Forum ..................NPR - Naturalne Planowanie Rodziny................ Strona Główna ..................NPR - Naturalne Planowanie Rodziny................
...........czyli seks bez antykoncepcji. Pytania, wątpliwości, stosowanie..........
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Antykoncepcja dzieli Kościół - artykuł
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ..................NPR - Naturalne Planowanie Rodziny................ Strona Główna -> Inne problemy z npr
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
abeba
Gość






PostWysłany: Pią 11:56, 03 Paź 2008    Temat postu:

novva napisał:
niektórzy są w Kościele całe życie, blisko Boga, korzystają z Jego sakramentów i zupełnie tego nie doceniają, denerwując się na Niego, że przebacza grzesznikom i ich przyjmuje. A mogliby docenić to, że mają przy Bogu swoje miejsca - od zawsze, podczas gdy tamci są zagubieni i nigdzie nie przynależą.

zupełnie tego nie doceniają - to fakt. własnei miałam swój przykład w ciazy - nic powąznego nie nabroiłam, kilka mcy dostępu do sakramentów i - w ogóle mi to zwisało, żadnych wzniosłych emocji, poczucia bliskości.
Ale też novva odwołując się do tej analogii z pracą/bezrobociem. Chrześcijaństwo to nie tylko czucie sie Bozym dzieckiem ale i "jarzmo", konieczność czujności sumienia, obowiązek pracy nad sobą, rozwijania się (niedawno u nas w parafii miał gościnne kazanie ks profesor i głosił, ze obowiązkiem chrześcijanina jest powiększanie wiedzy teologicznej np. na studiach! wiec teraz mam wyrzuty sumienia że i na to nie znajduję czasu). Zatrudnienie to nie tylko pensyjka co miesiąc i wizytówka z ładną nazwą stanowiska, ale i wysiłek, wracanie wieczorami do domu, przepracowanie. W porównaniu z tym życie wielu bezrobotnych (no, póki mają zasiłek i dodatek na meiszkanie, itp. nie mowię o kimś kto zył normalnie, musi płacić cz\ynsz itp i nagle straci pracę) to sielanka...

Ja zdaję sobie sprawę, że tę przypowieść każdy z nas powinien rozumieć jako opowieść o tym że Bogu na nas zależy, że zawsze czeka, wybaczy i ucieszy sie gdy wrócimy. Że każdy z nas jest grzesznikiem, a wiec tym marnotrawnym synem i to z nim powinen się identyfikować, a uznawanie siebie za tego "wiernego syna" jest objawem pychy. A jednak ta druga postać bardzo mi psuje rozumienie... Darus, nie, nie pada słowo chwali. Jest to co sama przytoczyłaś - że Ojciec mu mówi, że przeciez zawsze jest przy nim. Co ojciec ma na myśli? czy chwali tego syna za wierność? czy uświadamia mu własnei z wyrzutem, że "ma tak dobrze a tego nie docenia"?
Tak samo ta z robotnikami. Można by ją intepretowac, że ci pierwsi wczesniej odnaleźli Boga. ale czy oni są naprawdę szczęśliwi będąc cały dzień (czyli zycie) blisko tego Boga? nie, oni harują w spiekocie dnia, podczas gdy nie harując odnieśliby ten sam efekt (nagrodę). Frajerzy, czyż nie?
Powrót do góry
novva
za stara na te numery



Dołączył: 16 Cze 2006
Posty: 4963
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Mała Wieś przy Drodze

PostWysłany: Pią 18:04, 03 Paź 2008    Temat postu:

abeba napisał:
Chrześcijaństwo to nie tylko czucie sie Bozym dzieckiem ale i "jarzmo", konieczność czujności sumienia, obowiązek pracy nad sobą, rozwijania się (niedawno u nas w parafii miał gościnne kazanie ks profesor i głosił, ze obowiązkiem chrześcijanina jest powiększanie wiedzy teologicznej np. na studiach! wiec teraz mam wyrzuty sumienia że i na to nie znajduję czasu). Zatrudnienie to nie tylko pensyjka co miesiąc i wizytówka z ładną nazwą stanowiska, ale i wysiłek, wracanie wieczorami do domu, przepracowanie. W porównaniu z tym życie wielu bezrobotnych (no, póki mają zasiłek i dodatek na meiszkanie, itp. nie mowię o kimś kto zył normalnie, musi płacić cz\ynsz itp i nagle straci pracę) to sielanka...

Pewnie, że tak jest. Grzech jest łatwiejszy i przyjemniejszy, inaczej by nas nie pociągał. Znacznie łatwiej iść na zasiłek i niech się inni martwią, przecież nie dadzą mi zginąć. Mruga Jezus jednak mówi, że to jarzmo jest słodkie, a brzemię lekkie. Chyba mówi tak dlatego, żeby pokazać, że dla człowieka, który kocha, żaden ciężar znoszony ze względu na innych nie jest zbyt ciężki. Myślę, że jeśli mi czasem ciąży praca nad sobą, to dlatego, że wychodzę z założenia, że to obowiązek. A gdybym rzeczywiście kochała Boga, ani modlitwa, ani post, ani zwykła codzienność, w której wciąż trzeba wybierać dobro, nie ciążyłyby mi. Darus ma rację: nie wolno dać się złudzić, że wiara polega na wypełnianiu obowiązków religijnych. Własnymi siłami nigdy świętości nie osiągniemy i niczym Panu Bogu nie zaimponujemy, nie mamy Mu nic całkowicie własnego do zaoferowania. Jeśli harujemy w pocie czoła tylko po to, żeby kiedyś powiedzieć Bogu: "Widzisz, jak się napracowałem - teraz mi się należy to i to", to nie ma najmniejszego sensu. Pewien mądry spowiednik jako pokutę dał mi kiedyś nie odmawianie długaśnych litanii, ale całowanie krzyża - z miłością. To mi uświadomiło, jak bardzo brakuje mi fundamentu: właśnie miłości i zaufania. Tyle, że takiej miłości na ziemi się pewno nie osiągnie. Dlatego właśnie tak wspaniałą prawdą o Bogu jest to, że jest miłosierny.

To ja Ci w ramach rozwijania teologicznego (którego, nb, wcale nie uważałabym za obowiązek każdego - naukowcy mają na tym punkcie skrzywienie chyba Mruga ) zacytuję z [link widoczny dla zalogowanych]:

Cytat:
Jezus nie twierdzi, że wszyscy grzesznicy zostaną zbawieni. Nie dowodzi też, jakoby żaden z przywódców religijnych nie miał szans na zbawienie. Mistrz z Nazaretu jedynie ocenia sytuację, w której liderzy religijni zadowolili się formalizmem rytuałów i przespali błogosławioną chwilę przemiany życia. Chybiając celu swego powołania.

Tymczasem za Janem Chrzcicielem i Jezusem ciągnęły tłumy, dla których Bóg i osobista świętość życia nie miały do tej pory żadnego znaczenia. Ale odkrywszy je, nie wygłaszali wielkich i – dodajmy – często pustych mów, tylko weszli na drogę sprawiedliwości. Stąd Jezus jak Eliasz konstatuje, że późne nawrócenie jest lepsze od samousprawiedliwienia. Niepokój i niezadowolenie z życia duchowego mogą stać się zbawczymi, podczas gdy słodki sen o własnej sprawiedliwości przed Bogiem będzie jedynie znakiem przewrotności.

(...)

I tu leży sedno sprawy. Autentyczny uczeń Jezusa nie może spocząć na laurach. W tym punkcie zaczyna się jego przegrana. Lecz jeśli jest z siebie niezadowolony, będzie też gotów stanąć w jednym szeregu z celnikami i grzesznikami. To nie jest takie złe miejsce. Ostatecznie sam Pan Jezus pośród nich zasiadał, aby ich pociągnąć ku Bogu.


Bardzo mi się spodobała konkluzja tej medytacji, bo ja po części, wyznam ze wstydem, widzę w sobie zachowania tego starszego syna. Widzę, że często wątpię w miłość Boga.

Abebo, ten niepokój i ciągłe niezadowolenie z siebie mogą być twórczymi uczuciami.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
abeba
Gość






PostWysłany: Pią 18:29, 03 Paź 2008    Temat postu:

wstydziłam przyznac: mialam jeszcze jeden moment w zyciu, gdy poczulam bliskosc i opiekę Boga. zachowalam sie wtedy głupio i dziwkowato,moglo sie skonczyc ciążą, HIVem i Bóg wie czym jeszcze.
jak mi było ciezko z NPR na poczatku malzeństwa to tez jako wielkiej grzesznicy mi zalezało na Bogu, umawialam sie na powazne rozmowy z dyuszpasterzem akademickim, przeżywalam spowiedz itp
czy w zwiazku z tym mam doprowadzac do takich złych sytuacji by poczuc ze Bóg mnie kocha? bo niestety im lepiej zyje, im bardziej dziala mocne postanowienie poprawy, tym bardziej mam poczucie ze On mnie zlewa:(
Powrót do góry
novva
za stara na te numery



Dołączył: 16 Cze 2006
Posty: 4963
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Mała Wieś przy Drodze

PostWysłany: Pią 18:37, 03 Paź 2008    Temat postu:

abeba napisał:
czy w zwiazku z tym mam doprowadzac do takich złych sytuacji by poczuc ze Bóg mnie kocha? bo niestety im lepiej zyje, im bardziej dziala mocne postanowienie poprawy, tym bardziej mam poczucie ze On mnie zlewa:(

Bo kiedy lepiej żyjesz, kiedy radzisz sobie sama, to może nie czujesz tego, że tak bardzo Go potrzebujesz? A kiedy grzeszysz - paradoksalnie - chcąc się z tego wyrwać, zbliżasz się do Niego. Niektórzy się śmieją z powiedzenia "Jak trwoga, to do Boga" (że niby mówi o niedojrzałej wierze), ale mnie się ono wydaje bardzo słuszne i prawdziwe. W takich chwilach rzeczywiście widzimy, że sami nie damy rady i że Go potrzebujemy. I one są potrzebne - bo inaczej właśnie utknęlibyśmy w pułapce samousprawiedliwienia i w złudzeniu własnej świętości.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
darus
nauczyciel NPR



Dołączył: 27 Wrz 2007
Posty: 552
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: slask

PostWysłany: Sob 10:31, 04 Paź 2008    Temat postu:

cyt. abeba : "czy w zwiazku z tym mam doprowadzac do takich złych sytuacji by poczuc ze Bóg mnie kocha? bo niestety im lepiej zyje, im bardziej dziala mocne postanowienie poprawy, tym bardziej mam poczucie ze On mnie zlewa:(

o nie! nie!!! trzeba postępować dobrze, czuć się szczęśliwym w swej codzienności i zauważać w niej Bożą działalność... i nie podejrzewać, że jak robię cokolwiek, z czym czuję się dobrze, to na pewno Bóg mnie ukarze!!!

Nawet Bóg odpoczął podczas Swej pracy tworzenia świata! I nam tym samym dał prawo do odpoczynku .

A po co harować tu na ziemi? Po co tutaj oddawać się pod jarzmo Jezusa? Bo Bóg powiedział, że będzie nam błogosławić... a dlaczego nie chcieć odczuwać tego błogosławieństwa już teraz? dlaczego mamy żyć złudzeniem, że kiedyś tam, w życiu wiecznym, będzie nam dopiero dobrze?

ja zgodzę się z tym, że chrześcijanie powinni rozwijać swoje pojęcie o Bogu, Jego miłości, sprawiedliwości... każdy chrześcijanin powinien być apostołem, starać się być blisko Boga, starać się poznawać Go coraz bardziej... a niestety do tego nie wystarczy sama obecność na mszy raz w tygodniu czy nawet przyjmowanie sakramentu...( Ale studia teologiczne to już chyba przesada... nie każdy jest do tego powołany Mruga )


Ostatnio zmieniony przez darus dnia Sob 10:33, 04 Paź 2008, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
novva
za stara na te numery



Dołączył: 16 Cze 2006
Posty: 4963
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Mała Wieś przy Drodze

PostWysłany: Pon 8:32, 06 Paź 2008    Temat postu:

Wreszcie przeczytałam ten wywiad, bardzo ciekawy.

Mam dwa komentarze.

1)
ks. Jacek Prusak napisał:
Najnowsze badania przeprowadzone przez Instytut Humboldta w Wielkiej Brytanii wśród katolików aktywnie biorących udział w życiu religijnym pokazują, że od 40 lat nic się nie zmieniło. Te osoby uważają małżeństwo i rodzinę za dużą i pożądaną wartość, ale nie akceptują w pełni nauczania na temat antykoncepcji. Tak jest w Europie i Ameryce.

Moim zdaniem to kiepski argument. Od zawsze wiadomo, że między wartościami deklarowanymi a praktykowanymi może być rozziew. Można deklarować, że rodzina jest wartością i wcale nie chcieć jej mieć.

2)
ks. Jacek Prusak napisał:
Nie można zakładać, jak robią to niektórzy katolicy, że brak im heroizmu, bo rozwiązaniem ich problemów jest wstrzemięźliwość seksualna. Heroizm jest odpowiedzialnością za siebie nawzajem i dzieci. Nie musi mieć jedynie charakteru ascetycznego. Miłość małżonków jest najlepszą szkołą heroizmu i odpowiedzialności, a nie ich postawa wobec antykoncepcji.

W zeszłym miesiącu o tej sprawie pisała Małgorzata Wałejko w miesięczniku "w drodze" ([link widoczny dla zalogowanych]). Wnioski końcowe były jednak diametralnie różne:

M. Wałejko napisał:
U końca rozważania sytuacji moralnej małżonków postawionych w obliczu iście karkołomnej próby – wstrzemięźliwości długotrwałej lub wręcz trwałej, spowodowanej z jednej strony brakiem możliwości stosowania NPR w niektórych sytuacjach, a z drugiej poważnymi przeciwwskazaniami do ciąży, utwierdzam się w przekonaniu, iż zdarzają się niesłychane sytuacje w naszym życiu, kiedy to musimy wybierać pomiędzy heroizmem moralnym a moralnym złem. Nie ma trzeciej opcji. Osoby, które stają wobec takiego wyboru, są niewątpliwie przez Boga powołane do wypełnienia misji świadczenia swoim ciałem i trudem o bezkompromisowym pierwszeństwie Bożych przykazań w ich życiu, nawet przed ich małżeńską miłością i seksem; o przenajświętszych źródłach życia przynależnych tylko Bogu, któremu spodobało się złożyć je w miłosnym zjednoczeniu małżonków.

Pytałam w tytule, czy Bóg prosi o heroizm. Dodajmy – czy Bóg prosi o heroizm wszystkich, również zwyczajnych, najzwyczajniejszych chrześcijan? Właśnie tak wyraźne przykłady wezwania małżonków do heroizmu jak przykład tu opisywany dowodzą , że nie ma „zwyczajnych” chrześcijan, takich, którzy sobie będą żyli pod kreską statystycznej średniej, „a niech tam, jakaś mokra sień nieba może jakoś i tak się trafi”. Wszyscy tak samo jesteśmy powołani do zjednoczenia z Bogiem: wierności prawdzie, dobru – do świętości, a jest ona na wyciągnięcie ręki. Proste zaufanie Jego czułej miłości sprawi, że On sam uczyni z nas duchowych herosów. Zdolnych nawet do męczeństwa, współcześnie rozgrywającego się już nie na arenie, lecz niekiedy w małżeńskiej sypialni.


Jeśli będziecie mieli czas na przeczytanie całości tego artykułu, to jestem bardzo ciekawa Waszych wrażeń! Mnie się w nim szczególnie podobała część o "sztuce umiejętnego zrażania, czyli o mitomanii nauczycieli moralności" Wnioski końcowe - o wezwaniu do heroizmu - jeszcze przetrawiam i nie jestem gotowa napisać więcej. Tym bardziej liczę na jakiś odzew z Waszej strony.

Dodam jeszcze, że do tekstu M. Wałejko odniósł się [link widoczny dla zalogowanych], który zastanawia się nad sprawą ogólniejszą:

A. Sporniak napisał:
Czy możemy patrzeć i pisać z Boskiej perspektywy? To istotne pytania, gdyż wielokrotnie spotykam się z taką postawą - nie tylko w ostatnim numerze "W drodze". To wręcz charakterystyczne, że np. autorzy wielu katolickich poradników małżeńskich najpierw kreślą precyzyjny "Boży plan dla naszego życia". Oczywiście z tego planu wynika potem wiele szczegółowych zakazów i nakazów, z którymi trudno polemizować, skoro to "Boża wola". Zawsze mnie zastanawiało, skąd owi autorzy biorą tak dużą łatwość i pewność w określaniu tego, czego Bóg od nas oczekuje.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
abeba
Gość






PostWysłany: Pon 12:44, 06 Paź 2008    Temat postu:

pobierznie, z pralką w tle.... artykuł nieco trudniejszym językiem i z większą dozą empatii na poziomie deklaracji, ale sens ma jak Wołoszczakowie lub Pulikowski Smutny z lekką domieszką Knotzowizny:

Cytat:
Owszem, akty zjednoczenia są szczególnymi elementami sakramentu małżeństwa, w których działa Bóg. Jednak sakrament małżeństwa to nie tylko seks, ale i całe spektrum wzajemnych odniesień, dialogu, gestów, słów, wyrzeczeń czy modlitwy.

czyli czułe gesty i modlitwa zamiast seksu!

Cytat:
[seks ma 3 wymiary] Ten najbardziej naoczny: przyjemność; ten duchowopsychiczny: zjednoczenie męża i żony, i wreszcie nadprzyrodzony: obecność Boga, który swoją Boską, płodną miłością umacnia i zasila ich wzajemną miłość. Ten trzeci czyni seks wydarzeniem prawdziwie sakralnym i od wewnątrz „niedotykalnym”. I ten trzeci dar nie pozwala na reaktywację seksu wedle własnego widzimisię, to jest z antykoncepcją,

Mocne, to też dowód na to co Sporniak zauważył: ta pani wie gdzie jest, a gdzie nie ma Boga!!! No a co z doświadczeniem wielu par narzekających na seks w okresie po owu, w którym fizycznemu zjednoczeniu nierzadko nie towarzyszy przyjemność a w konsekwensji powstają konflikty, żale stawiające pod znakiem zapytania zjednoczenie psychiczne. Pozostaje wtedy zapytać - czy w takich aktach jest Bóg tylko dlatego że odbyły sie zgodnie z NPR?
Dalej, absurdalny argument, by małżonkowie w czasie abstynencji wsparli się dobrym przykładem celibatariuszy:
Cytat:
Myślę, że pomocą dla małżonków, którzy stają w obliczu decyzji o dłuższej wstrzemięźliwości, mogą być celibatariusze, którzy dzięki łasce potrafią żyć bez seksu, co wcale nie oznacza, że są niepłodni w sensie duchowym.

argument obalany milion razy banalną prawdą: celibatariusz nie kładzie sie co noc do łózka obok swej ukochanej zony.


Cytat:
Jeżeli decydujemy się na wstrzemięźliwość, musimy wyznaczyć pewne bardzo praktyczne granice, które nam pomogą w niej wytrwać, nawet oddzielne łóżka. Nie chodzi także o to, by odtąd przestać się dotykać, jednak małżonkowie wiedzą dobrze, że czym innym jest czułe przytulenie w obecności dzieci, w ciągu dnia, a czym innym spotkanie w łożu spowitym ciemnością i romantycznym światłem księżyca.

hilfe... Sad a co jesli on ją, niczem wilkołak, dopadnie niewinnę pode drzwiemi gotowalni;))))
Wtedy - doza tolerancji dla słabości tych którzy wyjątkowo ulegną popędowi:
Cytat:
Warto nadmienić, że w sytuacji czasowej lub trwałej wstrzemięźliwości, jeśli oboje powzięli mocne postanowienie trwania w niej, a zdarzy się im „nagły wypadek” (np. niedopełniony akt), wynikający z obudzonego nagle naporu popędu i pragnienia, wina ma status jedynie grzechu lekkiego. Okoliczności są w sytuacji tych małżonków tak trudne, że z racji silnego ograniczenia woli przy nagłej, niezamierzonej słabości, nie ma mowy o winie ciężkiej.


i na koniec jako że autorka jest pedagogiem wyniosłam z lektury i takie pouczenie moralne:
Cytat:
Nie jest jednak właściwe i uczciwe na przykład gromadzenie prezerwatyw w szufladce w sypialni, na wypadek, gdyby chwila słabości nadeszła… Takie postępowanie ma bowiem cechy planowania grzechu czy dopuszczania go. Wtedy jego lekki status nie byłby już możliwy

ups, to właściwie mam za sobą kilka świętokradczych spowiedzi, bo sek w tym że prezerwatywy pakowane są min. po 3, a nigdy aż tak wyuzdani nie jesteśmy by zużyć je za jednym razem, tylko, skąpcy, zostawiamy na kolejną chwilę słabości (która statystycznei nachodzi nas co 3 mce), coby mąz nie pędził po nocy na stację benzynową czego smutne skutki mozna zobaczyć w jednej z polskich komedii, "Poranku kojota" zdaje się.
Powrót do góry
Bystra
za stara na te numery



Dołączył: 03 Cze 2007
Posty: 1339
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 1/3
Skąd: Warszawa
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 13:20, 06 Paź 2008    Temat postu:

Spodziewałam się czegoś innego.

Pani ma metodę o.Knotza - pokazać, jakie to piękne, cudowne, wartościowe, zbiżające do Boga..., że są różne trudne sytuacje i Kościół zdaje sobie z tego sprawę i takim parom współczuje, a potem powiedzieć, że w dzisiejszych czasach trzeba to sobie limitować... i nie ma żadnej ogólnej dyspensy nawet na choroby czy emigrację (spotykają się niekoniecznie wtedy, kiedy można).

Mnie tam ten narzucony NPR rozwalił relację z Bogiem...

Na marginesie byliśmy wczoraj w św. Annie na Mszy z kazaniem Palukiewicza i musiał wrzucić, że antykoncepcja jest BE! Ciekawe czy skłoniły go do tego ostatnie artykuły o HV i jej przswojeniu przez wiernych? Poza tym dostał plusa za to, że był przygotowany, wiedział o czym mówi i kazanie było spójne i do rzeczy.


Ostatnio zmieniony przez Bystra dnia Pon 13:21, 06 Paź 2008, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
novva
za stara na te numery



Dołączył: 16 Cze 2006
Posty: 4963
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Mała Wieś przy Drodze

PostWysłany: Pon 13:20, 06 Paź 2008    Temat postu:

O genezie tego artykułu: [link widoczny dla zalogowanych]

o.Paweł Kozacki napisał:
Nieraz słuchałem o dramatach, których stawką było ludzkie życie. Towarzyszyłem, np. małżeństwu, które z przekonaniem stosowało metody naturalne w sytuacji, gdy zajście w ciążę było dla kobiety niewskazane. Potem długie miesiące cierpieli, patrząc na walkę o życie swojego dziecka, które urodziło się kilka miesięcy przed terminem. Zżymałem się wtedy na twardych zwolenników NPR, którzy stwierdzali, że wina leży po stronie rodziców, bo stosowane prawidłowo metody naturalne na pewno nie doprowadziłyby do poczęcia nowego życia. Odsyłali też do jakiejś mitycznej poradni rodzinnej czy specjalistów, którzy potrafią wyjaśnić, jak prawidłowo stosować te metody.

Jadąc w kwietniu z Małgorzatą Wałejko – specjalistką od NPR – do Krakowa na Tydzień Społeczny organizowany przed „Beczkę”, pytałem, czy małżonkowie, którzy w opisanej wyżej sytuacji chcą pozostać wierni nauczaniu Kościoła, muszą wybierać między wielomiesięczną, czasem kilkuletnią wstrzemięźliwością a antykoncepcją, i czy metody naturalne wymagają heroizmu. Rozmawialiśmy również o tym, że teksty dotyczące teologii ciała nie mają czasem szans trafić do zainteresowanych, bo są pisane językiem niekomunikatywnym, najeżonym terminologią filozoficzną czy teologiczną, która zniechęca do lektury. Małgorzata podzieliła się marzeniem napisania książki, która wyjaśniałaby w sposób jasny i prosty zawiłe meandry etyczne dotyczące ludzkiej płciowości. Zaproponowałem jej wtedy napisanie artykułu, który ostatecznie – obok innych tekstów – znalazł się we wrześniowym miesięczniku.


Mam wrażenie, że ten artykuł jest dwupoziomowy - rzeczywiście autorce udało się pokazać, że nauczyciele npr w większości kierują się mitami i zrażają (nb. kiedy to czytałam, miałam wrażenie, że wreszcie ktoś publicznie powiedział o tym, co tak bardzo przeszkadza mi na forum LMM - mity i zrzucanie winy na stosujących metodę). Tyle że potem już nic nowego się nie pojawia... Można to streścić w sumie dość szybko: wstrzemięźliwość jest krzyżem - życie chrześcijańskie zawsze jest naznaczone krzyżem - i trzeba to znosić (niekiedy heroicznie) w imię miłości, bo małżeństwo to nie tylko seks. Wszystko prawda, tylko konia z rzędem temu, kto powie JAK to znieść!

Najdłużej zastanawiałam się nad tezą o seksie jako dobru nienależnym. Jeśli już wchodzimy w Bożą perspektywę, to czy rzeczywiście w Bożych planach jest to, aby seks w małżeństwie był nienależny? Czy czasem nie jest on nieodłączny od istoty małżeństwa, skoro niezdolność do współżycia prowadzi do niemożności zawarcia sakramentu?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
juka
za stara na te numery



Dołączył: 16 Cze 2006
Posty: 4586
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Pon 13:29, 06 Paź 2008    Temat postu:

novva napisał:
Czy czasem nie jest on nieodłączny od istoty małżeństwa, skoro niezdolność do współżycia prowadzi do niemożności zawarcia sakramentu?

z drugiej strony, jeśli ktoś tę możliwość utraci w małżeństwie nie powoduje to jego rozwiązania. a nawet sami małżonkowie mogą tak zdecydować i też "jakościowo" sakrament na tym nie traci.
ja trochę mam takie - może nie przekonanie - ale przeczucie moralne w sprawie tego heroizmu (w znaczeniu znacznie szerszym niż małżeństwo). coś mi się takiego w sumieniu tłucze, że brama jest wąska i że to ci letni stracą najwięcej - choć wcale to mi się nie podoba, najbardziej jestem skłonna do działań typu Panu Bogu świeczka i diabłu ogarek .
Powrót do góry
Zobacz profil autora
abeba
Gość






PostWysłany: Pon 13:37, 06 Paź 2008    Temat postu:

ehhh, zresztą to kolejny artykuł o sytuacjach naprawdę szczególnych -gł. zagrozenei zycia i zdorwia kobiety i ew. poczętego dziecka. Niech no nawet KK w takich sytuacjach zezwoli na zabiezpieczanie, nawet na sterylizację. Niech nawet zezwoli na gumki dla nosicieli HIV. To nie zmienai sytuacji większości z nas (i cale szczęście, że nas takie syt. szczególne nie dotyczą), których wybór nie wygląda "seks czy krzyż", ale "seks czy film", co by póżniej pójśc do łózka, to może nas nei skusi...
Powrót do góry
novva
za stara na te numery



Dołączył: 16 Cze 2006
Posty: 4963
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Mała Wieś przy Drodze

PostWysłany: Pon 14:44, 06 Paź 2008    Temat postu:

abeba napisał:
ehhh, zresztą to kolejny artykuł o sytuacjach naprawdę szczególnych -gł. zagrozenei zycia i zdorwia kobiety i ew. poczętego dziecka. Niech no nawet KK w takich sytuacjach zezwoli na zabiezpieczanie, nawet na sterylizację. Niech nawet zezwoli na gumki dla nosicieli HIV. To nie zmienai sytuacji większości z nas (i cale szczęście, że nas takie syt. szczególne nie dotyczą), których wybór nie wygląda "seks czy krzyż", ale "seks czy film", co by póżniej pójśc do łózka, to może nas nei skusi...

Właśnie nie wiem, czy można powiedzieć, że większości z nas to nie dotyczy. Właśnie o tym jest końcówka artykułu:
Cytat:
Pytałam w tytule, czy Bóg prosi o heroizm. Dodajmy – czy Bóg prosi o heroizm wszystkich, również zwyczajnych, najzwyczajniejszych chrześcijan? Właśnie tak wyraźne przykłady wezwania małżonków do heroizmu jak przykład tu opisywany dowodzą , że nie ma „zwyczajnych” chrześcijan, takich, którzy sobie będą żyli pod kreską statystycznej średniej, „a niech tam, jakaś mokra sień nieba może jakoś i tak się trafi”. Wszyscy tak samo jesteśmy powołani do zjednoczenia z Bogiem: wierności prawdzie, dobru – do świętości, a jest ona na wyciągnięcie ręki. Proste zaufanie Jego czułej miłości sprawi, że On sam uczyni z nas duchowych herosów. Zdolnych nawet do męczeństwa, współcześnie rozgrywającego się już nie na arenie, lecz niekiedy w małżeńskiej sypialni.

Dla mnie, po zastanowieniu, to chyba jednak jest bardziej sprawa zaufania Kościołowi, że w sprawie antykoncepcji się nie myli niż zaufania bezpośrednio Bogu. Bo nie wiem i nie rozumiem, po co przenosić współcześnie arenę męczeństwa do sypialni. Nie wiem, do czego akurat to męczeństwo mogłoby Panu Bogu szczególnie posłużyć.

juka napisał:
jeśli ktoś tę możliwość utraci w małżeństwie nie powoduje to jego rozwiązania. a nawet sami małżonkowie mogą tak zdecydować i też "jakościowo" sakrament na tym nie traci.

Jasne, że nie powoduje rozwiązania. Ale czy sakrament nie traci, to już nie jestem tak bardzo pewna. Może dlatego, że silnie uderzyła mnie książka Nosowskiego o małżeństwie i to zdziwienie, że w praktyce życia Kościoła nie ma "normalnych" świętych małżeństw - czyli takich, w których realizują się wszystkie formy wspólnego życia, także seks. Jakby jednak podskórnie siedziało w nas przekonanie, że droga do świętości przez sypialnię wieść nie może Mruga No chyba, że jest to sypialnia duchowych herosów


Ostatnio zmieniony przez novva dnia Pon 14:48, 06 Paź 2008, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
abeba
Gość






PostWysłany: Pon 15:21, 06 Paź 2008    Temat postu:

no tak, wg Wałejko nie ma podziału. Chodziło mi o to że gdyby komuś miała być obnizona poprzeczka wymagań to tylko tym którzy z jakiegoś innego powodu mają b. trudną sytuację. Jednak jesli Wałejko apeluje o wstrzemięźliwość gdy stawką jest życie (i nazywa to heeroizmem) to w wypadku, gdy stawka jest mniejsza, to juz nawet nie jest heroizm, to jest - co? psi obowiązek, ehh. tak to rozumiem.

Cytat:
Ale czy sakrament nie traci, to już nie jestem tak bardzo pewna.

no właśnie, mi się Quatrocchi wydają jacyś podejrzani Cool ... pozostaje czekać aż umrze pan Beretta Mola, może go wyświęcą to byłaby pierwsza para z krwi i kości.
Powrót do góry
juka
za stara na te numery



Dołączył: 16 Cze 2006
Posty: 4586
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Pon 15:59, 06 Paź 2008    Temat postu:

novva napisał:

Jasne, że nie powoduje rozwiązania. Ale czy sakrament nie traci, to już nie jestem tak bardzo pewna.

mnie się wydaje, ze sakrament to jest jakość nadrzędna, dlatego sie nie "pomniejsza" ze się tak kolokwialnie wyrażę. co do skutków w sferze psychicznej i fizycznej więzi to nie wiem, na pewno byłyby negatywne gdyby jedno z małzonków nie wyrażalo na to zgody/nie akceptowało sytuacji.
nie tak dawno dowiedziałam się że mam w rodzinie taki przypadek - ludzie zaprzestali współżycia z powodu choroby po urodzeniu 2 dzieci, nie wiem co im w duszy grało, ale 60 następnych lat przeżyli naprawdę w wielkiej miłości i bliskości, aż do śmierci. a ja się o tym na pogrzebie dowiedziałam Sad

wydaje mi się że wyrzeczenia w tej sferze tak jak w każdej innej mogą przynieść dobre owoce duchowe, ale to muszą być naprawdę dojrzałe decyzje obojga, albo dojrzale zaakceptowana sytuacja. z czasem dochodzę do wniosku, zwłaszcza jak mi sie mnożą różne życiowe trudności albo jak mam dużo do czynienia z cierpieniem, że naprawdę to nie jest tak, że cokolwiek mi się "należy". dostałam życie z miłości, dostałam mnóstwo dóbr z których nawet nie zdaję sobie sprawy bo są takie "normalne", dostałam i całkiem nieźle układającą się tę sferę życia - dzieki i za to, cokolwiek później miałoby się nam jeszcze zdarzyć.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
darus
nauczyciel NPR



Dołączył: 27 Wrz 2007
Posty: 552
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: slask

PostWysłany: Pon 16:18, 06 Paź 2008    Temat postu:

cyt. juka : " nie tak dawno dowiedziałam się że mam w rodzinie taki przypadek - ludzie zaprzestali współżycia z powodu choroby po urodzeniu 2 dzieci, nie wiem co im w duszy grało, ale 60 następnych lat przeżyli naprawdę w wielkiej miłości i bliskości, aż do śmierci. a ja się o tym na pogrzebie dowiedziałam "

nie zawsze tak jest... u mnie w rodzinie kobieta w wieku 30 lat odstawiła męża, bo mieli już 5 dzieci. To była dla nich jedyna droga, bo nie chcieli mieć więcej dzieci. Bardzo religijni ludzie. Oczywiście mąż zgodził się na ten "pomysł", bo kościół na to przyzwala, a kościół to świętość. Dziś kobieta jest nauczycielką npr i prowadzi nauki przedmałżeńskie. Mąż, dziś 80letni, nieraz jest rozgoryczony. Prawie całe życie spędzili w oskarżeniach, kłótniach ... szkoda gadać.
Dla mnie najsmutniejsze jest to, że ich córka wybrała taką samą drogę! Nie widzi innego sposobu na uniknięcie ciąży. Od co najmniej 15 lat nie współżyła z mężem. mają koło 50. Wmówiła mu, że to jedyny sposób. Bo kościół to głosi.
Przykro patrzeć, co taka wstrzemięźliwość popierana przez kościół może robić!!!
ciekawe, czy ci ludzie mogą uważać się za herosów? Wszak robią to co kościół nakazuje... Smutny

ale to tak na marginesie... nie miałam jeszcze jak przeczytać artykułu Smutny
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ..................NPR - Naturalne Planowanie Rodziny................ Strona Główna -> Inne problemy z npr
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4  Następny
Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4  Następny
Strona 3 z 4

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001 - 2005 phpBB Group
Theme ACID v. 2.0.20 par HEDONISM
Regulamin