak postąpić, nie odważą się. Ja też nie wiem, czy w krytycznej chwili znajdę odwagę, by zrobić to czy tamto.

susa napisał:

minnesota napisał:
Kiedy tylko decyzja kobiety o własnym ciele nie narusza prawa innej osoby do życia, np. tuż po porodzie, kobieta może dziecko opuścić i tutaj nikt jej już nie powinien do niczego zmuszać
.
Ale do kwestia bardzo delikatna bo dotyczy życia tej kobiety. Trzeba przejść bóle porodu, pójść na zwolnienie L4 od pracy, wysłuchiwać komentarze otoczenia. Dla mnie urodzenie niechcianego dziecka to heroizm i nie każdą kobietę na to stać.


Przez cały czas starałam się podkreślić skalę tych omawianych wartości. Po jednej stronie śmierć człowieka, a po drugiej chociażby "wysłuchiwanie komentarzy otoczenia". Czy widzisz tę różnicę? Przykład: Jak byś się czuła, gdybyś topiła się w rzece, a przechodzący obok świetny pływak spojrzałby, ocenił sytuację, powiedział "Eee, co się będę moczył, jak skórzane buty się przemoczą to już nic z nich nie będzie, no i na egzamin się spóźnię" i sobie poszedł? (Celowo przejaskrawiam.)

susa napisał:

minnesota napisał:
Ja uważam, że istotą akurat tutaj nie jest ponoszenie konsekwencji tego, że się współżyło, tylko fakt, że dla swojej wygody/komfortu poświęca się życie innej osoby.

A ja uważam że jest to ponoszenie konsekwencji za to ze się współżyło. Bo życie tej kobiety zmieni się diametralnie na pozostałe dni życia, przynajmniej na 25 lat (a teraz opóźnia się wiek usamodzielnienia się dzieci).
Chyba mam prawo decydować o tym że nie chcę takiej zmiany w swoim życiu.


No dobra, to też jest ponoszenie konsekwencji współżycia, z tym że teraz to chyba wchodzimy na Twój osobisty grunt. Mam wrażenie, że traktujesz seks jako grzeszną przyjemność innych ludzi, za którą należy się kara czy konsekwencja, w każdym razie wiąże się z nią jakieś spore zagrożenie. A tymczasem w chrześcijaństwie seks jest DOBRY. Zastanawiam się w zasadzie, czytając różne Twoje wypowiedzi, jak jest z Twoim chrześcijaństwem? Czy teraz się wahasz co do samej wiary?
(Tak, masz prawo decydować, tylko że Twoje decyzje mają różne konsekwencje. Nie decydując się na dziecko możesz też stracić coś o wiele cenniejszego niż poczucie bezpieczeństwa.)

susa napisał:

minnesota napisał:
Bo tutaj pomijasz bardzo ważną kwestię - swojego męża. Czy i dla niego sprawy seksu są tak nieistotne (lub istotne, ale wstrętne), że będzie chciał zaprzestać współżycia?.

To nie dlatego, że sprawy seksu są nieistotne i wstrętne ale ze względu na odpowiedzialne powołanie do życia nowej istoty ludzkiej. A muszę uwzględniać męża a on nie patrzy na to by odpowiedzialnie powołać nowe życie ale ma uciechę że będzie czerpał przyjemność z seksu.


Kiedy piszesz, że seks jest "nienaturalny" i polega na "tarzaniu się nago" i że "jak śmierć przeraża Cię konieczność współżycia" i tak dalej, w innych tematach, to pobrzmiewa tu niechęć. I ocenę, że wszystkie osoby, które myślą o seksie z przyjemnością, w tym Twój narzeczony, są jakieś, nie wiem.. prymitywne?
Powiem Ci, że postawa cieszenia się na to, że się będzie czerpać przyjemność z seksu jest właśnie normalna. Tak reagują zdrowi ludzie.

Ja cały czas mam wrażenie, że omijasz ten temat w swoich odpowiedziach: Czy nie czujesz albo nie rozumiesz, że może tu zajść jakieś nieporozumienie czy oszustwo w Waszej relacji? Że Twój mąż może cierpieć? Że Wasze małżeństwo może być nieważnie zawarte?
Czy możesz mi na to odpowiedzieć?
(W każdym razie, że się nad tym zastanawiasz.)

susa napisał:

Skoro nie współżyłam i nie sypiałam z mężczyzną przez 35 lat to boję się tej zmiany diametralnej w moim życiu. Normalnie zachowując się ze sobą dałabym radę, ale tu jestem zmuszona do czegoś nienormalnego, do rozbierania się przed drugą osobą i tarzania się nago. To wydaje mi się nienaturalne.


Na 99% Twój mąż oczekuje, że seks z nim będzie dla Ciebie radością. Spodziewa się tego. Twoja odmowa może być dla niego wielką raną. Może teraz bagatelizuje Twoje lęki. Zastanawiam się, czy wie o Twoich pomysłach. Zapytaj go - przed ślubem - czy zgodzi się na koniec seksu po pierwszym dziecku, bo po ślubie może być za późno.
W ogóle wchodzenie w relację, zwłaszcza w małżeństwo, wiąże się z utratą części wolności. Jeśli chcesz wyjść za niego, bez miłości (i chęci bycia z nim blisko), bo boisz się samotności, a on o tym nie wie, to czy małżeństwo będzie ważne? Czy Ty go nie oszukujesz?

susa napisał:

A dla mnie wejście w małżeństwie to podjęcie obowiązków małżeńskich i rodzinnych i trudu wychowania dziecka. Tak na to patrzę a nie jako czerpanie przyjemności ze współżycia. I tak jak śmierć przeraża mnie konieczność współżycia. Bo wiem że jego efektem może być dziecko, którego ja mogę nie być w stanie przyjąć.


Małżeństwo to zarówno jedno, jak i drugie. Zarówno miłość i seks, jak i wypływające z tego obowiązki, też te związane z wychowaniem dzieci.
Czy Ty naprawdę chcesz i potrzebujesz małżeństwa?
Czy tylko jakiejś jego części?
To jest całość. Nierozerwalna. Jak spróbujesz to oddzielić, to wyjdzie jakiś okaleczony potworek.
Możesz próbować tworzyć związek z kimś, oparty na przyjaźni, rozwijaniu pasji i duchowości, ale najwyraźniej Twój narzeczony przewiduje "regularne" małżeństwo, z seksem, dziećmi i całą resztą. Więc on się nie nadaje do takiej wizji związku. A może się nadaje, ale to trzeba jego zapytać, żeby sobie facet nie złamał życia.

susa napisał:
I nie chcę by coś zmieniać w moim podejściu do seksualności, takie jest moje zdanie którego nie chcę zliberalizować tj. gdy nie chce mieć dziecka odpowiedzialnie jest unikać współżycia by zapobiegać niechcianej ciąży i aborcji.


Ty podejmujesz taką decyzję, tak?
A jakie w tej sytuacji prawo ma Twój narzeczony czy mąż?
Czy on wie? Wiem, że znów pytam, ale mnie to niepokoi.

susa napisał:

minnesota napisał:
Czy terapeutka powinna z Tobą pracować za darmo? Dlaczego?Wesoly

Bo zapewniała mnie ze chce mi towarzyszyć i być ze mną zwłaszcza gdy chciałam odejść gdzie indziej. skoro chciała mi towarzyszyć to dlaczego nie chce towarzyszyć w sytuacji kłopotów finansowych i braku pracy?


Towarzyszyć za darmo? Ale jak to sobie wyobrażasz? Jeżeli będzie spędzać część swojego dnia pracy z Tobą za darmo, to zmniejszy się jej dochód. W czym jesteś lepsza od innych pacjentów? Jeśli w niczym, to inni też nie powinni płacić. No i kobieta umiera z głodu.
Czy Ty byłabyś gotowa wykonywać swoją pracę za darmo? Bo jak tak, to wiesz, ja mam właśnie problemy z finansową stroną planowanej działalności i przydałaby mi się darmowa księgowa Mruga
Nie, to jest relacja przyjacielska. Za terapię się płaci, mimo, że osoba pomagająca życzliwie Ci towarzyszy. Ona też nie chce mieć kłopotów finansowych i braku pracy Mruga

susa napisał:

Podobnie zadaje sobie pytanie czy leczenie farmakologiczne jest potrzebne, czy tylko przez to lekarz nie zbiera kasy.


Tu chyba znów wraca kwestia braku zaufania, nie?

susa napisał:

Czasem wydaje mi się tak że KK jest instytucją która na wierze naiwnych ludzi zbija kasę. Dlatego tak bardzo zależy im na tym by rodziło się wiele dzieci.


I tu też Mruga
Jasne, możesz tak myśleć, wiele osób tak właśnie robi i nie zamierzam Cię przekonywać, że jest inaczej, bo dowodów nie mam

Ja również dziękuję, sprawia mi przyjemność ta rozmowa Wesoly
Powrót do góry
Zobacz profil autora
strzyga
Moderator



Dołączył: 11 Maj 2007
Posty: 18878
Przeczytał: 16 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Wawa
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 19:05, 27 Mar 2011    Temat postu:

Jolu, jak Ty to robisz, że Twoje posty burzą 'porządek' na stronie tzn, są takie rozciągliwe, że strasznie się je czyta... po 3 linijakch mam dość i nie wiem już, o czym jest post... a Twoje posty są raczej ciekawe, w każdym razie godne przeczytania. to jakaś wada przeglądarki? może byś chociaż 'enterowała', żeby tekst widać było na jednym ekranie.

co do susy, to ja już nie pisze. i tak przekręci na drugą stronę, albo zmieni fakty w kolejnym poście, że nie wiadomo co pisać tak naprawdę.
psycholodzy (np. z Stowarzyszenia Psychologów Chrześcijańskich czy jakoś tak) są nawet dostępni w ramach NFZ tylko trzeba się zapisać w odpowiednim momencie i potem pilnować.
Też by mi się marzyła terapia za darmo. I wielu innym pewnie też. Czemu Ty miałabyś być taka wyjątkowa?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
susa
posiadacz wiedzy tajemnej NPR



Dołączył: 16 Gru 2009
Posty: 1135
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 8:42, 28 Mar 2011    Temat postu:

minnesota napisał:
susa napisał:

A czy biologia i fizyka nie może uzasadnić życia wiecznego? Bo według mojego narzeczonego może to zrobić.


Nie może. Wydaje mi się, że to dość powszechne przekonanie. Metody naukowe nie są w ogóle przeznaczone do tego, zajmują się pewnym wycinkiem rzeczywistości, trochę mniejszym niż ludzkie doświadczenie, nieskończenie mniejszym niż rzeczywistość obiektywna czy Bóg.

A nie wydaje Ci się wobec tego, że mówienie ludziom o NIEBIE jest dla ludzi naiwnych, jest bajką skoro życia wiecznego nie da się uzasadnić naukowo? Bo pomyśl logicznie chcąc pogodzić ludzi z nieuchronną śmiercią, ciężkim życiem mówi się im że po śmierci będzie wieczna szczęśliwość, bez łez, zła, cierpienia, bólu, możliwości popełnienia grzechu. Czy to nie bajka?

minnesota napisał:
Swoją drogą, to ciekawa jestem tych argumentów, jeśli mogłabyś je streścić czy zalinkować. .

Tu link do książki poleconej mi przez chłopaka której ja nie rozumiem. [link widoczny dla zalogowanych]
Ja tego nie rozumiem i wydaje mi się ze są to głupoty ale on opowiada że przy pomocy ruchu cząsteczek da się uzasadnić że otoczający świat jest iluzją, że prawdą jest tylko nieśmiertelna dusza.

minnesota napisał:
Jak dla mnie to jest to wypowiedź biologa, koncentrująca się na życiu w znaczeniu ściśle biologicznym, jak to w zwyczaju nauki - nie odnosząca się do kwestii przez naukę niepoznawalnych.

Widzisz a gdy ja pierwszy raz ją przeczytałam przeraziłam się ze po śmierci nie ma nic, ze moje życie jest warunkowane zlepkiem komórek a nie ma duszy nieśmiertelnej.
O tym a nie o zabijaniu nienarodzonych był ten wątek na wiara.pl [link widoczny dla zalogowanych]
minnesota napisał:

Wiara w Boga oznacza zaufanie.

A co jeśli nie ten swiat jest iluzją a moje myśli i wyobrażenia, by wzbudzać ufność w iluzję?
minnesota napisał:

Bóg raczej nie zajmuje się egzaminowaniem...

To dlaczego nie dał nam NIEBA od razu? Tylko musimy z tej łez doliny kierować tęskne głosy w kierunku NIEBA?

minnesota napisał:

Oni nie mówią, że tym dzieciom/zygotom będzie źle i że Bóg ich nie przyjmie. Tylko mówią, że nie należy ich zabijać. Wyciągasz totalnie nielogiczny wniosek. Jak morderca jest skazany, to za co? Czy jego zasądzona kara zależy od tego, czy zabił świętego, czy innego kryminalistę? Nie, zabił człowieka i to jest przedmiotem najważniejszej oceny moralnej (przynajmniej na gruncie chrześcijaństwa), a nie to, co się będzie z tymi ludźmi działo po śmierci.

Mnie u obronców życia drażni to że stawiają to jako wartość absolutną. Większą niż wieczne zbawienie. I przejmują się zygotą w brzuchu matki ale już nie czy urodzone dziecko będzie miało kochającą rodzinę, dach nad głową, powszedni chleb. Swoją drogą popatrzeć na świat, jak często młodzi ludzi schodzą na manowce, w bezsens życia, narkotyki, alkoholizm, ateizm. A brak kontroli urodzeń tylko pogłębił by ten stan. I nie chodzi mi o możliwość dokonywania aborcji ale o mądre kierowanie płodności.

minnesota napisał:

Według mnie tak wyglądałoby zalecenie etyczne, że powinna się poświęcić. (Inna sprawa, czy to poświęcenie nie zostanie jej później w osobie dziecka wynagrodzone.) Wiem, że to zalecenie, nakaz moralny, w wielu przypadkach ociera się o heroizm i niektórzy nie będą w stanie tak postąpić, nie odważą się. Ja też nie wiem, czy w krytycznej chwili znajdę odwagę, by zrobić to czy tamto.

Widzisz a według KK jest to nakaz moralny a nie zalecenie etyczne.
Ja sama nie wiem jak zachowałabym się w takiej sytuacji życiowej. A przedstawiciele KK gdy kobieta chciała usunąć ciążę, ale urodziła dziecko, wpadła w depresję i żądała odszkodowana w jej odniesieniu do jej nazwiska pisali o zbrodniach hitlerowskich. Potrzeba więcej delikatności, zrozumienia że kobieta znalazła się w trudnej sytuacji życiowej.



minnesota napisał:

Przez cały czas starałam się podkreślić skalę tych omawianych wartości. Po jednej stronie śmierć człowieka, a po drugiej chociażby "wysłuchiwanie komentarzy otoczenia". Czy widzisz tę różnicę?.

Widze różnicę. Dziecko poszłoby prosto do nieba. A matka wpadłaby w depresję z powodu tych komentarzy otoczenia i konieczność kosztownej terapii, aż do wylądowania w szpitalu psychiatrycznym. Z powodu komentarzy otoczenia zmarnowałaby swoje życie.
minnesota napisał:

A tymczasem w chrześcijaństwie seks jest DOBRY.

Ale według katolicyzmu seks jest dobry w małżeństwie, pozamałżeński jest zły tylko to sprzeczność, skąd mam mieć przekonanie że jest dobry skoro to nie zostało wypróbowane? Poza tym seks w małżeństwie nie zawsze jest dobry: jest zły gdy poniża godności współmałżonka i wypływa z nieodpowiedzialności.

minnesota napisał:

Zastanawiam się w zasadzie, czytając różne Twoje wypowiedzi, jak jest z Twoim chrześcijaństwem? Czy teraz się wahasz co do samej wiary?

Tak mam wątpliwości w wierze.

minnesota napisał:

(Tak, masz prawo decydować, tylko że Twoje decyzje mają różne konsekwencje. Nie decydując się na dziecko możesz też stracić coś o wiele cenniejszego niż poczucie bezpieczeństwa.)?

Chyba rozumiesz dlaczego nie chcę zdecydować się na większą liczbę dzieci, przynajmniej na regularne współżycie gdzie zawsze może poczac się dziecko. Bo trudno o pracę a kobieta po urlopie wychowawczym ma ciężko wrócić na rynek pracy. Dla jednego dziecka może bym te ryzyko podjęła gdybym miała wsparcie ze strony męża ale jest to bardzo trudne.

minnesota napisał:

Kiedy piszesz, że seks jest "nienaturalny" i polega na "tarzaniu się nago" i że "jak śmierć przeraża Cię konieczność współżycia" i tak dalej, w innych tematach, to pobrzmiewa tu niechęć. I ocenę, że wszystkie osoby, które myślą o seksie z przyjemnością, w tym Twój narzeczony, są jakieś, nie wiem.. prymitywne?.

Bo widzisz ja przebieram się w ukryciu, nie baraszkuję nago przed innymi ludźmi, nie oglądam nagich zdjęć. Dlatego to takie trudne dla mnie.
minnesota napisał:

Powiem Ci, że postawa cieszenia się na to, że się będzie czerpać przyjemność z seksu jest właśnie normalna. Tak reagują zdrowi ludzie.

Widzisz a dla mnie to może być powód odrzucenia jego, że z takim podnieceniem myśli o tym. Ja dąże do pokoju wewnętrznego, braku konfliktu wewnętrznego. Wtedy będę zdrowa. I chcę mieć wolność wyboru a nie by terapia polegała na tym zę przyklejanie się do siebie ma sprawiać mi przyjemność.

minnesota napisał:

Ja cały czas mam wrażenie, że omijasz ten temat w swoich odpowiedziach: Czy nie czujesz albo nie rozumiesz, że może tu zajść jakieś nieporozumienie czy oszustwo w Waszej relacji? Że Twój mąż może cierpieć? Że Wasze małżeństwo może być nieważnie zawarte?
Czy możesz mi na to odpowiedzieć?
(W każdym razie, że się nad tym zastanawiasz.).

Ja mam coraz więcej wątpliwości czy te małżeństwo będzie szczęśliwe i czy wogóle je zawierać.Ale tonie z tego powodu. Tylko z powodu zachowania narzeconego. On woli wywody filozoficzne niż narzeczeński dialog pomimo że jesteśmy zaręczeni jak wyobrażamy sobie przysżlośc.


minnesota napisał:

Na 99% Twój mąż oczekuje, że seks z nim będzie dla Ciebie radością. Spodziewa się tego. Twoja odmowa może być dla niego wielką raną..).

A czy nie zastanowiłaś się że współżycie dla mnie może być ogromna raną? że będę kobietą która znajdzie się w trudnej sytuacji zyciowej. Stanie przed bolesnym dylematem urodzić dziecko czy usunąć ciążę, i jak poradzi sobie z dzieckiem, którego nie planowała, skoro brak pracy, kłopoty psychiczne i materialne, niezaradność życiowa. Sam poród jest wyczerpujący, komplikacje porodu mogą doprowadzić do roztroju zdrowia aż do śmierci włącznie.
minnesota napisał:

Jeśli chcesz wyjść za niego, bez miłości (i chęci bycia z nim blisko), bo boisz się samotności, a on o tym nie wie, to czy małżeństwo będzie ważne? Czy Ty go nie oszukujesz?..).

Ja nie wiem czy on jest ta właściwą osobą, mam wątpliwości ku temu. Ale zadaje sobie pytanie dlaczego on chce mnie poślubić?


minnesota napisał:
Ty podejmujesz taką decyzję, tak?
A jakie w tej sytuacji prawo ma Twój narzeczony czy mąż?
Czy on wie? Wiem, że znów pytam, ale mnie to niepokoi.

Decyzja ma być OBOPÓLNA, wynikająca z odpowiedzialności, troski o dobro rodziny, urodzonych dzieci i własne.

minnesota napisał:

Towarzyszyć za darmo? Ale jak to sobie wyobrażasz? Jeżeli będzie spędzać część swojego dnia pracy z Tobą za darmo, to zmniejszy się jej dochód. W czym jesteś lepsza od innych pacjentów? Jeśli w niczym, to inni też nie powinni płacić. No i kobieta umiera z głodu.?

Widzisz, kiedyś ja chciałam odejść do psychologa z NFZ, bo nie widziałam efektów terapii, bo chciałam zmniejszyć obciążenie finansowe to ona póki miałam pieniądze, powiedziała ze przykro jej będzie gdy odejdę do kogo innego, bo tak długo mi towarzyszała. Gdy nie mam pieniędzy towarzyszyć mi nie chce. Ona próbowała mnie zatrzymać przy sobie, gdy mialam pieniądze.
minnesota napisał:

Czy Ty byłabyś gotowa wykonywać swoją pracę za darmo? Bo jak tak, to wiesz, ja mam właśnie problemy z finansową stroną planowanej działalności i przydałaby mi się darmowa księgowa Mruga?

Tak, gotowa byłabym na pracę w niepełnym wymiarze godzin za darmo. Bo potrzebuję zajęcia i praktyki.

Cytat:
Podobnie zadaje sobie pytanie czy leczenie farmakologiczne jest potrzebne, czy tylko przez to lekarz nie zbiera kasy.
[/quote]
minnesota napisał:

Tu chyba znów wraca kwestia braku zaufania, nie?

Widzisz a ja za 15 minut wizyty u psychiatry płaciłam 60 zł plus prtzeszło 30 zł za leki, zastanawiałam się czy ona tak nie zbija na mnie kasy, okaże się gdy nie mam pieniędzy czy nie stwierdzi ze jestem zdrowa i leczenie farmakologiczne nie jest potrzebne.



minnesota napisał:

Ja również dziękuję, sprawia mi przyjemność ta rozmowa Wesoly

Jeszcze raz dziękuję za rozmowę. Uff, dyskusja zeszła na oczekiwane przeze mnie tory wyjaśniania moich wątpliwości Wesoly


Ostatnio zmieniony przez susa dnia Pon 8:46, 28 Mar 2011, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
susa
posiadacz wiedzy tajemnej NPR



Dołączył: 16 Gru 2009
Posty: 1135
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 8:54, 28 Mar 2011    Temat postu:

ola napisał:

Suso, a Ty oczekujesz, żeby przedstawić Ci naukowe dowody na istnienie jakiegoś przedmiotu wiary (piszesz akurat o życiu wiecznym, ale równie dobrze możesz zażadać dowodu na istnienie Boga, na Zmartwychstanie itp). Bo jak nie, to nie uwierzysz/stracisz wiarę. A przecież to z góry skazane na niepowodzenie - po pierwsze uważam, ze Bóg jest niepoznawalny metodami naukowymi, a po drugie: wówczas wiara zamieniłaby się w wiedzę.

Wiara opiera się na zaufaniu, że to co głosi Kościół to prawda. "Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli".

Wiesz, według nas (mnie i mojego chłopaka) wiara nie może być ślepa. Wiary musi towarzyszyć rozum, tak mówi encyklika JPII Fides et ratio.
I według mojego narzeczonego to nie o to chodzi w tym cytacie podanym przez Ciebie by wiara była ślepa. On interesuje się apologetyką rozumowym dochodzeniem do prawd wiary.
Jola napisał:
susa napisał:
Obrońcy życia zachwiewają moją ufnością w Miłosierdzie Boże.


No widzisz, a moją nie. Widocznie niekoniecznie masz rację.

A możesz odniesć się co napisałam do lęku człoweika co dzieje się z duszą człowieka po różnego rodzajach śmierci?
Czy miałaś kiedyś kogoś bliskiego kto zmarł, kto był na bakier z praktykami religijnymi i nauką KK, a jednak KK zachęca do modlitwy w jego intencji bo nie wiadomo co dzieje się z duszą człowieka z chwilą smierci?
Napisałam do sióstr od s. Faustyny, że zmarła mi osoba która nie chodziła do kościoła inie przyjęła Jezusa przed śmiercią, tak mi odpowiedzieli, nie wiadomo co dzieje się z duszą człowieka z chwilą smiercii potrzeba powierzenia jej z ufnością Miłosierdziu Bożemu.
Przecież to samo można zastosować do dziecka nienarodzonego.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
bakteria
za stara na te numery



Dołączył: 13 Lis 2007
Posty: 10160
Przeczytał: 6 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Pon 9:55, 28 Mar 2011    Temat postu:

strzyga, ja nie mam pojęcia, że moje posty rozciągają forum! U mnie to wygląda normalnie, naprawdę. Są takie jak innych. Czy pozostałe osoby też widzą, że moje posty są rozciągnięte?? Jak tak, to pomyślę o przeglądarce (mam operę) albo będę wrzucać entery.

susa napisał:

A możesz odniesć się co napisałam do lęku człoweika co dzieje się z duszą człowieka po różnego rodzajach śmierci?
Czy miałaś kiedyś kogoś bliskiego kto zmarł, kto był na bakier z praktykami religijnymi i nauką KK, a jednak KK zachęca do modlitwy w jego intencji bo nie wiadomo co dzieje się z duszą człowieka z chwilą smierci?
Napisałam do sióstr od s. Faustyny, że zmarła mi osoba która nie chodziła do kościoła inie przyjęła Jezusa przed śmiercią, tak mi odpowiedzieli, nie wiadomo co dzieje się z duszą człowieka z chwilą smiercii potrzeba powierzenia jej z ufnością Miłosierdziu Bożemu.
Przecież to samo można zastosować do dziecka nienarodzonego.


No pewnie, że miałam takie osoby w rodzinie. No i co ja mogę Ci powiedzieć? Po prostu, że ufam, że Bóg to nie tylko sprawiedliwy sędzia, ale też miłosierny Ojciec. Ty byś chciała, żeby Ci udowodnić, że ta czy tamta dusza idzie do nieba? Skąd ja to mam wiedzieć? Nie wiem też, czy jest jedno niebo, ponoć mistycy (ale nie wiem, którzy) określali, że jest taki "stan" dla dzieci nieochrzczonych, które przebywają blisko Boga, ale nie tak jak zbawieni - jednak nie wiedzą, że jest jeszcze większe szczęście.
Przecież ja też boję się, bo nie wiem, co będzie w godzinie śmierci i potem. Chodzi mi jednak o to, że ci, którzy bronią życia poczętego, w żaden sposób moim zdaniem nie pokazują, że życia wiecznego nie ma. Nie mam pojęcia cały czas, skąd Ci takie wnioski przyszły do głowy.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ..................NPR - Naturalne Planowanie Rodziny................ Strona Główna -> Strefa gadania o wszystkim i niczym
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 6, 7, 8 ... 40, 41, 42  Następny
Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 6, 7, 8 ... 40, 41, 42  Następny
Strona 7 z 42

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001 - 2005 phpBB Group
Theme ACID v. 2.0.20 par HEDONISM
Regulamin