Forum ..................NPR - Naturalne Planowanie Rodziny................ Strona Główna ..................NPR - Naturalne Planowanie Rodziny................
...........czyli seks bez antykoncepcji. Pytania, wątpliwości, stosowanie..........
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Porody
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 210, 211, 212
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ..................NPR - Naturalne Planowanie Rodziny................ Strona Główna -> Ciąża
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
gyal
mistrz NPR-u



Dołączył: 11 Mar 2015
Posty: 706
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 11:25, 02 Sie 2018    Temat postu:

Szwy zdjęte, czas się ogarnąć i napisać parę słów Mruga

Miała być historia szczęśliwego VBAC, ale niestety nie udało się. W czwartek byłam u gina na wizycie i usłyszałam, że jeszcze nie rodzę. Ale wieczorem poczułam, że brzuch zszedł niżej i zaczęły dziwnie boleć mnie żyły w górnej części ud. Rano obudziły mnie regularne skurcze, które po dwóch godzinach znikły. To i tak był sukces, bo za pierwszym razem skurcze poczułam dopiero na oxy w szpitalu. Tu działo się coś samo i mega mnie to fascynowało Męża wysłałam do pracy, a do domu ściągnęlam mamę. Przez cały dzień coś tam mnie pobolewało, z ponownymi skurczami usypialam w południe synka, potem jeszcze zrobiłam pranie i miałam namiastkę domowego porodu - wiecie, coś się zaczyna dziać, ale reszta domu po prostu żyje swoim rytmem i to było cudowne doświadczenie. Wieczorem znowu nieregularnych bóle, położyłam się spać, ale nie na długo, bo gdzieś od 23 zaczęły się regularne skurcze. Nie zwalały z nóg, więc miałam cały czas rozkmine, czy już czas jechać do szpitala. Wreszcie odszedł czop, więc dostałam nowej energii, że coś jest na rzeczy. Koło 2 skurcze były co 6 minut i trwały prawie minutę, więc obudziłam Męża i pojechaliśmy do szpitala. Pod szpitalem znowu zwątpiłam, po czym chwycił mnie taki skurcz, że nie miałam wątpliwości - rodzę! Na izbie przyjęć okazało się że mam już rozwarcie 6cm (prawie wyściskalam lekarza z radości ), a córa ma niecałe 4kg, więc rodzę naturalnie dalej. Na sali porodowej trochę się skiepścilo, bo trzymali mnie prawie cały czas pod ktg. Teraz żałuję, że tak się zgodziłam na to leżenie. Pełne rozwarcie miałam około 9 i potem zaczęły się schody, bo wody jeszcze nie odeszły, a nie zgodziłam się na przebicie pęcherza ze strachu jak to się dalej potoczy. No i to mnie wymęczyło strasznie - napieranie głowy i czekanie na parte. Jęczalam strasznie, ale to było jedyne, co mogłam wtedy zrobić. Pomagał mi jeszcze gaz do pewnego momentu (warto próbować różnych rzeczy, bo każdy poród jest inny - przy pierwszym gaz mnie zemdlil). Odpuścili na trochę ktg i mogłam iść pod prysznic. Wody wreszcie odeszły i zaczęły się prawdziwe parte. Co to jest za moc! To uczucie schodzącego dziecka i rozpierania całej miednicy jest tak kosmiczne! Dostałam wtedy nowych sił, ale tylko na chwilę, bo parcie było strasznie meczace. Darłam się jak na filmach, ale pomagało Mruga Efekty niestety były mizerne, bo mała nie schodziła w dół. Siedziałam na piłce, na krześle, potem na łóżku trzymając się za nogi, ale ta faza nam nie szła. Siadła mi psychika, bo w głowie miałam historie o trzech skurczach i szczęśliwym finale, a u mnie nic. Słyszałam tylko, że idzie powoli. Potem już zwątpiłam totalnie, byłam wykończona i chciałam, żeby to się skończyło. Poza tym bałam się że córka zejdzie w końcu niżej, ale sie zatrzyma i nie będzie już można zrobić cesarki i zakończy się kleszczami albo innym przerażającym sprzętem. Przestałam przeć (no właśnie, skoro udało mi się nie przec, to nie były aż tak powalające te skurcze, no nie?) I błagałam o cesarke. Lekarz wreszcie przyszedł z obchodu i stwierdził, że po dwóch godzinach parcia postęp jest słaby i zabierają mnie na salę. Wreszcie wyczekane znieczulenie, a po paru minutach wyczekany krzyk i córka była już na świecie. Ważyła 3600. Zabrano ja do taty, a ja jeszcze godzinę leżałam na stole, bo walczono ze zrostami po pierwszej CC.
Okolo 13 wreszcie się spotkaliśmy razem na sali. Uwielbiam ten moment, kiedy spotykamy sie z Mężem po porodzie <3
Mała pięknie ssała od samego początku, laktacja teraz unormowała się o wiele szybciej, a nawał pokarmu był lajtowy. Nie wiem, czy to kwestia, że drugi raz karmię, czy krótkiego odstępu pomiędzy karmieniami dzieci, ale kp jest fantastyczne. Po dwóch dniach wypisano nas do domu i córeczka poznała swojego brata, który ciągle ja całuje i głaszcze i jest w niej zakochany po uszy. Synek świetnie zniósł moją nieobecność, bez problemu zasypiał beze mnie i w ogóle był bardzo dzielny. Ja szybko stanęłam na nogi i zregenerowalam się. W domu mała ciagle śpi i je,.ale nie wisi godzinami jak starszak, więc radzimy sobie w nowej sytuacji całkiem nieźle Wesoly
Miałam trochę żal o to leżenie w czasie ktg, może o małe wsparcie ze strony położnej, bo wierzyłam cały czas w VBAC. Ale może po prostu nie jest mi dane urodzić siłami natury i muszę sie z tym pogodzić. Cieszę się że już wszystko za nami i jesteśmy w komplecie w domu Wesoly Wesoly Wesoly
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Justek
za stara na te numery



Dołączył: 08 Lut 2010
Posty: 9521
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 11:51, 02 Sie 2018    Temat postu:

Tak szczerze, czy to ważne jaką drogą? najważniejsze że szczęśliwie Wesoly cudownie że kp bezproblemowe i to jest chyba ważniejsze niż to którędy dziecię przyszło na świat Mruga zdrówka dla Was :*
Powrót do góry
Zobacz profil autora
gyal
mistrz NPR-u



Dołączył: 11 Mar 2015
Posty: 706
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 14:31, 02 Sie 2018    Temat postu:

Wiem, cieszę się, że wszystko z nami dobrze Wesoly to że druga cesarka to martwi mnie w kontekście kolejnego dziecka, ale nawet tu na forum są dziewczyny po trzech CC i da się, więc tego się trzymam.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Cera
za stara na te numery



Dołączył: 17 Lip 2009
Posty: 8021
Przeczytał: 10 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 21:31, 02 Sie 2018    Temat postu:

Gratuluję!
Fantastyczny opis porodu!

ps. co to vbac bo pierwsze słyszę...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
gyal
mistrz NPR-u



Dołączył: 11 Mar 2015
Posty: 706
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 21:44, 02 Sie 2018    Temat postu:

VBAC - poród siłami natury po cesarce (vaginal birth after cesarean)

Dzięki Wesoly zaraz dwa tygodnie miną, ale to leci!
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Cera
za stara na te numery



Dołączył: 17 Lip 2009
Posty: 8021
Przeczytał: 10 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 21:55, 02 Sie 2018    Temat postu:

Aa rozumiem.

Oj leci leci i to szybko. Ja po dzieciach widzę, jak czas biegnie. Ledwo się rodzi a tu siup i nastolatek!
Powrót do góry
Zobacz profil autora
krówka
za stara na te numery



Dołączył: 18 Maj 2015
Posty: 5594
Przeczytał: 1 temat

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 7:36, 03 Sie 2018    Temat postu:

co za emocje. ciezki poród ale cc czasem lepsze niz kleszcze.
zdrowia i mleczka. powodzenia
Powrót do góry
Zobacz profil autora
hermiona
za stara na te numery



Dołączył: 15 Mar 2008
Posty: 4089
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Sob 19:17, 04 Sie 2018    Temat postu:

gyal napisał:
Wiem, cieszę się, że wszystko z nami dobrze Wesoly to że druga cesarka to martwi mnie w kontekście kolejnego dziecka, ale nawet tu na forum są dziewczyny po trzech CC i da się, więc tego się trzymam.


mam szwagierkę po 4 cc tak więc uszy do góry Mruga
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Mirabelka
nauczyciel NPR



Dołączył: 13 Paź 2015
Posty: 567
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 6:23, 06 Sie 2018    Temat postu:

Brawo! Byłaś taka dzielna! Wesoly
Powrót do góry
Zobacz profil autora
gyal
mistrz NPR-u



Dołączył: 11 Mar 2015
Posty: 706
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 11:24, 06 Sie 2018    Temat postu:

dzięki Wesoly lekko nie było. Miałam potem myśleniówę, że poród to nieludzka rzecz, ale dla równowagi trafiłam na salę z dziewczynami, które urodziły w 3-4 h i bez żadnych nacięć. Czyli są pozytywne historie porodów Wesoly
Powrót do góry
Zobacz profil autora
koszatniczka
za stara na te numery



Dołączył: 19 Lut 2013
Posty: 6900
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 19:56, 11 Sie 2018    Temat postu:

Ja ci powiem że mi się robiło słabo jak czytałam... I wyczekiwałam tego momentu k8edy wreszcie napiszesz o znieczuleniu...
Brawo! Wycierpiałaś swoje A teraz dobrze że jesteście razem. Nowa rzeczywistość!
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Busola
za stara na te numery



Dołączył: 08 Lis 2013
Posty: 4047
Przeczytał: 3 tematy

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Lublin
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 17:15, 05 Wrz 2018    Temat postu:

Na nas kolej.
Poród zaczął się wieczorem gdzieś przed 21. Mieszkaliśmy czasowo u moich rodziców. Czytałam synom książkę na dobranoc, a tu chlusnęły wody. Miesiąc przed terminem. Zero skurczy tego dnia, więc zupełnie się nie spodziewałam.
Szybko się zebrałam jak stałam i z mężem do samochodu. Młodszy się popłakał, ale starszy od razu wiedział o co chodzi i mówił że wrócę z dzidziusiem.
W szpitalu kazali mi wypełnić masę papierów. Do lekarki która mnie badała ktoś zadzwonił i z kontekstu rozmowy (długiej) wynikało że niedawno zmarł jej mąż.
Nie było skurczy ani rozwarcia prawie. Dali mnie na salę przedporodową z decyzją że czekamy do rana. Nad ranem zaczęły się skurcze ale nieregularne i nie bolesne. Mąż przyjechał chyba koło 8. Wszystko było jak przy poprzednim porodzie. Przenieśli nas na salę porodową i podali oxy, ale mało pompa ją powoli pompowała mimo to mogłam chodzić i skakać na piłce. Także długo to był mój najlepszy poród. Koło 11 po badaniu okazało się że rozwarcie nieduże że 4cm i szyjka nie zgładzona. Dostałam zastrzyk na szyjkę i podkręcili oxy. Najpierw do 6 potem do 24 i wtedy już skurcze stały się wyraźnie silniejsze, bolesne, choć z ktg wynikało że i wcześniej były silne. Mieli mi podać glukozę bo nic nie jadłam. Ale w międzyczasie podłączyli ktg. I okazało się że tętno bobasa spada na każdym skurczu. Najpierw było w normie, a potem już nie. Kazali mi zmienić pozycję że może pomoże, ale nie.
Więc normalnie decyzja o cesarce. Jak już po paru minutach mieli mnie przewieźć to okazało się że tętno przestało spadać. Położna wyraźnie zaczęła kierować mną jakbym miała rodzić, ale lekarz przeszkodził. A ja byłam wyczerpana z głodu i w takim stresie że już mi było obojętne.
Potem szybka cesarka. I o 13.08 urodził się syn. 2830 g i 53 cm. Mąż go dostał na chwilę, a ja zaraz po wyjechniu z sali operacyjnej.
Przy porodzie była położna że szkoły rodzenia i pamiętała mnie. Potem była też u nas w domu na wizycie. Powiedziała że tam nie wiele brakowało do porodu, dosłownie centymetry, ale szyjka nadal nie była zgzgładzona i nie wiadomo ile by to potrwało. Więc syn by się mógł urodzić ale nie wiadomo w jakim stanie. Był też odkręcony pępowiną.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
klocia87
z NPR za pan brat :P



Dołączył: 14 Lip 2014
Posty: 258
Przeczytał: 2 tematy

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 19:46, 27 Wrz 2018    Temat postu:

2 tygodnie minęły. W domu dość spokojnie, pierwszy tydzień sam na sam z dwoma dzieciaczkami za mną. Zawsze uważałam, że córka to złoto było, ale teraz nam się trafił jeszcze lepszy egzemplarz. Syn tylko je i śpi. Zasypia sam odłożony gdziekolwiek. Mało co mu przeszkadza, właściwie nie płacze.

Co do porodu- CC zaplanowana, umówiłam się z lekarzem na przyjęcie do szpitala w poniedziałek. Przygotowali mnie jak ostatnio + wyprosiłam dodatkowy antybiotyk na GBS dodatni, bo Córka urodziła się z wrodzonym zapaleniem płuc. Niby przy cc jak nie odejdą wody nie trzeba podawać antybiotyku, nawet jak jest dodatni GBS, ale dla mojego świętego spokoju dostałam. W poniedziałek wenflon i rozmowa z anestezjologiem i ostrzeżenie, że druga cc to większe ryzyko powikłań.
Rano we wtorek lewatywa, trochę kroplówek i o 10:30 byłam już na operacyjnej. Znieczulenie nie bolało, tak jak ostatnio, ale dużo więcej czułam. Czułam jak mnie smarują, mogłam ruszać delikatnie nogami. Po podaniu znieczulenia niebezpiecznie spadło mi ciśnienie, ale opanowali lekami. Szyli mnie dużo dłużej niż ostatnio ze względu na zrosty.
Syn urodził się o 10:48, 53 cm, 3250 g i 10 pkt. Pozwolili mi na 40 minutowy kontakt z Synem zaraz po cc, co było cudowne, zwłaszcza, że złapał cycka szybko i cały czas sobie ssał. Był baaardzo spokojny.
Potem sala pooperacyjna i tutaj jakaś masakra. Poprzednio w ogóle nie czułam obkurczania macicy. Teraz do rana i cały następny dzień przy karmieniu tak mnie skręcało, że nawet ketonal i tramal, który dostawałam nie pomagał. Tak bardzo potrzebowałam zmienić pozycję z leżącej, że w nocy już chodziłam. Sama wstałam, nie czekając na nikogo. Była noc, więc położne może 2 razy zajrzały na salę. Rano przyszedł rehabilitant aby nas pionizować, ale ja już chodziłam z ręcznikiem pod pachą i tylko czekałam na męża żeby się wykąpać. Raz tylko zrobiło mi się słabo - pod prysznicem, co w świetle ostatniej cesarki, po której chyba z 10 razy zemdlałam przy wstawaniu było szokiem dla mnie samej. Gdyby nie to bolesne obkurczanie powiedziałabym, że cc to pikuś.

Ogólnie dobrze wspominam, choć 3 raz już się chyba nie dam pociąć i za macierzyństwo już raczej dziękuję.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum ..................NPR - Naturalne Planowanie Rodziny................ Strona Główna -> Ciąża
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 210, 211, 212
Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 210, 211, 212
Strona 212 z 212

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001 - 2005 phpBB Group
Theme ACID v. 2.0.20 par HEDONISM
Regulamin